Author A-Ray

Amortyzowane ramy w ofercie Authora to nie nowość. W tym sezonie producent zrobił naprawdę olbrzymi krok i modele A-Ray i Era dostępne są tylko w wersjach carbonowych. Ja, jako że w temacie full suspension stawiam dopiero pierwsze kroki, zdecydowałem się poprzednią, aluminiową wersję ramy, na której mam okazję ścigać się już od początku obecnego sezonu.

Zawsze byłem zwolennikiem ram bez zawieszenia. Niższa masa, większa sztywność i spora różnica w cenie to czynniki, które decydowały o tym, że porządny full pozostawał jedynie mrzonką. Jednak od kiedy, podczas dłuższych jazd zaczęły mnie coraz bardziej męczyć bóle pleców, a wyścigi zacząłem traktować mniej poważnie, stwierdziłem że warto by tematowi ram amortyzowanych poświęcić trochę więcej czasu. Pewnego dnia nadarzyła się okazją na próbną jazdę na aluminiowej ramie A-Ray Plus i po 2h zabawy w terenie bez wahania stwierdziłem, ze porzucam na dłużej hardtaile.

Decyzja

Jakie czynniki zadecydowały o wyborze tej, a nie innej ramy? Było ich wiele, ale oto najważniejsze z nich:

  • Cena – nie ukrywam, że był to jeden z najważniejszych czynników. Biorąc pod uwagę, że nowa rama kosztowała niewiele ponad 2000zł, a kompletny najniższy model zbudowanego na niej roweru 3700zł to opcja była warta zastanowienia, gdyż w tej cenie konkurencja była nikła
  • Gwarancja – Author daje 5 letnią gwarancję na ramę, więc przez ten okres mogę spać spokojnie w obawie o jakiekolwiek problemy
  • Prostota budowy – ramy jedno-zawiasowe charakteryzują się bardzo prostą konstrukcja, jedna para łożysk i mocowanie dampera, to tak naprawdę jedyne miejsca, w których mogą wystąpić potencjalne problemy. Dodatkowo w wahaczu zamontowano standardowe łożyska 6008 2RS, które bez problemu można dostać dosłownie wszędzie
  • Waga– może waga nie powala, ale jak na relatywnie tanią ramę wykonaną z aluminium jest naprawdę niska. Moja rama waży dokładnie 2640gram razem z damperem Manitou Radium RL, co jest wynikiem niewiele większym niż aluminiowy Scott Spark czy Giant Anthem.

Można by rzec, że to same plusy, a co z drugą stroną medalu? Pierwszą sprawą jest tu sztywność boczna, która z reguły w przypadku wszystkich ram jednozawiasowych, jest relatywnie niższa niż w ramach z większą liczbą zawiasów. Jeśli ktoś jednak decyduję się na ramę typu A-Ray, to wątpię czy robi to z myślą o krótkich i dynamicznych wyścigach na dużych prędkościach, gdzie sztywność jest czynnikiem mającym spore znaczenie.

Drugą sprawą jest lakier, który w kilku miejscach uległ lekkiemu odpryśnięciu. Przerazi to na pewno wielkich estetów, jednak u mnie stało się to w okolicach zawiasu i pod dolną rurą, gdzie nie jest to zbytnio widoczne, więc rzadko rzuca się to w oczy. Dodatkowo warto zaznaczyć, ze spora cześć ramy nie została pomalowana na określony  kolor tylko pokryta bezbarwnym lakierem, co ma oczywiście znaczenie w najbardziej newralgicznych miejscach. Wszelkie rysy i uderzenia po kamieniach na polerowanych, aluminiowych rurkach nie są po prostu tak widoczne.

Na koniec zostawiłem fakt, który nie zachwyci posiadaczy najmniejszy rozmiarów ramy. Ze względu na kształt rurek posiada mocowanie bidonu w nietypowym miejscu – dolna rura (dotyczy to wszystkich rozmiarów M i pierwszych lat rozmiaru L). Przyznam się szczerze, że na początku był to czynnik, który w dużej mierze mnie przerażał. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że na maratonach startuje z camelbakiem, a na krótkich wyścigach korzystam z opisywanego już przeze mnie mocowania SKS, to problem ten poszedł całkowicie w zapomnienie. Dodatkowo jeśli prześledzimy amortyzowane ramy wielu różnych firm to szybko okaże się, że większość z nich umożliwia zamocowanie tylko jednego bidonu, a niektóre (np. IBIS Mojo) nie posiadają takiej możliwości wcale.

Jazda

Wrażenia z jazdy i warunków, w jakich udało mi się testować ramę, możecie prześledzić czytając nasz blog i moje relacje z zawodów. Pierwszą sprawą było optymalne ustawienia dampera, z którym uporałem się dosyć szybko. Napompowanie go do stosunkowo wysokiego ciśnienia sprawiło, że nie bujał podczas podjazdów i zapewniał optymalne prowadzenie podczas zjeżdżania. Oczywiście, mógłbym napompować do niego mniej powietrza, celem uzyskania jeszcze większej wygody, ale przy mojej charakterystyce jazdy przyniosłoby to więcej szkody niż korzyści.

Sercem zawieszenia jest zawsze damper i to od jego charakterystyki zależy tak naprawdę w jaki sposób pracuje sama rama.  Trudno mi to też opisać słowami, dlatego nie będę używał zbytnio wyszukanych stwierdzeń. Rama spełnia po prostu wszystkie moje wymagania i ot cała filozofia. Nie jest zbytnio czuła i nie buja. Zapewnia pewne prowadzenie na zjazdach, a przy zablokowanym damperze na odcinkach płaskich i podjazdach spisuje się jak rasowy hardtail. Tylne zawieszenie wybacza też wiele błędów, zatem sama jazda staje się nie tylko bezpieczniejsza, ale i pewniejsza. Skok posiadający 105mm jest dla mnie w zupełności wystarczający i mimo że popuścić czasem wodzę fantazji i poszaleć to jak na razie rama trzyma się w jednym kawałku.

Podsumowanie

A-Ray to naprawdę nietypowa rama, którą ciężko przypisać do określonego stylu jazdy. Geometria i przeznaczenie ramy sugerowałoby że przeznaczona jest ona tylko i wyłącznie do wyścigów i maratonów. Jednak wygięta charakterystycznie górna rura, masywna konstrukcja i skok 105mm pozwalają na lekkie szaleństwa. Author uważa się za markę podążającą własna i nietypową drogą i A-Ray w dużym stopniu odzwierciedla tą filozofię.  Jak to określił jeden z portali podczas testów – typowy funbike.

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *