Damian Drobyk o przygotowaniach do kolejnej wyprawy!

Od pomysłu na wyprawę do jego realizacji, czyli dnia wylotu do Nowego Jorku mija zaledwie cztery miesiące. Powodów do zorganizowania tak dużej ekspedycji było kilka chociaż sporą częścią decyzji był zbieg okoliczności i możliwość aż tak dalekiego, długiego i ambitnego wyjazdu. Po zeszłorocznym maratonie udanych wypraw w tym roku chciałbym sprawdzić się na mega ekspedycji po obu kontynentach Ameryki. Będzie to z pewnością moja największa i najdłuższa przygoda na rowerze.
Przygotowania jak zwykle rozpocząłem od planowania celów oraz trasy wyprawy. Zakup map papierowych, instalacja map cyfrowych w GPS i długie godziny spędzone w Google Earth wyszukując podjazdy i przełęcze, a także zaznaczając ich współrzędne za pomocą kolorowych pinesek. Po kilku tygodniach pracy powstał plan ze sporą ilością zaznaczonych celów i orientacyjnym przebiegiem wyprawy. Moje papierowe mapy zaroiły się od czerwonych kółek czyli punktów docelowych. Zapewne nie uda mi się zdobyć wszystkich zaznaczonych podjazdów ale przynajmniej zawsze będę miał jakąś inną ewentualność i możliwość zmiany celu i trasy podróży.

Kolejnym i niestety najmniej przyjemnym etapem były formalności związane z procedurami wizowymi. Wizy do USA i Kanady wymagają kilku obowiązkowych procedur bez których nie dostanie się pozwolenia na tymczasowy pobyt w tych krajach.

Wiza USA

Wypełnienie wniosku, opłata przez internet oraz wizyta w konsulacie i rozmowa z pracownikiem konsulatu to główne warunki uzyskania wizy amerykańskiej. Wypełnianie wniosku poza wpisaniem swoich podstawowych danych osobowych to głównie odpowiadanie na szereg pytań o wcześniejszy pobyt w USA, karalność, przynależność do różnych organizacji, aktualną pracę i zarobki i wiele innych pytań na które odpowiada się prawie godzinę przed komputerem. Kolejnym etapem jest zarejestrowanie się w systemie wizowym oraz opłata która do niskich nie należy. Trzeba także pamiętać o takich szczegółach jak ważność paszportu czy prawidłowe wykonanie zdjęcia do wniosku wizowego. Potem to już z górki. Przez stronę www lub telefonicznie można umówić się z pracownikiem konsulatu (w zależności od miejsca zamieszkania jest to Warszawa lub Kraków) na rozmowę, na której trzeba się stawić osobiście lub poprzez pełnomocnika.

550187_489586201075595_1165130937_n

Na rozmowę poprzez stronę internetową konsulatu umówiłem się na pierwszy możliwy termin czyli tydzień później. Szybko!  Wizytę w konsulacie w Krakowie połączyłem z wycieczką po tym pięknym mieście. Chwilę przed 8:30 zjawiłem się przed ambasadą amerykańską gdzie czekało już kilkadziesiąt osób. Z ambasady wyszło kilku polskich pracowników którzy według umówionej godziny zbierali dokumenty i paszporty rozdawali numerki z którymi można było ustawić się przed wejściem głównym ambasady. Zaraz po wejściu trzeba przejść przez szczegółową kontrolę osobistą. Na teren ambasady nie wolno wnosić żadnych niebezpiecznych przedmiotów ani urządzeń elektronicznych. O robieniu zdjęć przed jak i w środku budynku nie ma mowy. Kolejnym etapem jest skanowanie odcisków palców i sprawdzenie wszystkich dokumentów. Potem pozostaje już tylko wzięcie numerka i oczekiwanie na rozmowę z pracownikiem konsulatu. Pomieszczenie nie różni się niczym od okienek bankowych lub pocztowych. Z drugiej strony okienka siedzi miły Amerykanin, który doskonale mówi po polsku. Podczas rozmowy pracownik ambasady zapytał mnie między innymi o mój cel podróży oraz czas jaki chciałbym spędzić na terytorium USA. Zostałem również zapytany o moje źródło dochodu oraz kraje w jakich byłem w ciągu ostatnich kilku lat. Dalsza część rozmowy to jednak głównie pytania związane z wyprawą którą organizuję. Pan za okienkiem w pewnej chwili uznał mnie za profesjonalnego podróżnika jak pokazałem mu wydruk mojej strony internetowej z wyprawą po Ameryce i wszystkimi znaczkami firm oraz mediów które pomagają przy wyprawie. Na koniec rozmowy Pan konsul z uśmiechem przekazał mi wiadomość iż uzyskam wizę oraz życzył szczęśliwej podróży po USA. Po tygodniu zadzwonił do mnie pracownik firmy kurierskiej z informacją, że paszport jest do odebrania w miejscu które ustaliłem podczas składania wniosku o wizę. Najbliższa siedziba firmy kurierskiej TNT od mojego miejsca zamieszkania znajduję się w Legnicy. Paszport niestety trzeba odebrać osobiście w siedzibie firmy lub poprzez pełnomocnika z zaświadczeniem i dowodem osobistym osoby z danymi jak w paszporcie.

Wiza Kanada

Posiadacze paszportów biometrycznych (odczytywany za pomocą urządzeń elektronicznych), czyli wydanych po roku 2006 nie potrzebują wizy aby wjechać na terytorium Kanady. Popełniłem małą gafę przechodząc przez całą procedurę uzyskania wizy kanadyjskiej, jak się okazało niepotrzebnie. Nie zdawałem sobie jednak sprawy że jestem posiadaczem paszportu biometrycznego.  Byłem przekonany, że paszport (wydawany w 2009 roku) taki powinien zawierać chip, odciski palców i inne nowoczesne zabezpieczenia. Wypełniłem więc wniosek, wniosłem opłatę na poczcie i przesyłką poleconą przesłałem komplet dokumentów do Ambasady Kanady w Warszawie. Po kilku dniach zadzwoniła do mnie Pani z tejże ambasady informując mnie, że posiadam wymagany paszport i nie potrzebuję wizy na wjazd na teren Kanady a opłata za wizę zostanie mi zwrócona jak tylko wypełnię, podpiszę odręcznie i wyślę dodatkowy formularz. Po kilku dniach paszport został odesłany na mój adres domowy, a zwrot opłaty jak zapewniła mnie Pani z ambasady zostanie przesłany na konto w ciągu kilku tygodni. Już lubię Kanadę chodź jeszcze w niej nie byłem:)

Bilet lotniczy

W wyborze linii lotniczych na przelot do Nowego Jorku kierowałem się tylko jednym kryterium – ceną. Przeszukując kilka wyszukiwarek lotów szybko okazało się, że najtańsze bilety lotnicze do USA ma rosyjski przewoźnik Aerofłot, którym zresztą leciałem w 2012 roku do Indii. Pod uwagę brałem także polskie linie lotnicze LOT, jednak ich cena była wyższa o około 100-200zł, a dodatkowo musiałbym jeszcze zapłacić 800zł/200€ za przelot ze sprzętem sportowym. Zdecydowanie bardziej atrakcyjniej cenowo wyglądał przelot z przesiadką w Moskwie. Jednym minusem jest dłuższy czas podróży za ocean i ponad dziesięciogodzinne oczekiwanie na samolot z Moskwy do NY, większa część czasu to noc więc nie pozostaje nic innego jak ułożyć się gdzieś z boku w śpiworku i iść spać:)  Do dyspozycji mam możliwość zabrania aż 56 kilogramów bagażu w tym oczywiście pudło z rowerem, sakwy w dużej “ruskiej” torbie oraz bagaż podręczny (23kg+23kg+10kg) więc jest to więcej niż potrzebuję aby zabrać ze sobą. Po zeszłorocznych przygodach z rozdartym pudłem czy pękniętą torbą całość dodatkowo owinę  przezroczystą folią kuchenną kupioną w markecie za grosze.

Sprzęt

Nowa wyprawa to także nowy sprzęt. Największą zmianą jest oczywiście rower. Zeszłorocznego wygodnego trekkinga zastąpi nowy bardziej sportowy jednoślad – Author Instinct 29er. To już trzeci model Authora na jakim będę miał przyjemność podróżować. Po górskim Versusie i trekkingowym Triumphie teraz w podróż zabieram “dwudziestodziewięciocalowca”. Kolejny rower, kolejne zmiany. Inne koła, inna geometria ramy i pozycja na rowerze. Sporą nowością dla mnie będzie również napęd w 29er. Dziesięciobiegowa kaseta z największą zębatką 36 – jeszcze tak sporego blatu nie miałem. Na takim biegu będę mógł wjechać na drogi o sporych przewyższeniach sięgających nawet 20% przy w pełni obciążonym rowerze. Takiego komfortu nie miałem w trekkingu.

Inną ważną zmianą jest najnowszy smartfon HTC One. Najświeższy model 2013 zastąpi zeszłoroczny model One X. Główne zmiany jakie posiada nowa słuchawka to mocniejsza bateria, zupełnie nowy aparat z funkcją Ultrapixel z możliwością korygowania zdjęć. Do tego jeszcze super-wydajność z czterordzeniowego procesora Qualcomm® Snapdragon™ 600 taktowanego zegarem 1,7 GHz i pamięcią Ram 2GB. Całość zamknięta w kosmicznej aluminiowej obudowie i wyświetlaczu HD 1080p. Do czego wykorzystywany jest tak zaawansowany smartfon na wyprawie? HTC One doskonale spisuje się jako GPS razem z aplikacją Sygic z wgranymi mapami na kartę SD oczywiście w trybie off-line. Aparat jaki jest wbudowany w tylną ścianę robi doskonałe zdjęcia i filmy jakości HD z możliwością korekcji zdjęć. Poprzez Wi-Fi mam możliwość przesyłania zdjęć, relacji z wyprawy na bieżąco z trasy, sprawdzania poczty i przeglądania stron. Podczas wyprawy na pewno będę chciał przetestować funkcję dysku twardego w chmurze czyli aplikację Dropbox.
Aparat oczywiście służy również do bardziej błahych zadań. Z funkcji budzika czy naprawdę mocnej latarki korzystam równie często jak z możliwości dzwonienia i smsowania.

Cała reszta sprzętu jest na szczęście już dobrze sprawdzona w bojach podczas poprzednich wyjazdów. Stary dobry śpiwór, karimata, namiot z marketu, klasyczny kompaktowy aparat fotograficzny Canon Ixus oraz przyczepka Extrawheel to obowiązkowe wyposażenie każdej mojej wyprawy.

Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo pracowite ponieważ przygotowanie się do tak długiej i dalekiej podróży wymaga nie lada umiejętności logistycznych. Pamiętać należy dosłownie o wszystkim. Im lepiej przygotuję się do wyjazdu tym mniej kłopotów czeka mnie na trasie. Szczegółowo zaplanowana trasa i cele wyprawy, dokładnie wyselekcjonowany sprzęt to oszczędność zarówno czasu jak i pieniędzy na trasie.

Wyprawa już sama w sobie jest OGROMNA, nie chciałbym dodatkowo błądzić gdzieś po bezdrożach Gór Skalistych czy Andów. Każdy kolejny dzień wyprawy to dodatkowe koszty i jeden dzień więcej z dala od domu a pewnie pod koniec podróży za powrotem do kraju będę myślał często.

529482_444388298928719_2022546645_n

Koszty wyprawy

Pewnie wiele osób zastanawia się nad tym ile taka wyprawa kosztuje. Wszystkie moje dotychczasowe wyprawy organizowałem w jak najtańszy sposób. Niestety niektórych kosztów nie da się uniknąć wybierając się w tak daleką podróż. Dojazd do lotniska, przelot, formalności związane w wizą, ubezpieczeniem, uzupełnieniem sprzętu, serwisem roweru w trasie za wszystko trzeba zapłacić. Zanim jeszcze wyprawa na dobre się rozpocznie trzeba wydać kilka tysięcy złotych na przygotowanie się do podróży.

Opłata wizowa USA – 530zł
Zdjęcie do wizy – 20zł
Wycieczka do  Krakowa do konsulatu USA – 250zł
Bilet lotniczy Warszawa-Moskwa-Nowy Jork – 2048zł + 5 zł za przelew bankowy ( i złodziejski kurs banku 4.33 za 1 Euro)
Uzupełnienie sprzętu, dodatkowe części, prowiant na trasę – 500zł

Koszty przebiegu samej wyprawy wcale nie są duże. Kilka dolarów dziennie na jedzenie, darmowe spanie w namiocie oraz korzystanie z publicznych dobrodziejstw pozwalają ograniczyć koszty do minimum. W przypadku tej wyprawy największe wydatki związane są oczywiście z przelotami do i z Ameryki. Bilet lotniczy w dwie strony Wawa-NY-Wawa kosztuje tyle samo co w jedną więc jakby od razu jestem stratny. Połączenia lotnicze z Ameryki Południowej do Europy także do tanich nie należą, prawdopodobnie nie uda mi się wrócić do Polski bezpośrednio właśnie ze względu na cenę przelotu. Najtańsze połączenia z Argentyny i Brazylii są to Turcji i Hiszpanii. Dodatkową atrakcją wyprawy będzie krótka wycieczka na Hawaje. Orientacyjna cena przelotu w dwie strony to około 300 dolarów (1250zł). Na tą egzotyczną wycieczkę postaram się jednak zapracować podczas samej wyprawy. Kilka jednodniowych prac dorywczych i myślę, że na bilet na wyspy nazbieram:)  Z pewnością kilka razy w trakcie tak długiej podróży będę musiał też uzupełnić sprzęt (namiot, kartusz gazowy) oraz serwisować rower. Opony, dętki, łańcuch, kaseta, zębatki, klocki hamulcowe, łożyska suportu wiecznie nie są. Jadąc codziennie około 100-120km przynajmniej raz w miesiącu będę zmuszony do wizyty w sklepie rowerowym…

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *