Kirgistan – część 3

JADYMY Kilka dni w górach, spacery i wspinaczka, ale czas by Matylda nie zardzewiała, do samego Biszkek to radosna jazda ponad czterdzieści kilometrów z górki staram się nie przekraczać pięćdziesiąt na godzinę bo w drodze dziur nie mało. Po drodze odbieram piękną wklejkę z wizą Kazachstanu i szoruję na uniwersytet na wręczanie dyplomów – trochę się spóźniłem bo moi znajomi już dyplomy mieli w ręce. Posadzili mnie obok emerytowanej pani profesor, wykładała matematykę umysł ścisły choć po kilkudziesięciu latach pracy ma pięćdziesiąt dolarów emerytury, ktoś by zapytał jak żyć panie prezydencie, ale studenci nie zapominają o niej, na zimę ktoś kilka worków ziemniaków podrzuci a i barana już poćwiartowanego dostaje. Po ceremonii wszyscy idziemy do parku na karuzele i lody.

DSC06075 DSC06079 DSC06095 DSC06213 DSC06217 DSC06218 DSC06227 DSC06232 DSC06233 DSC06239.

Ruszam – nareszcie zostawiam stolicę i chodu w świat baśni.

Około piętnaście kilometrów od Tokmok leży znana na całym świecie wieża Burana, wieża to kiedyś minaret jedyna pamiątka po mieście Balasagun które zostało wybudowane przez Karachanidzi dynastię rządząca w Turkiestanie. Obecna wieża mierzy dwadzieścia sześć metrów kiedyś była dwa razy wyższa ale trzęsienie ziemi w 1900 r zrobiło swoje. Docieram pod wieżę a tu wesele i nie ma szans, nie odpuszczą musisz się napić za zdrowie młodej pary, kurcze jak tak dalej pójdzie to po powrocie na odwyk. Toast i moje sto lat wprowadziło gości weselnych w dobry nastrój od razu chcą Matyldę rozebrać i zaprosić na wesele w roli gościa, udało mi się przekonać, że wieczorem będę przejeżdżał przez ich miejscowość to wpadnę.

Z wieżą wiążą się legendy. Jedna z nich mówi. że w starożytności król potężny i bogaty miał córkę, w czasie narodzin miejscowa szamanka przepowiedziała, że umrze ona w osiemnastym roku życia. Aby ją chronić zbudował wieżę, nikt nie miał prawa wchodzić do wieży oprócz służącej która dostarczała jedzenie. W jedzeniu ukrył się pająk jadowity i przepowiednia się spełnia. Król ze złości zburzył ją i takich bery bojek jest mnóstwo. A te i inne opowieści można usłyszeć w maleńkim muzeum opodal wieży wstęp 1 USA.

Mijam kilka bajorek gdzie dzieciaki kąpią się w brązowej bryj. Z ciekawości wskoczyłem do jednej ciepła woda. Jak później się dowiedziałem starsi przychodzą się kąpać wieczorami bajorka dobre na reumatyzm.

Wioska Czapajew na zakręcie pytam o możliwość postawienia namiotu w ogrodzie, pewnie że tak. Kazub tak ma na imię mój gospodarz. Chatka mała ale czyściutko, częstuje go moja polską konserwą – gulasz angielski, mój gospodarz jest rozanielony. Po zjedzeniu zapytał co to za mięso odpowiedziałem, że konina, nie będę mu robił przykrości, że to świńskie bo było by to po świńsku z mojej strony, ważne że mu smakowało. Ma kilka kur i poletko kartofli, w tym domu kiedyś mieszkało cztery siostry, siedmiu braci i rodzice. Wszyscy żonaci tylko ja jedyny sam zostałem. Mama gdy ukończyłem trzydzieści lat chciała mnie wyswatać z o dwa lata starszą wdową, ale na pierwszym spotkaniu chciała mnie pocałować to się wystraszyłem, że znowu robię coś nie tak, bo w dzieciństwie przyłapali mnie na masturbacji i wyśmiali mnie i do kobiet mnie nie ciągnie. Próbuje mu wytłumaczyć po rosyjsku że u nas się mówiło „bicie konia wzmacnia krew człowiek czuje się jak lew”, ale nie zrozumiał więc klepie go po ramieniu i mówię, że za młodu też mi się zdarzało i tu uśmiech pojawił się na twarzy. A starsi godali, że jak się takie czary wyprawia to włosy między palcami rosną, sprawdzałem i do dziś nic nie rośnie –. Rozbijam namiot w ogrodzie a mój gospodarz przyniósł łózko i będzie mnie pilnował do rana, bo kręcą się tu narkomani.

Pożegnałem mojego gospodarza i w strugach deszczu mknę w kierunku kolejnej doliny Kegeti. Po drodze pozdrawiam pasterzy z ogromnymi stadami baranów. Przy drodze stoją starsze panie i zachęcają bym zatrzymał się w gospodarstwie agroturystycznym i dałem się skusić. Bel-Saz to osada kilka domów i ogromne stada koni. Gospodarz proponuje mi bym został tydzień na leczenie kobylim mlekiem. Taka kuracja to 30 USA za dzień – spanie, jedzenie i mleko. Serdecznie podziękowałem mówiąc, że mam namiot a chory nie jestem, acz marnie wyglądałem. Postawiłem namiot za frii w ogrodzie miedzy dwoma budynkami dla gości a byli to Donganie mieszkają w Kazachstanie a tu przyjeżdżają na kurację. W ramach nic do robienia obserwowałem Kazachów. Ich dzień zaczyna się z pierwszym udojem klaczy. Spokojnym spacerem w kierunku jedynego drzewa w okolicy tam szklaneczka kobylego mleka – kobyła daje ok półtora litra. I spokojnie z powrotem graja w szachy warcaby i śpią jak kocury w wolnych chwilach mieszają w „miechu” to znaczy rękę w spodnie i przerzucają kulki. Większość z nich to faceci po osiemdziesiątce, pytam delikatnie co to za zabawa z jajeczkami i dostałem odpowiedz że codzienne masowanie i przerzucanie klamorów daje do później starości efekty viagry tylko co najmniej jedna godz mieszania, a tam zaczekam do siedemdziesiątki pomyślałem.

DSC06246 DSC06247 DSC06251 DSC06255 DSC06257 DSC06265 DSC06269 DSC06275 DSC06276 DSC06290 DSC06295 DSC06297 DSC06298 DSC06318 DSC06327 DSC06340 DSC06341 DSC06347 DSC06349 DSC06351 DSC06358 DSC06359 DSC06371 DSC06386 DSC06387 DSC06397 DSC06418 DSC06421 DSC06433 DSC06438 DSC06441 DSC06443 DSC06445

Zaprosili mnie na jeden zabieg za darmo więc jeden dzień rozpusty śpię gram w szachy wpije słodkie mleko kobyły i mieszam z dziadkami w galotach bo co ty kryć jak wszyscy to wszyscy, ale całej kuracji bym nie przeżył. Już po południu konno udałem się do uroczego wodospadu Szarkeratma. Zaprzyjaźniłem się z Cabanem, pasterzem dopiero trzy tygodnie temu urodziło mu się dziecko i w jednej dłoni bat w drugiej malucha i kłusem po wzgórzach a maluch szczęśliwy. Dawno konno nie jeździłem więc tyłek mnie boli, ale ta radość oglądania bezkresnych łąk, lodowców. Zapominasz o bólu i tylko wiatr cię otula i słyszysz tylko tętent kopyt. Kolejny dzień to wyprawa nad jezioro Kol-Tor oznacza jezioro umarłych, po drodze kilka wodospadów. Przyjechał właściciel tego sanatorium jest policjantem jak cała jego rodzina, razem jedziemy na łąki po trawę na zimę cały dzień ciężko pracuję. Wieczorem barana zarżnięto i uczta na całego, rano dostaję dwa litry przedniego kumysu i jazda w drogę.

Proponują mi przez przesmyk Szamsi na wysokości 3500 m, mozolnie pcham się pod górę ale nic z tego docieram do pola lodowego i muszę się wycofać droga zasypana śniegiem więc dwa dni w plecy.

Autostrada jak malowana wiedzie z Biszkek – Balykchy. Z jednej strony rwąca rzeka z drugiej metrowe betonowe słupy, osłony więc nie widzę miejsca gdzie rozbić namiot, a mam za sobą z 140 km w nogach z czego ponad 100 pod górę, moja koszulka od poru zrobiła się sztywna od soli i tłuszczu wytapianego z mojego ciała. Mały budynek wszystko wokół niego rozkopane, przed nim stoi facet w niebieskim szlafroku, wygląda jak pacjent sanatorium po zabiegu.

Witam jestem z Polski szukam miejsca pod namiot za chwilę będzie ciemno, gość się uśmiechnął i zaprasza do środka.

Możesz spać z kierowcą karetki, dopiero teraz zauważyłem białe łóżka w kilku salkach. Szpitalik wybudowano na przełęczy Lacszog w połowie drogi nad Ysyk – Kol. Lekarz zaprasza na kolację i wyjaśnia że dużo wypadków na tej trasie i szpital ufundowało jedno z państw arabskich. Karoi tak nazywali lekarza opowiada o swojej rodzinie, pracy w tym szpitaliku będzie cztery dni miał dyżur, pytam kto im jedzenie dowozi, co jakie jedzenie wszystko sami musimy zabrać z domu, jak się trafi pacjent to mamy co jeść bo rodziny zajmują się wyżywieniem.

Mam 6 dzieci więc mam na kogo pracować do tego dwie żony – dwie zapytałem? oficjalnie mamy po jednej, ale jak kogoś stać to bierze kolejną. Ja jeszcze mam dwie, „lubownice” czyli kochanki,-  no to jak sobie dajesz radę w sprawach damsko męskich? a z dyżurki dla pielęgniarek wychyla się pani,  nie zbyt urodna i mówi z uśmiechem że prorok miał dziewięć.
Spojrzałem na pielęgniarkę i pomyślałem no jak takie to mu współczuje, ale są gusty i guściki i nic mi do tego.

Kładziemy się spać gdy doktor woła, że wyjazd karetki. Od razu zapytałem czy mogę z nimi jechać, ucieszyli się mówiąc że chcieli mi to zaproponować. Jedziemy na sygnale do wioski tam babcia ma sraczkę. Dostaje czopek i kilka tabletek witamina c słyszę, tylko skręciliśmy na główna drogę babcia dzwoni ze sraczką i tak siedem razy w ciągu tej nocy. Po którymś razie pytam doktora po jaką cholerę jedzie do tych sraczek – to mama miejscowego notabla więc gdyby nie przyjechał to szuka j pracy a tak sto pięćdziesiąt dolarów miesięcznie mam. Kilka złamań urwany palec przez lewarek kierowcy tira nie wspomnę. Nad ranem jedziemy do wypadku samochodowego, auto rozbite na chińskich barierach przód skasowany. Rozrywamy blachy dosłownie rękoma. W karetce oprócz tlenu opatrunków był łom, łopata i podnośnik. Samo wyciągnięcie zajęło nam z godzinę. Jeden z pasażerów oskalpowany wisi mu płatek skóry zerwanej z głowy, lekarz podchodzi do niego i pyta czy ma pieniądze – nie słyszy w odpowiedzi – a barany? –też nie -to po h.j piłeś i poszedł do tego co miał barany i jego bada i zakłada szyny na nogi bo obie złamane. Ten oskalpowany nic się nie odzywa i tylko mruczy coś pod nosem obchodząc samochód dokoła. Zrobiło mi się go żal, tym bardziej, że słoneczko wstaje i rana nie wygląda źle. Proszę zespół by go poszyli przy najmniej ten oskalpowany, głupi, zapijaczony łeb, na co lekarz rzucił mi rękawiczki i mówi jak chcesz to go zszyjcie. Pielęgniarka wylała butelkę wody utlenionej i nawlokła igłę ja natomiast naciągnąłem skalp i dawaj na okrętkę przyszyłem spory kawałek. Pacjent co miał barany pojechał do granicy gdzie czekano na kolejną karetkę, która zabierze go do szpitala specjalistycznego. Do jakiej granicy zapytałem -a do granicy bo my mamy swoje rejony i poza ten rejon nie wolno nam jeździć, no a gdyby miał zawał to też czeka, wszystko w rękach najwyższego usłyszałem. Mój pacjent znikł, ciekawe czy przeżył mój zabieg zapytałem pielęgniarkę. Ta tylko uśmiechnęła się.

DSC06475 DSC06479 DSC06480 DSC06482 DSC06483 DSC06485 DSC06487 DSC06488 DSC06489 DSC06492 DSC06493 DSC06494 DSC06495 DSC06496 DSC06500 DSC06505 DSC06506 DSC06507 DSC06508 DSC06509 DSC06510 DSC06511 DSC06513 DSC06515 DSC06516 DSC06517 DSC06518 DSC06519 DSC06520

 

CDN

Mieczysław Bieniek - Hajer

Mieczysław Bieniek - Hajer

Łowca przygód, podróżnik, emerytowany górnik z Katowic.
Mieczysław Bieniek - Hajer

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

9 comments on “Kirgistan – część 3

  1. Renia 10 października 2014 at 22:02

    niesamowite przygody i cudowne zdjęcia :)czekam na ciąg dalszy …. :)

  2. Maria 11 października 2014 at 09:57

    Hajer sprawdź dokładnie między palcami ha ha ale się ubawiłam

  3. halina z Łodzi 11 października 2014 at 14:59

    Widzę,że coraz lepsze miałeś przygody!!!! Fajnie tak spotykać różnych ludzi,słuchac ich opowieści. no i znów na weselu byłeś!!!! I na koniu po bezkresach pojeżdziłes…No popatrz to i w Tobie inne zdolności drzemią….może powinieneś być lekarzem lub choć pielęgniarzem?Ale zadziwiła mnie reakcja lekarza…wszędzie łapówka!!! I kumysu napiłeś się po wsze czasy! Zdjęcia jak zawsze bardzo realistyczne!!!!No i co dalej?

  4. Andrzej 12 października 2014 at 10:35

    Hajer -czy ja dobrze widzę broda ci rośnie

  5. Zosia 12 października 2014 at 18:58

    ach Mieciu… Mieciu….można się ubawić czytając Twój blog…

    ps. a kobitek to tam nie było do mieszania w „miechu”…??? ;-)))

  6. Renia 13 października 2014 at 16:54

    niesamowite przygody i cudowne zdjęcia :) czekam na ciąg dalszy :)

  7. Łukasz 22 października 2014 at 18:21

    Rewelacyjny reportaż. Osobiście uwielbiam oglądać fotorelacje z takich wyjazdów, a jeśli jeszcze prezentują one tak ciekawe miejsca jak Kirgistan z pięknymi krajobrazami górskimi, to mogę je oglądać godzinami :-) Świetna robota. Miło popatrzeć.

  8. Katarzyna 24 października 2014 at 13:03

    Fantastyczna foto-relacja. Chciałabym kiedyś odwiedzić kilka takich właśnie niepopularnych krajów, gdzie króluje natura i piękne widoki.

  9. Lulu 31 grudnia 2014 at 15:33

    Glowa peka, mozg staje – takie masz przygody. A to zszywanie skalpu, to juz najlepsze. Tyle wrazen zbierasz co pewnie cale osiedle razem wziete nie ma!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *