Kierunek Azerbejdżan – Gruzja cz. 16 – Kocham Cię życie!

JADYMY – Senność, krople deszczu i radość nie do opisana – samotnie w górach. Gdzieś po szczytach roznosi się odgłos piorunów, a zapach powietrza przesiąknięty jest napięciem w tysiącach volt. Rower zostawiłem kilkanaście metrów od namiotu tak na wszelki wypadek gdyby sypało piorunami. Jeszcze w uchu słyszę słowa Gruzina – „gdzie się pchasz tam nic nie jedzie, a w górach wilki a i misiu czasami się pokazuje”. Jeszcze zanim rozbiłem namiot to po drodze były kapliczki a w nich butelki. Z ciekawości otworzyłem jedną, a tam wysokie procenty. Kapliczki są poświęcone ludziom co zginęli w górach, a było ich kilka i za darmo można się narąbać. Sen mnie ogarnął i śni mi się, że koło mnie jedzie pociąg. To nie sen bo widzę, że nie mam połowy namiotu! Szok to mało. Namacałem latarkę i otwieram ostrożnie od strony przepaści. Widzę, że dżip przejechał przez środek namiotu latarką kiwam mu żeby się zatrzymał, ale zapomnij. Stoję w strugach deszczu i zastanawiam się co ja teraz zrobię, to drugi raz jak mnie potrącili. Jedzie z gór jeszcze jeden dżip kiwam na wszelki wypadek latarką by mnie nie przejechał. Siedzi kilku miejscowych nagolonych, że tylko kierowca logicznie myśli. Chcą zapakować namiot, rower oraz mnie i zabrać ale nie ma na tyle miejsca. Poza tym nie mogę się dogadać w żadnym języku bo gdy rozleciał się ZSRR to młodzi po rosyjsku nie uczą w szkołach więc kilka słów OK i odjechali.

Rozebrałem namiot na części pierwsze i zaczynam prostować rurki. Nie było to trudne….. dobrze, że nie węglowe bo o namiocie musiał bym zapomnieć. Deszcz przestał padał więc nie jest najgorzej, bo namiot wrócił do pierwowzoru. Przebieram się w suche rzeczy i z radością ruszam w krainę marzeń. Radość nie trwa długo bo słyszę brym brym wyskakuję z namiotu a tu z przeciwnej strony jedzie dżip. Na wszelki wypadek świecę by kolejny raz mnie nie rozjechali. K..wa miało być cicho i spokojnie, nic tędy nie jedzie mówili, a tu autostrada jadą we wszystkie kierunki co jest grane… Kolejny dżip tym razem z plejadą lamp nad szoferką. Gdzie ranny ? Gdzie ranny? – słyszę – Jaki ranny?!  – odpowiadam – tylko ja jestem w tym miejscu –odpowiadam pani doktor, która wyciąga duży kuferek z czerwonym krzyżem i biegnie do namiotu. No ten ranny ,co go pijany kierowca w namiocie przejechał”.

Okazało się, że pierwszy kierowca przejechał przez środek namiotu i rozjechał moja butelkę keczupu. Ta rozlała się po drodzem, a deszcz dopełnił reszty. Wyglądało to na ciężki wypadek. Z niedowierzaniem świecą w przepaść a ja dotykam palcem czerwonej mazi i mówię: „keczup dziewczyno, keczup”. Radość wielka na twarzy pani doktor. Proponują mi żeby jechać z nimi do placówki w górach, ale jak pomyślę, że musiał bym pchać z dwa dni rower to przeprosiłem i tylko zapytałem czy nie maja wody i coś do jedzenia. „Przykro mi ale nic nie mamy.  Jeśli ktoś rano będzie jechać w tą stronę to damy i ci przywiozą.”

Pożegnałem się i do rana nie mogłem zasnąć. Serce mi biło jak oszalałe i dopiero teraz mój organizm zaczął odreagowywać. Jeszcze brak wody, a w ustach zrobiło się sucho jak pieprz. Porozkładałem garnki, talerze by trochę wody nachwytać i zaspokoić szalone pragnienie. Co prawda wody w kałużach było sporo, więc tylko płukałem usta wodą o zapachu końskich siusiek.

Pochmurny dzień się zapowiada, namiot mokry więc czekam jak wiatr osuszy. Za razem sprzątam po wczorajszej imprezie czyli pusty pojemnik po keczupie i rozjechany chleb. Ten postanowiłem wysuszyć na słoneczku, jak się pokaże, bo ile mi jeszcze te góry czasu zabiorą.

Konno jedzie Gruzin i pokazuje mi wodopój, zatankowałem do pełna i dalej w góry. Górale na łąkach wypasają owce i na mój widok ręce załamują „Kto cie pobił? co za czasy żeby turystę bić i to Polaka, może Ty nie chciałeś z nimi pić, albo dobierałeś się do dziewczyn?”. Długo by tłumaczyć, zostaję na nockę z nimi. Pomagają mi zmienić opatrunki na czterech literach bo samemu trudno. Miód, ser, a i miejscowego wina nie brakowało. Ja w ramach wdzięczności biorę kosę w ręce i idę z nimi kosić łąki. Kosa tępa więc wyklepałem naostrzyłem i jazda. Zdziwieni, że idzie mi to dobrze więc w miarę upływu dnia kawał skoszony, piękny zapach skoszonej trawy taki że tylko buty zdjęć i biegać szaleć. Deszcz, a ja tylko o słoneczku marzę i o zobaczeniu Elbrusa. Tak dwa dni i w końcu kilka fotek udało mi się zrobić sporo. Kierunek pola lodowe.

20120814141242(1) 20120814142425(1)

Obładowany serami suchym mięsem, miodem, bimbrem, winem mogę na tym pustkowiu spędzić tydzień, jedzenia nie braknie. W dół nie da się jechać bo takie nachylenie wiec już nie wiem co lepsze pchać czy hamować – ręce i tak bolą. Przyroda oszalała, łąki w żlebie lodowca dosłownie toną w kwiatach. Na dnie wąwozu resztki budynków po dawnym gospodarstwie bo na nich sierp i młot. Z lodowców płynie rwąca rzeka w kolorze srebra z mlekiem. Musze często rozbierać sakwy i przenosić rower bo drogę całkowicie rozmyło. Gdy dotarłem do mostu, a raczej resztki tego co po nim zostało, to ucieszyłem się bo jest ekipa co most ma w planach naprawić. Pomagają mi przedostać się na drugi brzeg. „Dziś nie pracujemy bo wczoraj popiliśmy a teraz Ty w gości więc dzisiaj też wolne sobie zrobimy”.  Mają im jakąś część do koparki przywieść, ale ził czyli ruska maszyna ma urwane łożysko „więc nie wiadomo ile dni mamy wolne” – śmieją się. Mieszkam w baraku jak w filmie „Siekierezada”, który rozgrywał się w Bieszczadach. Tu takie same nieogolone gęby. Nocą gdybyś takiego zobaczył, to zawał serca pewny na 100%. Okazało się że to zajefajni kolesie. Ja się nie upijam więc po kilku toastach grzecznie ich przepraszam że bolą mnie rany i nie chcę pić. Wypili swoje, moje i jeszcze gdzieś poszli w góry i bimbru nanieśli. Widzę trzy rowery młodzi na horyzoncie i to jeszcze nasi, bo polska flaga. Wymiana uprzejmości i informacji. Obiecali się odezwać jak trasa ale to Warszawka i cisza do dziś kij im…….

20120815042133(2) 20120814142425.m2ts_snapshot_00.13_2012.12.02_22.07.26
20120815050625(2) 20120815061822(1)
20120815063429(4)  20120815062538(1)

Sześćdziesiąt kilometrów pustkowia, piękne góry. Po drodze mijam puste wioski więc przygnębiający widok mi się udziela. Wspominam jazdę przez środkową Bułgarię. Jedynie spotkałem ludzi walczących z urwaną ośką w samochodzie wiozących części zamienne dla budujących most. Poprosili bym im przekazać że wódka i wino się im skończyła, więc niech bez tych trunków nie wracają.

„Zwijaj namiot” – słyszę w miasteczku Tsageri – „tu w nocy przychodzą narkomani wiec mogą ci zrobić krzywdę.”  Piękny dom Pana Czapyze Czaniko byłego górnika w kopalniach uranu – „wszyscy znajomi jakich znam już dawno umarli na raka i z powodu promieniowania tylko mnie Bóg pozwolił żyć za 110 lari miesięcznie.” Ogród, to oczko mojego gospodarza, a tam winnica, pomidory, kabaczki, ziemniaki to wszystko pomaga przeżyć z dnia na dzień. „Kopalnie pozamykano jak Ruscy się wynieśli i dobrze że zamknięte kopalnie, bo tylko śmierć tańczyła w miasteczku, ale z drugiej strony nie ma pracy młodzi tylko piją i ćpają.” W nocy na pobliskim wzgórzu słyszę ze ktoś wyje – „to narkomani, oni jak wilki na głodzie”.

Moje rany na pupie zaczynają capić i ropieć więc jak najszybciej do Batumi do szpitala by nie zrobić sobie kuku. Niestety, to kilkaset kilometrów i zajmuje mi to trzy dni. Śpię po krzakach nad rzekami bo chce by mnie zobaczył lekarz, a spanie w wioskach to pewna gościnność i dotarcie do usług medycznych w nieskończoność by się przeciągnęło. Batumi przywitała mnie ulewami, więc namiot nie wchodzi w rachubę. Trudno dostać nocleg mniej jak 10 euro, to co robić jedna nocka mi się przyda w ciepełku. Rano Pani z Gest Hause pokazała mi drogę do szpitala. Samo wejście na teren szpitala nie jest proste bo ochrona nie wpuszcza najpierw trzeba się pokazać Pani, która decyduje czy jesteś chory. Ja z obitą twarzą, a ta każe mi pokazać język i na podstawie koloru języka każe mnie wpuścić. Szpital duży wiec szukam chirurga i tu mam szczęście. Stoi piękna Pani doktor z petem w dłoni. Ja grzecznie pytam o lekarza a tu okazuje się że to ona i w dodatku chirurg. „Normalnie to kosztuje 50 lari, ale za dwadzieścia bez rachunku Cię opatrzę”. Około 11 szwów z twarzy zdjęto i słyszę, że koronkową robotę wykonali. „Ni ni musieli Cie polubić, że tak Ci twarz pięknie wymodelowali.
Gorzej było z licem kilkanaście centymetrów niżej, tam szycia popuściły i tu będą paskudne blizny ale tam kolorowe słoneczko rzadziej dociera więc co mi tam, poza tym „muszę ci wyciąć trochę martwej tkanki ale z tego się nie umiera” – powinienem kilka dni odpocząć.

Mój rower nadaje się do małego przeglądu, więc odwiedzam warsztat rowerowy. Okazało się że mam tylne kółko zwichnięte, sam szef zabrał się za centrowanie, pytał o trasę więc tylko gwizdał, ot Polak ot Polak słyszę. Nie chce pieniędzy za usługę trochę mi głupio, więc pytam ile taki zabieg rowerowy kosztuje – „10 lari ale od Ciebie nie wezmę nic za to że cie tak Gruzin załatwił”. Połowa dnia to deszcze, więc w norce przesypiam. Wieczorem spacer po pięknym Batumi, cudownie oświetlonym i działającym diabelskim młynie za 3 lari kilka minut oglądam miasto z góry.

Ból dupska, głowy zwiększył się na tyle że postanawiam odtrąbić odwrót do domu, życie jest jedno więc szukam opcji powrotu. Przez Turcję to kilka miesięcy jazdy przez góry. Jedynie prom byłby dobrym wyjściem. Biuro gdzie sprzedają bilety znajduje się przy meczecie, grzecznie pytam o możliwość kupna biletu. Słyszę, że proszę przyjść w środę czyli za dwa dni. Dwa dni w pięknym mieście, morze kusi by wskoczyć w spienione fale ale rany nie pozwalają. Twarz zrobiła się gładziutka bez strupków. Najbardziej uradowała mnie wiadomość że za nocleg nic już więcej nie muszę dopłacać. W środę wchodzę do biura i kierowniczka, która decydowała o biletach od razu mnie zjechała, że dupę jej zawracam. Nie ma szans na bilety bo jakaś delegacja jedzie z Ukrainy…

CDN

20120815063721(3) 20120815065617(1)
20120815072004(2) 20120815112936(1)
20120816052424(1) 20120817180720 (4)
20120817180756(1) 20120817183200 (3)
20120817184516 (2) 20120817184946(1)
20120817185227 (3) 20120817190039 (2)
Mieczysław Bieniek - Hajer

Mieczysław Bieniek - Hajer

Łowca przygód, podróżnik, emerytowany górnik z Katowic.
Mieczysław Bieniek - Hajer

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

6 comments on “Kierunek Azerbejdżan – Gruzja cz. 16 – Kocham Cię życie!

  1. Anonim 15 kwietnia 2013 at 14:29

    Mieciu ! Piszesz tak przystępnie i obrazowo, że czuję się jak bym tam była i sama to przeżywała .Dziękuję za wspaniałe opisy i zdjęcia ! Robisz kawał dobrej roboty …..
    Serdecznie Pozdrawiając proszę o jeszcze….

  2. Halina z Łodzi 16 kwietnia 2013 at 11:48

    Witam Cię Mietku!
    Teraz rozumiem dlaczego tak sensacyjnie zakończyłes poprzedni odcinek….i dlaczego namiot rozbity nad przepaścią..brrr… okazał sie zbawienny!!!! Przeżyłes szok dosłowny i niemal swoja śmierć…okrutnie to brzmi ale tak to było niestety!!! Przeciez rozjechany na pół namiot -a nie Ty…to cud!!! Miałeś chłopie szczęście! NO i jak w filmie,gdzie keczup okazał sie krwia dla lekarza…I znów ludzie pomogli-zwykli górale,nakarmili,opatrzyli rany i dali co nieco na drogę,….. Ale ci „rozjechani” naprawiacze mostu-cały czas ‚narąbani”-i jak mówi sie „bez wodki nie razbieriosz” -tak tam mostu nie naprawisz!!!!!Ale i oni ci jakos pomogli w tym trudnym górskim terenie….
    Boże-zamknięte kopalnie uranu maja dwa oblicza:narkotyki ale i życie…bo kopalnie te przynosiły śmierć. CO LEPSZE……??????. Sen po krzakach,jazda z obolałym tyłkiem kilka dni—cóż…człowiek wiele wytrzyma!!!!!.
    A łapówkarstwo wszędzie jest-jak sam mawiasz-bo czym jest wizyta w szpitalu w Batumi bez ‚”rachunku”? I cały obolały zwiedzasz Batumi,robisz zdjęcia ,by je nam póżniej pokazać…ale …ale- widzę,że wstapiło w Ciebie zwatpienie w cel dalszej podróży….
    I co będzie….???
    Piękne zdjęcia gór i Batumi!!!! Pozdrawiam i czekam na dalszy rożwój wydarzeń…….

  3. Ilona 16 kwietnia 2013 at 15:29

    Wyprawa niesamowita, foty rewelacja a najbardziej podoba mi się ta fotografia z krowami :). Pozdrawiam i czekam na więcej.

  4. Papuga 16 kwietnia 2013 at 19:52

    Zwiedzanie, spotkania , „ichnia” gościnność – podnosi wędrowca na duchu. Ale zmęczenie, choroba, dyskomfort czy nawet szpital – to niestety ” musi ” być wliczone w tak odległą i długą wędrówkę. Jednak w najciemniejszych scenariuszach /planując wyjazd / nie brałeś pod uwagę, że mógłbyś zginąć. Alkohol jest dla ludzi, ale nie dla wszystkich !!!! A dla kierowców – szczególnie !!!!!! Widać Opatrzność miała Cię w swojej opiece. I nadal ma Cię mieć !!!
    Zdjęcia są bardzo ciekawe. W formie reportażu je umieszczasz , dają mi ogląd / dla mnie/ egzotycznego zakątka globu. Wielkie dzięki. Czy będzie jeszcze ciąg dalszy ????
    Pozdrawiam cieplutko !!!!

  5. anna 17 kwietnia 2013 at 13:54

    Dzieki Mieciu za niezwykle opowiesci! Sentymentalnie sie zrobilo.. miejsca w pd.czesci Gruzji po ktorych sie krecilo 7 m-cy temu, ale jest radosc bo niebawem znow w Gruzji:) Z pozdrowieniami rowerowymi, Ania. Szerokosci i miej sie zdrowo!

  6. Renia 19 kwietnia 2013 at 15:29

    Witam Mietku jesteś Wielki Twoja pasja cudowne przygody i czasem niebezpieczne pięknie piszesz bajecznie życzę cudownych podroży i wracaj czekam na następną Twoją książkę są magiczne pozdrawiam gorąco Renia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *