Kierunek Azerbejdżan – Gruzja cz. 15 – Wypadek

JADYMY! „Wstawaj Stalinie bo Polska ginie” –  słyszę od jednego z starszych Gruzinów w miejscowości Mukseli, który służył w Polsce. Gdy tylko wypowiedział te słowa, to od razu patrzy na moją reakcję, udaję że nie słyszałem. Coś w tym jest że na mojej drodze sami wojownicy co w Polsce służyli. „Budujemy boisko do piłki nożnej” –  mówią robotnicy, obok stoi ogromny pomnik Stalina. „Czy to na jego cześć?” – zapytałem – „nie, miasto dało pieniądze na roboty interwencyjne”. To ja wyciągnąłem butelkę wina i poczęstowałem całe towarzystwo. Ci to mają smak i węch, od razu mówią z jakiej doliny i nad jaką rzeką winnica się znajduje. Nie było wyjścia, jak nie przyjmę zaproszenia to wróg. Pcham więc rower w kierunku środka wioski, a za mną dzieciarnia i kilku starszych mieszkańców.Chłopak o imieniu Beso służył w Iraku i pokazuje mi zdjęcia z Polakami. Ma jeszcze mundur i większość wyposażenia z wojsk. Dostał za wojenne zasługi kilkaset dolarów. „A medal dostałeś?” – zapytałem – „no jak do domu z wojny wrócić bez medali?”

20120808081515(3) 20120808143344(1)
20120809101851(3) 20120810190910(1)
20120810213008(1)

 

Dom dwupiętrowy, duży, zaprojektowany na kilka pokoleń. Wieczorem jak zwykle szaszłyk i nalewają w tradycyjnych pucharach na wino zrobionych z rogów krowy, pięknie zdobionych srebrem. W tym domu tradycja to ważna sprawa, najpierw przemówienie, a potem toast. Nie chcę robić przykrości gospodarzowi, więc piję do dna. Po kilku takich pucharach czuje, że język mi się plącze i pokazuję by mi nie nalewali do pełna. Tu dopiero dowiedziałem się, że jak pije się do dna, to dajesz gospodarzowi sygnał że chcesz jeszcze. Wystarczy tylko usta zamoczyć i nikogo nie obrazisz. Pijemy za wszystko, nawet za Szarika i czterech pancernych, dobrze że nie puszczali u nich niewidzialnej ręki to by dopiero toasty były.

Stary klasztor właściwie to ruina, teraz nowego księdza dostali. Jest odnowa, więc wypada się modlić. „Zaczekaj do niedzieli zobaczysz jaki śpiew tu się rozchodzi po tych murach” – faktycznie echo odbija gdy dziadek pociągnął basem.
Gorące wody termalne to największa radość w tej okolicy. Tu leczą kaca, reumatyzm, płodność nie tylko u ludzi ale i zwierzęta mają swoją „wannę” z czego chętnie korzystają bezpłatnie. Można by w takiej wiosce z tydzień zabalować i wszystkich uroków życia zaznać. Na drogę dostaję zapas jabłek, winogron no i zwyczajowo litr najlepszego wina.

Płasko, więc naciskam na pedały i kilometry ubywają. Zaczęło rosić więc nałożyłem deszczówkę i kubraczek odblaskowy. Rozmyślam o dalszych planach, gdy nagle lecę w powietrzu w zwolnionym tempie. Nic nie czuje i nie słyszę, jedynie pamiętam jak głową uderzam o beton i cisza. Ciepło mi się zrobiło, takie przyjemne uczucie jak w 1981 roku na kopalni urwał się kamień wielkości worka z cementem. Też takie miłe uczucie i obudziłem się dopiero po kilku dniach podłączony do aparatury podtrzymującej życie.  Nie pamiętam jak długo byłem zamroczony, słyszę jak otwierają się drzwi samochodu i ktoś spokojnym krokiem podchodzi do mnie słyszę tylko – „kur.a lampa poszła”. W języku Rosyjskim słyszę „przepraszam Cię bardzo ale ja jak nie wypije to boję się prowadzić.” – „Paszoł w pizdu” – odpowiadam zrozumiał i usłyszałem odgłos silnika i odjechał. Widać zabrał sobie do serca nie udzielając mi pomocy. Pierwsza myśl, to gdzie mój rower, więc na kolanach macam i szukam rowerka. Ktoś mnie próbuje podnieść, ale upadam na ziemie i znowu szukam pojazdu, czyli przyjaciela na dwóch kółkach. Gdy znalazłem to uczepiłem się palcami tak, że policja nie mogła mnie oderwać od obręczy koła. W między czasie kierowcy zatrzymywali pojazdy wezwali policję i pogotowie i zaczęli udzielać pierwszej pomocy myjąc moje rany. Siedzę na poboczu i zdaję sobie sprawę że ja nie widzę no oba oczka, jedno widzenie straciłem w wypadku w 1999. Dotykam oczodołu. a tu cieknie mi po rękach. Od razu pomyślałem że moje oko się wylało, tak strasznie zawyłem i panicznie się bałem. Myśli szalone mykają po głowie co dalej, jak to nie będę już podróżował to lepiej popełnić samobójstwo, taka myśl głupawa na chwile się pojawiła.

Policja głaszcze mnie po głowie i mówi nie płacz rower ci naprawimy, nie płacz ty maładiec nie wypada płakać, a ja jeszcze bardziej leje łzy. Rower zapakowała policja na pakę samochodu, a mnie do karetki. „Masz ubezpieczenie?” – słyszę – „mam w saszetce” – „ no nie da rady, mieliśmy do czynienia z Polskimi ubezpieczeniami i do dziś nie mamy pieniędzy- musisz za zabiegi zapłacić gotówką” – „OK, nie mam wyjścia pomyślałem mam dolary”. Pani doktor dokładnie wypytała o wypadek zrobiono mi wszystkie badania łącznie z tomografem i od razu chcą mi robić zabiegi z lewej strony, bo na zdjęciach wyszła kontuzja z przed kilku lat. Tłumaczę, ratujcie mi wzrok, a nie zajmujcie się starymi ranami. Przemywają mi oko i wchodzi, wchodzi delikatny promyk światła. Szok zerwałem się z kozetki i całuję lekarkę i krzyczę jak opętany, nawet się nie spostrzegłem jak przywiązali mnie pasami i wbili kilka zastrzyków na uspokojenie. Widzę, widzę, okazało się że zerwało mi płat skóry z nad powieki i to on zasłonił oczodół a skrzepła krew zrobiła skorupę. Gdy opowiedziałem o co chodzi rozwiązali mnie i po wszystkich zabiegach mówią że powinienem zostać w szpitalu co najmniej trzy dni. Kasy mi poszło co nie miara, więc nie mam na dalsze leczenie. Rozbijam namiot w parku przyszpitalnym i codziennie na zmianę opatrunków bo szyty mam prawy półdupek i lewe ramię. Pielęgniarki robią opatrunki za darmo. Po trzech dniach dyrektor szpitala podszedł do mnie i mówi że to nie politycznie tak na wydrę spać pod szpitalem.

20120812045027(1) 20120812045027(3)

No tak, coś w tym jest, więc zanim postanowię co dalej mykam do Ushguli zobaczyć Elbrus od strony Gruzji tam w górach odpocznę nabiorę sił. Pierwsze kilometry to ból bo szwy na dupsku z lekka pękają więc krew płynie po łydkach. Gdy dotarłem do Gori miasta Stalina wyglądam jak UFO i ludzie kiwają głowami na mój widok, więc do szpitala na zmianę opatrunku, ale pieniędzy na szczęście nie chcą. Pytanie tylko kto mnie tak urządził to mnie pomszczą, tym bardziej że wytropiła mnie policja i zabrała na przesłuchanie, bo bez pożegnania wyjechałem z miasta gdzie mnie poszyli. Rower został na komendzie a mnie pokazali miejsce wypadku czy coś poznaję. Jestem w szoku dosłownie opatrunki jakieś szmaty wszystko w krwi toć to na kilkanaście osób, a oni na mnie zużyli dopiero spoglądam w lusterko. Miska obita, więc nie ma się co dziwić, że tyle krwi mi upuścili. Co miałem rozpoznać jak nic nie pamiętam tym bardziej, że nic nie widziałem. „Szukamy sprawcy wypadku, więc dobrze by było byś został w Gori z dwa dni” –  spisali protokół w języku miejscowym, czyli robale nie do odczytania i zostawili pod muzeum Józefa, bo o to poprosiłem.

Pani sprzedająca bilety na mój widok z lekka jęknęła i jak powiedziałem, że Gruzin tak mnie załatwił to od razu zaprasza do środka i dostaję przewodniczkę w języku polskim, więc jazda po salach. A to biurko, a to galoty, mantel mycka i pieron wie co jeszcze. Stalin to a Stalin tamto chwali że miło, moja uwaga bardziej skupiła się na pięknej Gruzince. Pachniała kobietą taki cudowny zapach bez detergentów perfum. Delikatna piękne piersi jestem z nią na zielonej łące wśrod kwiatów. Rozbieram ją i kładę, ja na zielony dywan a ona pi…..li mi o planie wydobycia węgla o piecach Magnitogorska i planach sześcioletnich. W końcu przy masce pośmiertnej mówię, że wymordował tyle ludzkich istnień, a Wy go tak wychwalacie. No to od razu, że to nie Józio ino jego kamraty, poza tym nie ma na to dokumentów żeby Józef kogoś zastrzelił. Naszych oficerów kazał wymordować są na to dokumenty mówię. Babsko się aż zrobiło czerwone i mówi że to byli zdrajcy, którzy służyli w carskim wojsku. Tam zdobywali szlify i gdy powstała Polska od razu zdradzili. Widzę, że nie ma sensu ta rozmowa bo dla niej Józef to Bóg i Car w jednej osobie.

Kiedyś pod magistratem stał ogromny posąg Stalina ale dwa lata temu Józika zdjęli z piedestału i został tylko jeden przed muzeum. Wycieczki z całego świata, akurat ja trafiłem na przedstawicieli narodu wybranego, każdy ma zapas kanapek więc kilka ląduje w moim plecaczku. Rozmawiam z nimi po Polsku i Rosyjsku, oni też na Józefa słowa nie dadzą powiedzieć. Minie kilka pokoleń i będą się dzieciaki uczyć jak o innych zbójach grasujących na ziemi, tyle tylko że w ocieplonym klimacie, jak np Napoleon czy Aleksander niczym się nie różnili mordując narody w imię nowego porządku.

20120810142455(1) 20120810143344(3)
20120810143641(1) 20120810143641(2)
20120810145502(1)

Nockę spędzam w ogromnej twierdzy nad miastem, ale ze spaniem marnie, bo głowa boli, a tyłek do poprawki bo mi szwy się rozeszły. Lekarz z ciekawością zobaczył moje lico i stwierdził że nie ma sensu szyć po raz kolejny mam zmieniać opatrunki i uważać na głowę. Kupić w aptece zielone i tym smarować, okazało się że „zielone” to płyn który goi rany i suszy za razem rewelacyjnie. Problem z rowerem, jadę tunelem gdy nagle zaczyna coś ocierać w tylnym kole, a że tunel długi więc staram się by mnie nie rozjechali bo kilku w ostatniej chwili mnie ominęło. Serce mi wali bo nie da się jechać a głupole trąbią jak oszalali. Jeden z kierowców załączył awaryjne i tak wyprowadził mnie z tunelu. W pierwszej wiosce rozebrałem sakwy i okazało się że mój bagażnik się sypie. Konsylium wioskowych specjalistów, klucze majzel młotek imadło, gwintownica na nowe śruby i rower gotowy do jazdy. Śpij u nas jutro szwagier przyjedzie i zawiezie Cię do Zigdidi ,a dalej fajna betonowa droga, dopiero co ja nie tak dawno Misza otworzył. Jak zwykle toastom nie ma końca zmienili mi opatrunek i pozawijali jak mumie Egipską. W mieście widzę, że nie mam mojego nakrycia głowy a słonko smaży jak frytki na oleju – widać przy wypadku pozostała lub ktoś na pamiątkę zabrał. Kupuje kolorową damską chustę taka do twarzy, bo dziewczyny puszczają mi oczko i buziole.

Przed samym Latli rozpadał się deszcz i to ulewa więc pod pierwsza chatę się schroniłem, jako że nikogo z gospodarzy nie było stoję i marznę, zastanawiam się jak w taką ulewa rozstawić namiot i czy mi pozwolą, ale z naprzeciwka sąsiad kiwa na mnie i już mam nocleg w ciepłym domu. Gospodyni jak mnie zobaczyła załamała ręce i wszystko co miałem od razu do pralki łącznie ze śpiworem, smrodu to ja nie czułem ale oni tak wiec co było zrobić dostaje dresy i każą mi nawet majtki zdjąć. Kolejnego dnia deszcz bez przerwy więc siedzę z moimi Gruzinami i sączymy winko i słucham opowiadań. Och kiedyś to tu się działo, bitki z sąsiednimi wioskami aż do krwi a ilu zginęło. Zwracam uwagę na stare wieże jest ich kilka w wiosce pytam – „czy to wieże przeciw Turkom?” – patrzą na mnie ze zdziwieniem – „to nie przeciw wrogom, My tu takich nigdy nie mieliśmy, tu żadna obca armia nigdy nie dotarła, więc biliśmy się tylko między sobą. Czasami sąsiad z sąsiadem, a krew gęsto się lała bo my załatwiamy swoje sprawy od razu słyszę bo honor jest najważniejszy”. Do dziś krew się leje w zwaśnionych rodzinach, chcę wyciągnąć kilka przykładów, ale nie chcą opowiadać.

20120812163412(1) 20120813052605(1)
20120813072219(1) 20120813073936(1)
20120813073936(2) 20120813080511(3)
20120813081638(1)

Wyprany, wypoczęty ruszam w kierunku Usluguli. Co prawda co kilka kilometrów nie daję rady więc pcham, ale mam taką radość w sobie bo widoki zapierają dech w piersi. Mija mnie kilka samochodów kiwają, pocieszają co przekroczę przełęcz mam z górki.  To od razu mozolne wspinanie, wcześniej padało dwa dni, więc brodzę w błocie po łydki jak kaczka. W jednej z wiosek spotykam grupę z Izraela – „panie dawno temu wyjechaliśmy z Gruzji tu bieda była, a teraz w Izraelu mamy raj prawdziwy komunizm” – pracują w czymś w rodzaju wspólnoty i teraz czas na wypoczynek i odwiedziny rodzinnych stron. Mimo, że tam mają raj to widać łzy w oczach.

Rzeka w kolorze rdzy rwie z gór i droga zagrodzona jest szlabanem. Jakiś Gruzin zaprasza mnie do siebie na pogaduchy, pokazuje kościółek którym się opiekuje i pyta czy nie chcę zostać na noc, mam ciepłą wodę a i kilku Polaków u mnie już mieszkało. Ser i jak zwykle wino, pomidory pokrojone w ćwiartki posypane ziołami nazbieranymi w górach. Piękne miejsce, stare wieże zachęcały do zostania, ale kiedy gospodarz przyniósł monetę dwu złotową i zapytał o wartość. „Dlaczego pytasz?” – „bo spali u mnie Polacy i zapłacili mi tą monetą mówiąc że to dużo w dolarach”. -„Ja zostaję jeszcze w Gruzji dłuższy czas więc nie kupię od Ciebie tego pieniążka” – odpowiadam, widząc że dziadek podnosi szlaban ruszam w dalszą drogę. To już się zaczyna, nasi płacą za poczęstunek i gościnę. Kilka lat i gościnność im przejdzie, przecież ten człowiek nie chciał od nich łapówki tylko zapłaty za nocleg.

20120813104219(2) 20120813104219(3)
20120814054034(1) 20120814054034(2)
20120814054034(4) 20120814063128(4)

Ja mam namiot ,więc samowystarczalny jestem, ale taki numer zapłacić dwa złote. Za resztkę kasy kupuję keczup i trzy bochenki chleba. To musi mi starczyć na kilka dni, żeby przebić się przez góry. W miasteczku mnóstwo wież obronnych jak w Iranie meczetów. Słychać rozmowy po Polsku, więc wchodzę i jedno piwo zamawiam. Jakaś grupa Polaków za stołem. Jedna z dziewczyn mnie rozpoznaje i zapraszają mnie do stołu. Najadam się do syta, ekipa była na weselu i przy okazji zwiedzają. Mówię o moich planach i słyszę że to głupi pomysł – „do przełęczy to jeszcze z 8 godzin ale samochodem co ma napęd na cztery koła a Ty rowerem nie dasz rady”. Tu mnie nie znasz kolego pomyślałem. Cały dzień pcham rower pod górę na jazdę nie ma szans, a jeszcze zapowiada się na burzę i zaczyna padać.

Nie ma jak rozbić namiotu, z jednej strony ściana z drugiej przepaść w końcu jest łączka. W deszczu rozbijam namiot, przebieram się w suche ciuchy, herbata chleb i keczup. Od razu zajadam – wmawiam sobie, że zjadam kolejnego schabowego. Materac położyłem od strony przepaści myśląc o tym ze jak będzie mi się chciało sikać to tylko odepnę zamek i siuram w przepaść. Ta decyzja uratowała mi życie.

CDN

20120808053007(1) 20120808053007(2)
20120808055201(3) 20120808055201(2)
20120808070958(2) 20120808073108(1)
20120808081515(2) 20120808130544(2)
20120809093821(1) 20120809103830(1)
20120811175823(1) 20120813104219(4)
20120814062045(1) 20120814063128(3)
20120814063128(5) 20120814065320(1)
20120814070015(2) 20120814075258(1)
20120814084133(1) 20120814090807(1)
20120814090807(5) 20120814091051(2)
20120814121010.m2ts_snapshot_00.20_[2012.12.02_21.50.54] 20120814122622(1)
20120814130817(2) 20120814131246(2)

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

3 comments on “Kierunek Azerbejdżan – Gruzja cz. 15 – Wypadek

  1. Katarzyna Irzeńska 22 marca 2013 at 14:49

    Chciałoby się powiedzieć FEST !!!! Ile człowiek czasem musi doświadczyć okropnych rzeczy, dosłownie nie tylko mentalnych ale także cielesnych. Podziwiam za odwagę i odnalezienie się w sytuacji. Zdjęcia jednak wprawiają w melancholijny nastrój, patrząc na te widoki człowiek chyba nawet z obitą Twarzą się w jakimś sensie uspakaja :)

    Fajny wpis, taki „Hajerowy” :)

    do zobaczenia dzisiaj, bo będę słuchała z ciekawością o Am. Południowej ;)

  2. Papuga 22 marca 2013 at 16:52

    Widoki piękne. Góry wysokie , trzeba dużo samozaparcia, żeby nie do końca wyleczony , wsiadać na rower i przeć do przodu. Jesteś przykładem , ze plany się realizuje bez względu na konsekwencję. Z pewnością masz rację , ja takiej zasadzie nie hołduję, więc tym bardziej Cię podziwiam.
    Jeszcze nie raz Cię rodacy zaskoczą „swoją pomysłowością”, przykre ale….takie są fakty !!!
    Posiadasz dar zjednywania sobie ludzi, dlatego chociaż częściowo jesteś ich gościem. Oni są życzliwie do ludzi nastawieni. Niechby spotykali tylko takich, którzy ich nie „wyrolują”. Inaczej…mieszkańcy „pójdą po rozum do głowy” i…biada turystom.
    Obyś spotykał tylko życzliwych i przyjaznych ludzi.
    Czekam na kolejny odcinek podróży. Pozdrawiam wiosennie, Papuga

  3. Halina z Łodzi 23 marca 2013 at 18:32

    Witam Cie Mietku w kolejnym odcinku przygód na trasie do Azerbejdżanu.
    No tym razem to były nie „przelewki”!!! Było grożnie—-strach Cie wielki ogarnął.
    Chwała Bogu ,że dobrze sie skończyło. Ale wyglądałeś jak nie z tego świata!gdybys wtedy wrócił do Polski to by Cie nie poznano! No i to muzeum Stalina w Gori-to ich „ziomal” i już-nie przekonasz!!! Dobra gospodyni oprała,nakarmiła i w dalsza drogę. Ale ze Polacy tak oszukali tych biednych ludzi….niesamowite.
    Jazda w tych górach po takim wypadku,a potem marsz z rowerem…to duzo samozaparcia trzeba miec,żeby tak podrożować! Ciekawa jestem dlaczego ostatnia decyzja spania nad przepaścia uratowała Ci zycie? A wiec do kolejnej relacji z podróży….Aha ,zdjęcia jak zwykle wspaniałe-te wioski,ludzie i twarde zycie i…góry,góry,góry,….. Pozdrawiam Cię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *