Kierunek Azerbejdzan – cz. 12 – Armenia

JADYMY! Dawno ruskiego wojska nie widziałem, ostatnio w miejscowości Borucino, w ramach ćwiczeń wojsk pancernych wysłano nas do PGR zbierać ziemniaki. Nie tylko my zbieramy, ale i wojsko rosyjskie z Legnicy. Gdy padał deszcz to my w siano zakopani. Ruscy przerwy nie mieli, więc jeden na harmonii przygrywał reszta po kolana w błocie. Ale co tam muszą pokazać, że ruski „gniotsa nie łamiotsa„. Jako że ja Rosyjski znałem najlepiej to byłem tłumaczem. Przyszedł żołnierz z gwiazdą czerwoną, daje mi dwa zwoje pieniędzy i mówi im żeby im wódki kupić. W sklepie nie było wódki tylko wina, słynne J23. Akurat starczyło na 3 worki wypełnione po brzegi. Ruscy tak się spili że nad ranem jechała ciężarówka między bruzdami i zamiast worków z ziemniakami wrzucali sołdatów, tyle ich widziałem bo wprowadzili zakaz bratania się, więc J23 piliśmy w swoim towarzystwie. Dziwne że na granicy celnicy Armeńscy a ochrona wojsk rosyjskich. Wiza na 21 dni to koszt 9$ USA. 1$ USA to 400 Armeńskich. Same uprzejmości do tego maszyna do wymiany pieniędzy. Wymienia dolary i euro po cenie takiej jak w banku kantorach, więc nie ma strat.

Celników najbardziej interesowało światło z latarka i sakwy firmy Crosso, mlaskają bo akurat spadł deszcz i to ulewny a u mnie sucho „superowe” sakwy polecam.

Płasko po horyzont trawy i tylko trawy. Mijam pierwsze zabudowania, a tam jak w Indiach – krowie placki suszą się na słoneczku, bo to jedyny opał jaki idzie zdobyć w tym terenie. Na trasie dwie dziewczyny z Finlandii zachwycone Armenią. Wymieniamy informację, serdeczności i każdy w swoją stronę. Po prawej stronie drogi jakaś gigantyczna budowla, setki ciężarówek i tysiące robotników. To najnowsza budowa portu przeładunkowego, czyli terminal, z którego przez Turcję ma płynąć towar z Azji do Europy przez Bosfor. Kończą już tunel łączący Europę z Azją – tłumaczy mi napotkany inżynier.

Zapraszam na kwaterę „już jeden Polak u mnie jest„.

Ucieszyłem się bo widzę Oj tam oj tam. Próbuję się odezwać, ale on nie ma ochoty, kij mu w oko. Wieczorem przyszli budowniczowie suchego portu i zaczęło się. Rozmowa na tematy wojen, zmian, rewolucji. Spokojny byłem do momentu aż Oj tam rozpoczął pluć na mój kraj. Sam narzekam na debili zasiadających w sejmie i w rządzie, ale nigdy nie rozmawiam o tym poza granicami. Uważam, że plucie na Wałęsę i korupcję nie przynosi nam chwały. Wałęsa nie jest z mojej bajki, wisi mi i powiewa, ale to symbol wolności dla wielu ludzi na świecie. Upił się jak głupol wiec wstyd mi i ruszam z samego rana, nie żegnając gospodarzy zostawiam widokówkę z Katowic z adresem mejlowy. Mknę w kierunku Erewania, po drodze faktycznie co chwile mijają mnie konwoje rosyjskiego wojska więc zatrzymałem jeden pytając o”tuszonkę” czyli ruską puszkę z tłustym co robią rewelacyjnie. Dostaje kilka sztuk nie chcą pieniędzy, ale zdjęć nie pozwalają robić. Uścisków nie ma końca i tylko słyszę „ot maładiec„.  Normalni ludzie pracujący w wojsku.

Na nocleg rozbijam….a raczej próbuję rozbić namiot pod płotem w wiosce Vardahbvr – kilka domów piętrowych, do których dobudowano obory.„Tu ostatnio próbowali się rozbić dziewczyny z Finlandii ale nie pozwoliłem tylko zaprosiłem do domu i Ciebie też zapraszam” – mówi staruszek, jak się okazało to mój rówieśnik. Wielki dom i olbrzymi garaż w którym samochód Żiguli wygląda na zabawkę. Kuchnia, te same rozmiary co garaż dwa fotele stół, pod ścianą garnki i skrzynka z sztućcami, które od nowości nie widziały czyszczenia. Tylko spłukiwane wodą nabrały krwawego odcienia. Na rowerku codziennie w tej przepastnej kuchni można trenować, niezależnie od pogody.

Z kuchni można wejść do obory z której oprócz zapachów biło ciepło. To centralne ogrzewanie domu – słyszę gospodarza. Śmieje się pokazując zestaw złotych zębów. Krów ma 60 do tego kozy, barany i kilka koni. Dawniej miałem dwa traktory, ale zepsute a i paliwo drogie więc koń w sam raz, traw u nas do oporu więc tanio wychodzi. W domu jeden z synów i córka. Dziewczyna studiuje pedagogikę i jak mama chce być nauczycielką. Syn chce jak starszy brat iść do akademii wojskowej, ot los a kto na ziemi zostanie?

Żona gospodarza przyszła z pracy, uśmiechnięta ta akurat zęby ma wszystkie ze złota i góra i dół. Moda zapytałem? – Nie to majątek na wszelki wypadek noszony przy sobie. Jest nauczycielką w szkole podstawowej, tu uczniowie uczą się do piątej klasy i dalej na nauki do sąsiedniej wioski. W szkole jest dwóch uczniów i dwóch nauczycieli, stróż, sprzątaczka i konserwator. Nie jest najgorzej bo w przyszłym roku w pierwszej klasie uczyć będzie się jeden uczeń więc więcej czasu w polu spędzę – śmieje się nauczycielka.

Pod dom zajechał sklep na kołach, pieczywo kiełbasa i wódka na zapisy. Sklep zagląda raz w tygodniu, kierowca zarazem sklepikarz jak dowiedział się że jestem z Polski od razu zaproponował bym towarzyszył mu w drodze do następnej wioski i obiecuje że odwiezie. Zabiera się też nasz gospodarz. Drogi szutrowe i po horyzont pustkowia. Wiesz – mówi kierowca –służyłem w armii na początku lat osiemdziesiątych w dywizji desantowej. Na lotnisku pod Kiszyniowem ćwiczyliśmy szturm na Polskie lotniska” –  „Jak to na polskie lotniska?” – zapytałem z ciekawości. „Były makiety lotniska w Warszawie, Gdańsku, trzeciego nie pamiętam i tam codziennie szturmowaliśmy wejścia otaczaliśmy, bronili strzelali i bóg wie co jeszcze. Oficer polityczny tłumaczył nam że w Polska chce odłączyć się od Układu Warszawskiego i przyłączyć się do Germańców tych niedobrych, nie socjalistycznych a imperialistycznych„. Słucham opowieści z niedowierzaniem. Zapytałem czy weszlibyście do Polski, uśmiechnął się tylko i mówi że już we wrześniu byli w Polsce czekali tylko na rozkaz. Jaruzelski ich ubiegł i tyle ćwiczeń na marne. Może i dobrze się stało bo Polacy nic im nie zrobili, ale on by strzelał bo taki rozkaz. Jakby nie wykonał to pod mur i kula w łeb. Polityczni czekali na chwilę niesubordynacji by się wykazać w statystyce. Zresztą ci sami polityczni jak się u Was uspokoiło to cytowali jak mantrę, że Amerykanie wyliczyli iż w pierwszym tygodniu inwazji państw socjalistycznych powinno zginąć 200 tyś Polaków. No dobraliście sobie przyjaciół, miast was bronić to ci liczą ilu was zginie. Zbyłem milczeniem i właściwie nie wracał bym do sprawy, ale jeszcze w kilku miejscach usłyszałem tą sama opowieść zwykłych ludzi, którzy opowiadali tą samą historię, nie widzę powodów by kłamali.

Wioska gdzie podjechał sklep to koniec świata. Wioskowe psy od razu atakują obcych więc siedzę w samochodzie i czekam na zaproszenie. Ludzie kupują kiełbasę kilogramami, pytam na co Ci 20 kilo kiełbasy – „na zimę zalewam tłuszczem i zima jak znalazł„. Pijemy szklankę siwuchy i jazda z powrotem.

Mój gospodarz każe szykować do stołu, oprócz jedzenia to wódki swojskiego wyrobu do oporu. W drzwiach ukazał się mundurowy, to najstarszy syn gospodarza, siada na fotelu uśmiechnięty. Gospodyni wyszła na chwilę i wraca z miską gorącej wody, klęczy na kolanach, zdejmuje mu buty i myje nogi, całuje coś szepcze nie rozumiem więc pytam co się dzieje. On wojenny odpowiada z łzami w oczach i jutro jedzie na wojnę z Azerbejdżanem, jak zginie to niech pamięta że matka go kocha i umyła mu nogi. Ciarki mnie przeszły po plecach i myśli skołatane. Jaka wojna ?

Ruszam w kierunku Erewania, ale w głowie bez przerwy kołatają się myśli z wczorajszego wieczoru.

Chaczkary to krzyże ustawione już w czwartym wieku. Początek stawiania krzyży rozpoczęła żona jednego z królów Armenii za jej duszę i od tego czasu już ponad sto tysięcy stoi, a tak na prawdę nikt nie potrafi ich zliczyć. Ciekawostką jest to że każdy jest inny.

Przed samym Erewaniem zatrzymuję się u rodziny Akopian. Dom z osiemnastego wieku. Resztki poligrafii, cudowne żyrandole przed ruskimi zakopali teraz babcia pokazała gdzie więc można je pokazać – bajka.
Robię przegląd rowerka od czasu kiedy ruszyłem z domu to już prawie 4500 km na liczniku. Zdarte cztery pary klocków więc zapasu już nie mam. Ostatni przegląd był robiony w „DOBRE SKLEPY ROWEROWE – KOSOWSKI, IMIELIN, UL. BRATA ALBERTA”. Tu ukłon dla właściciela za pomoc i przygotowanie roweru. Jeśli mieszkasz w okolicach Katowic i myślisz o rowerku to z całego serca polecam. Rower AUTHOR rewelacyjnie się sprawdza, śladu zmęczenia materiału więc pewność, że nic się nie powinno zdarzyć.

Erewań wita mnie ciepłym deszczem a na termometrze ponad czterdzieści stopni. Zbliżam się do budowli podobnej do paryskiego pałacu, gdzie mieszkał Ludwik. Próbuję zrobić zdjęcia a tu wyskakuje dwóch z dwa metry w górę i wszerz. Krzyczą, że nie wolno odbierają mi aparat, wykonali telefon i pozwalają mi zrobić zdjęcia. Szok… fontanny, zdobienia -typowy „WERSAL”. Właścicielem jest sportowiec, kiedyś mistrz nad mistrzem w siłowaniu na ręce. Na wojnę poszedł i tam się dorobił słyszę.

Erewań. Jazda od razu. Szukam ambasady Rosji. Budynek przypomina raczej nasz Pałac Kultury. Rower zapinam na cztery kłódki i stoję w kolejce po wizę. Wpuszczają po cztery osoby. Oparłem się o budkę wartownika i od razu opier..l, że mam stać prosto, że to ambasada a nie budka z piwem. Tak jest – o mało nie przybiłem towarzyszowi obcasami jak w wojsku. Stoję karnie jak na warcie w 24 DREZDEŃSKIM PUŁKU CZOŁGÓW, w którym służyłem ku chwale ojczyzny i bratnich krajów socjalistycznych.

Wpis do księgi, przejście przez wykrywacz metali i do okienka. Piękna urzędniczka z plakietką „Olga” . Witam w czym mogę pomóc? – no wizę do Rosji potrzebuję jadę rowerem przez świat i teraz Rosja na trasie, więc bardzo bym prosił. Uśmiecha się. „Z Polski”- mówię podaję paszport, mina skwaśniała i z zaciekawieniem ogląda moje wizy. Jest mały problem – mówi zatrzymując się przy wizie Armenii. Ja bardzo chętnie dałabym wizę do Rosji, ale Pan ma wizę Armenii na 21 dni, gdyby Pan miał wizę do Armenii na na 19 dni to inna sprawa. „Przepraszam nic nie rozumiem, Szanowna „Towarzyszko Olgo” – ‚Tylko nie towarzyszko, dla was żadna towarzyszka„.  „Ok miła pani Olgo” – na granicy są tylko trzy rodzaje wiz 3-21-120 dni o żadnych innych nie pisali i mowy nie było. Zresztą pomyślałem, że jaki to ma wpływ na wizę do Rosji? To tak jak okres mrówki na zaćmienie księżyca. Nie wieżę dwa dni przekreśla moje 4500km. Towarzyszko Olgo proszę mi to wytłumaczyć jeszcze raz bo nic a nic nie rozumiem… CDN

 

Mieczysław Bieniek - Hajer

Mieczysław Bieniek - Hajer

Łowca przygód, podróżnik, emerytowany górnik z Katowic.
Mieczysław Bieniek - Hajer

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

4 comments on “Kierunek Azerbejdzan – cz. 12 – Armenia

  1. halina z Łodzi 13 lutego 2013 at 20:34

    Mietku! Przygody nabierają tempa i rumieńców,znaczy trochę sensacji…..Dowiadujemy się jak TAM zwykli ludzie widzieli nasze polskie wydarzenia z początku lat osiemdziesiątych. I jak ciepło Cie przyjmują i witają bez względu na to czy są to wojskowi czy inni.No i jestem ciekawa ….da towarzyszka-nie towarzyszka Olga wizę do Rosji?No i czy z „oj tam oj tam” spotkasz się na trasie? Na to wszystko czekam . Do nastepnego odcinka serialu pt”Kierunek Azerbjdżan”. Podziwiam Twoją determinację i wytrzymałośc w podróży! No i znów fajne zdjęcia :prostego życia ,biednych wiosek i przepychu w miescie. No i TWOJE ZACHODY SŁOŃCA!!!!Pozdrawiam serdecznie!!! Halinka

  2. Papuga 13 lutego 2013 at 22:16

    A widzisz, nawet czasami jesteś podziwiany, za taki / bardzo dobry / sprzęt i wyposażenie .
    Smutny ten fragment, kiedy matka żegna się z synem. Tak bardzo Jej życzę, aby się na niego doczekała !!!
    I tym razem masz nieciekawe wspomnienia ze spotkania z „byłym kolegą w podróży”, no cóż…ludzie są różni. A tam bieda splata się z rezydencjami !!! No mini-Wersal !!!
    Opowieści byłych żołnierzy są zastanawiające. Niech będą tylko wspomnieniami !!!!!!!!!!!!!!!!
    Życzliwi ludzie znajdą się wszędzie, i chwała im za to !!!
    Już dziś czekam na dalszy ciąg . Pozdrawiam !!!!

  3. Beata 13 lutego 2013 at 23:38

    no i dzieki Tobie , znowu kawalek swiata zobaczylam :) czekam na ciąg dalaszy :)

  4. Kocham rowery Kross 16 lutego 2013 at 23:32

    Azerbejdżan to piękna kraina, jak cały Kaukaz :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *