Gorąca Pętla Beskidzka 2010

W miniony weekend Beskid Śląski był terenem zmagań blisko 400 kolarzy amatorów podczas IV edycji Pętli Beskidzkiej – Memoriału im. Jana Ferdyna – w ramach cyklu „Dobre Sklepy Rowerowe Road Maraton”.

„Prawdziwe szosowe ściganie w Beskidach” – takie właśnie motto zapowiadało zdarzenia, których uczestnikiem stałem się w sobotę 10 lipca 2010 r.
W piątkowe popołudnie tradycyjnie już odbiór numerów w biurze zawodów, odprawa techniczna, ostatnie zakupy na stoiskach sponsora, regulacje i pewnie dla wielu niespokojna noc.
Nazajutrz wita nas słoneczny poranek, chyba jeden z najcieplejszych w roku, który zapowiada ekstremalne warunki jazdy…jazdy pod górę… czyli w stronę słońca.
Tradycją na Pętli Beskidzkiej również stał się wspólny start, tak ceniony wśród uczestników maratonów, bo dający namiastkę profesjonalnego kolarskiego ścigania.
Na trasę od godziny 9:00 kolejno wyruszali startujący na dystansach: Giga – 180 km, pół godziny po nich Mega – 125 km i po kolejnych 30 minutach Mini – 90 km.
Jako że najlepiej czuję się na średnich dystansach wybór padł na 125 km trasę Mega, prowadzącą przez najbardziej charakterystyczne wzniesienia okolic Istebnej – Kubalonkę i Salmopol i dalej przez przełęcz Kotelnicką, Zwardoń , Słowację, Czechy, Jaworzynkę i zakończoną metą na podjeździe w Istebnej.
Niesamowity żar lejący się z nieba kilku uczestnikom dał się we znaki już na pierwszym wzniesieniu. Tutaj też dokonała się naturalna selekcja i uformowały niewielkie grupki, skoncentrowane na realizacji wspólnego interesu – jak najszybszego dotarcia na metę.
Realizacja najważniejszego w tym dniu założenia nie okazała się jednak taka prosta.
Wyjątkowe warunki atmosferyczne, wymagająca górska trasa, umiejętność rozłożenia sił, odpowiednie nawodnienie i odżywianie oraz zebrane w minionych latach doświadczenia – to wszystko miało niebagatelny wpływ na osiągane tego dnia wyniki.
Najlepsi poradzili sobie z tym bez najmniejszego problemu i zaledwie przez chwilę można było oglądać ich plecy znikające w oddali. Ale byli też tacy, którzy kończyli zawody na granicy własnych możliwości albo rezygnowali z dalszej walki pokonani przez własne słabości lub defekt roweru.
Niemniej wszystkim należą się ogromne słowa uznania za podjęte wyzwanie bez względu na końcowy wynik.
Sama impreza organizacyjnie doprowadzona niemal do perfekcji. Bufety, oznakowanie trasy, upominki, nagrody – Wiesiek Legierski wraz ze współpracownikami gwarantują nam zawsze obsługę na najwyższym poziomie (poza tą jedną wpadką sędziowską, która została wyjaśniona i naprawiona, ale nie myli się ten kto nic nie robi, a na resztę spuszczam zasłonę milczenia). Za Wasz trud i zaangażowanie w imieniu uczestników składam przeogromne podziękowania. Zwłaszcza ze ten bufet w tunelu :)
Czekamy już z niecierpliwością przyszłorocznej edycji i zapowiadanych zmian. Jak można się spodziewać zmian na lepsze…
No i Wielkie Dzięki Jankowi, który zapewne czuwał duchem nad całym przedsięwzięciem.

A dla już spragnionych wspomnień i tych którzy nie dotarli mini foto galeria:

Adam Świtalski
www.pro-cycling.org

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *