!@@$#@23%^&*

Ten tytuł zastępuje słowa, które przychodziły mi do głowy po niedzielnym maratonie w Zabierzowie. Początek tego dnia zapowiadał się jednak całkiem dobrze. Rano niebo mocno zachmurzone, ale bez opadów. W drodze na maraton trochę pokropiło ale wszystko w granicach normy :).Przed startem pogoda znacznie się pogorszyła, jeszcze nie padało, ale wszystkie znaki na niebie wskazywały, że niedługo będzie. Zrobiło się również znacznie chłodniej. No i pojawił się dylemat, jakie opony dobrać na ten start. Poprzednie dni były wyjątkowo suche i jeżeli:

a) nie padałby deszcz, to warto założyć szybkie i lekkie opony (Panaracer Razer), aczkolwiek w momencie pogorszenia warunków te opony będą mocno ślizgały się,

b) zaczyna padać deszcz, robi się ślisko i lepsze będą opony z większym bieżnikiem (Panaracer Rampage), można jechać szybciej i pewniej po błocie.

Przed samym startem zdecydowałem się na wariant „b”, jak się potem okazało był to dobry wybór. O 11:00 nastąpił start maratonu. Na początek mocny akcent, czyli asfaltowy podjazd, który momentalnie podzielił peleton na drobne grupy. Każdy chce się pokazać, więc następuje kilka skoków aczkolwiek po kilku kilometrach formuje się właściwa grupa około 10 osób. Po godzinie jazdy zaczyna padać deszcz i robi się jeszcze zimniej. Na wcześniejszych kilometrach trzymałem się raczej z tyłu i kilka razy musiałem gonić grupę, w momencie gdy zaczęło padać od razu poczułem się lepiej (lub inni poczuli się gorzej :] ). W każdym bądź razie na błotnym już zjeździe przesunąłem się do przodu a na następnym płaskim odcinku bardzo przyspieszyłem. Wraz z dwoma innymi zawodnikami (Mateuszem Zoń i Lary Zebatka) udało się uzyskać około 2 minutową przewagę na resztą zawodników. Na około 12 km do mety wspinaliśmy się na kolejny tego dnia podjazd. Niestety jeden błąd i mój łańcuch pękł. Gdy się zatrzymałem momentalnie zrobiło mi się strasznie zimno. To był koniec ścigania. Samo skucie łańcucha w takich warunkach zajęło mi mnóstwo czasu (niech ktoś spróbuje skuć łańcuch i trząść przy tym rękami). Niestety po naprawie nie byłem już w stanie rozgrzać się i do mety tylko dojechałem, co i tak sprawiło mi wiele trudności. Niestety bardzo mnie to zirytowało (używając łagodnych słów), gdyż czułem się dobrze i wierzyłem, że mogę powalczyć o zwycięstwo. Rozumiem zawodników, którzy po defekcie tego dnia wycofywali się z wyścigu (szczególnie, jeżeli mieli do przejechania więcej niż ja). Był to bardzo trudny wyścig i gratuluję wszystkim, którzy go ukończyli.

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *