Kierunek Azerbejdżan – cz.18 Powrót do domu

JADYMY! „Pan ja luxusowa Pani, jak chcesz, nie martw się wszystko będzie w porządku” – o mało zawał serca. Szybko ubieram majtki zasłaniając klejnoty, „no jak długo tu jesteś?” – zapytałem tej niby luxusowej, „a z dwie godziny patrzę oj ładny Pan ładny, a pachnący aż miło” –  i śmieje się od ucha do ucha. ‚Tobie miło mnie nie bardzo” – odpowiadam.

„Dziewczyno – mówię – ja tu schowałem się by odpocząć a Ty mnie do grzechu namawiasz, ruszaj w swoją drogą”. – „Pan, ja głodna odpowiada drugi dzień tylko jabłka i woda…” Słowo głodny od razu robi na mnie wrażenie-kilka razy w podróży byłem głodny, a to mi kasę ukradli, a to nie było gdzie kupić – przykład w Afryce. „Siadaj zaraz dam ci coś do zjedzenia” – wyciągam po konserwie rybnej i kroję połowę chleba. Konserwę chciała rękoma rozerwać, „spokojnie” – mówię -„zaczekaj” . Wyciągnąłem jeszcze butelkę Gruzińskiego wina a że ciemno się robi to zapaliłem lampkę na gaz. Co prawda głodny nie byłem, ale patrze na luxusową, a ta jak automat zajada swoje i moje mruczy jak kotka z radości, że żołądek napełniony. „No to dawaj w pałatku”  czyli do namiotu mówi – „ja już nie głodna i teraz jak chcesz tak dostaniesz, chłop jesteś a chłopu się należy”. W ostatniej chwili chwytam ją za tyłek i wyciągam z namiotu – „śpij gdzie chcesz, ale na pewno nie w namiocie”.

Nazbierała suchej trawy i położyła się obok namiotu, przykrywa się sianem zajada jabłkami. „Jak chcesz to dawaj uśmiecha się jak nie to dobranocładny Pan oj ładny” – westchnęła. Automatycznie uderzyła w sen więc i ja wskakuję do namiotu, gdy po chwili usłyszałem nieziemskie chrapanie, no takiego nigdy jeszcze nie słyszałem. Próbuję jeszcze ruszyć ją by nie chrapała, ale zapomnij – ruszyłem a ona jak nie puści bąka to mnie zatkało. Najadła się jeszcze kwaśnych jabłek i popiła wodą. Masakra na zmianę chrapanie i puszczanie wiatrów. Diabli ją to nasłały, nad ranem udało mi się zasnąć. Cisza to oznaczało, że luxusowa odpuściła więc delikatnie odsłaniam namiot a tu słyszę – „ja głodna!”

SONY DSC SONY DSC

„No jak zjadłaś wczoraj dwie konserwy, półbochenka chleba i znów głodna?” – „No nie ja, a moi bliscy. Pan kiedyś tu były Kołchozy ludzie pracowali kochali się budowali domy, a teraz nieszczęście. Jak się to wszystko zaczęło dzielić to większość uciekła tylko ja w kołchozie zostałam z mamą. Nie mogłam zrobić inaczej, ta ma cukrzycę, ucięli jej obie nogi i ja muszę dostarczać jedzenia. Jest co prawda jeszcze głupek wioskowy ale on nic nie potrafi zrobić, ja jedyna pracuję na wszystkich.” Głupio mi się zrobiło więc daję jej połowę chleba, robię przegląd moich rzeczy osobistych i daję jej kilka koszulek. Mam blisko do domu więc to co niezbędne zostawiam resztę jej daję – Spróbuj sprzedać.

Do samej drogi słucham opowieści o kołchozie jak to dawniej bywało. Buziak na do widzenia i w drogę. Trochę żałuję że nie udałem się do tej wioski zrobić zdjęcia i reportaż byłby gotowy. Mijam stolice Nad Dniestrza pamiętając ostrzeżenia przed policją i służbami co łapówki nie odpuszczą. Droga z jednej i z drugiej strony to orzechy włoskie, dosłownie las orzechowych drzew. Ludzie z wózkami, pojazdami napędzanymi mięśniami wszyscy zrywają orzechy. „Panie to jedyna możliwość zarobku, pracy tu nie ma i tylko te orzechy zasadzone za sajuza daję marne grosze ale co robić.”

SONY DSC SONY DSC

Mijam co rusz posterunki wojsk radzieckich, kilka razy mnie zatrzymali – „Co tu robisz?” – „Raczej to ja się pytam co wy tu robicie?” – ” My ochraniamy rurociągi z gazem i ropą”. Rosjanie uzbrojeni po zęby ale zaprosili na herbatę, – „nudno tu i daleko od dom” – słyszę – „same pola dokoła a my wśród tych słoneczników”.

Zatrzymałem się w wiosce i robię zakupy: konserwy, kawałek kiełbasy bez smaku, piwo smakuje i od razu kilku w dresach podeszło – „Co tu robisz?” – „Nic, jadę do domu” – „Nie boisz się tak samemu?” – „Pieniędzy nie mam, tylko rower a ludzie dobrzy tu mieszkają więc kto by mi chciał zrobić krzywdę?” – dresiarze pokiwali głową i zapakowali się do starego audi i odjechali w swoją stronę.

Granica to budka, a raczej buda i od razu zapraszają mnie na rozmowę. Gwizdnął jeden i mówi że – „mam problem i to niemały, widzisz ” pokazuje mi kartkę z poprzedniej granicy – „Ty masz wizę tranzytową na dziesięć godzin, a Ty trzecią dobę jedziesz. Trzysta euro płacisz albo do ciurmy, czyli aresztu” – słyszę zdecydowany głos. „Ale za co?” – pytam z uśmiechem na twarzy. „No jak to za co? Trzy dnia a miałeś dziesięć godzin”. „Proszę pokaż mi gdzie to jest napisane” – „nie jest napisane ale my wiemy” – „No to trzeba mi było powiedzieć na granicy” – ” A co nie powiedzieli?” – „Nie” – „A ile wzięli?” – mówię że 30 euro. „No to mało i dlatego nic nie powiedzieli.  Szlak mnie trafi kasy nie mam a tu zadyma. Próbuje na humor nic, litość nic.

Ze złości aż mi łza popłynęła, jedna z Rosjanek podeszła i mówi „a ty co dziaduszka tak płaczesz?” – odpowiadam – „że przejechałem świat i wszędzie ludzie mi pomagają a tu same kłopoty”. Dorwali Niemca na motorze więc cała uwaga skupiona na kolesiu z kasą. Już myślałem żeby podejść pod rower i zwiać, ale uchyliło się okno i Rosjanka mówi – „uchadij uchadij, szybko uciekaj” – ja na rower i ile sił w nogach.

Na granicy z Mołdową uśmiech na twarzy celnika i z politowaniem pyta – „Puścili? Za ile? Ot tam szabrowniki” – ” Puścili za darmo”. Nie chce wierzyć – „Ci nikomu nie odpuszczają” – słyszę.

Do domu to same deszcze. Spotykam dwóch Polaków, których wystukali z pieniędzy w Nad Dniestrzu – klną, ale co zrobić. Deszcz towarzyszy mi non stop tnę przez Tarnopol, Kiszyniów, Kołomyję. Tu dorwała mnie policja i coś tam o kasie gadają więc wyciągam flaszkę i mówię jak prawdziwy miejscowy: „Przychodzi koleś na oko ch…, przynosi flaszkę widać, że swój” – od razu zrozumieli i droga wolna. Stryj-Sambor, mijam Lwów i Przemyśl serduszko się raduje!

Na liczniku 7500 km, radość. Kurcze, osiemdziesiąt dni mi to zajęło, tyle co w książce osiemdziesiąt dni dokoła świata. Z drugiej strony żal, że nie przekroczyłem morza Kaspijskiego, ale to jeszcze przyjdzie czas…

W chwili, gdy będziecie to czytać ja już będę w kolejnej podróży. Tym razem po bezdrożach Syberii… oczywiście rowerem. Relacje z tej wyprawy również będę opisywał na blogrowerowy.pl – tym czasem do zobaczenia!

KONIEC

 

SONY DSC SONY DSC
SONY DSC SONY DSC
SONY DSC SONY DSC
SONY DSC SONY DSC
SONY DSC

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

8 comments on “Kierunek Azerbejdżan – cz.18 Powrót do domu

  1. Jacek 21 maja 2013 at 14:23

    Ciekawa przygoda:)

  2. Anonim 30 maja 2013 at 14:15

    pozdrawiam z niecierpliwością czekam na nowe przygody i zdrówka życzę .maria

  3. renata 4 czerwca 2013 at 20:51

    Trzym się Hajer ….i wracaj zdrów – co byś nam dużo opowieści przywiózł :)….niech nam wszystkim szczęki poopadają.. he he ….czekamy na dalsze przygody z dreszczykiem :) powodzenia …gdziekolwiek teraz jesteś :)MGIEŁKA :)

  4. Jurek 4 czerwca 2013 at 20:55

    Pięknie piszesz. Na Twoje opowieści odcinkowe się czeka. Więc czekam…
    Ps
    Z tym nie wpuszczaniem do namiotu to nie przesadzaj.

  5. Płomyczka 6 czerwca 2013 at 14:15

    panie Mieczysławie – czekam na nowe wpisy z podróży z niecierpliwością, są fascynujące :) pozdrawiam.

  6. Halina z Łodzi 18 czerwca 2013 at 09:46

    Hi hi…ale mi LUXUSOWA PANI!!!! Ona po prostu głodna! Biedni ci ludzie,tak żebrzą na zycie a to ciałem, a to przekupstwem,itp……Ot losy ludzkie w kraju gdzie przetoczyła się wojna……..
    Wiele kilometrów przejechałeś,wiele nam opisałeś,wiele zdjęć pokazałeś. DZIĘKI!!! Ty -Mietku-teraz w Murmańsku-piszesz notatki z nowej podróży. Nowi tam sa ludzie,nowe przygody …..Życze Ci wspaniałych ludzi na drodze,przyjaznych,a nie łapowników/ale czy to się ci uda?/ZOBACZYMY!!!! Do zobaczenia na blogu w następnych relacjach z kierunku Syberia! ZDRÓWKA I SZCZĘŚCIA ŻYCZĘ! Pozdrawiam…Halinka

  7. Tomek 24 grudnia 2013 at 15:13

    Zupełnie przypadkiem trafiłem na tego bloga i pana teksty ogromnie mnie wciągnęły. Pańskie przygody są dla mnie inspiracją i nauką, że można. Moim marzeniem jest podróżować w zgodzie z naturą z dala od żądzy pieniądza. Podziwiam Pana, że oderwał się Pan od codzienności, kreując swoją własną rzeczywistość. Mam nadzieję, że będę kiedyś na tyle odważny aby zapisać kilka stron mojej biografii kolorowymi przeżyciami z podróży.
    Serdecznie pozdrawiam, dużo zdrowia życzę i wesołych świąt !

  8. Beata 12 stycznia 2014 at 00:09

    Coś jest magicznego w tych opisach Mietkowych, choć sam Mietek swojski chop i może stąd ta magia. Tomkowi życzę,aby życzenia wigilijne się spełniły. Jest nas więcej,takich co marzą o takim podróżowanie. Nie każdemu jednak będzie dane udać się w taką podróż.
    Dobrze ,że są tacy ludzie jak Mietek i dzielą się z innymi swoimi przeżyciami -niezwykłymi zresztą.
    Pozdrawiam wszystkich miłośników Mietka i Jego samego też :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *