Kirgistan – część 7

JADYMY To tylko 100 m w pionie na szczyt, grań wąska na szczęście nie oblodzona. Rosjanka myka jak sarenka, znika mi co chwile za skałami, staram się utrzymać rytm więc noga za nogą a w płucach ciut mniej tlenu. Przed szczytem moja partnerka zakłada piękny kapelusz i prosi o zdjęcie na szczycie. Trochę mnie to bawiło no bo jak, kapelusz z dużym rondem na szczycie, no tak kobiety inaczej szczytują. Rozstawianie aparatury zajmuje im trochę czasu i sam pomiar to z godzinę. Tania tak mam na imię szefowa projektu miła dziewczyna częstuje mnie owocami suszonymi.

DSC07362 DSC07363 DSC07364 DSC07376 DSC07380 DSC07381 DSC07382 DSC07383 DSC07384 DSC07385 DSC07388 DSC07389 DSC07393

Razem podziwiamy góry i śledzimy grupę kolejnych wspinaczy. Ci obładowani do granic możliwości, gdy doszli do przełęczy jeden z nich mówi że ma w plecaku z 45 kg dźwigam i faktycznie ciężar nie mały. Ten z ciężarami to miejscowy, niesie bagaż pary Duńczyków. Ci tylko aparat fotograficzny i dobry humor. Robimy herbatkę na wysokości czterech tysięcy z śniegu leżącego na przełęczy. Postanowiono, że wracamy nową drogą, czyli polem lodowym. Dość stromo wiec zapieram się nogami ale wpadam w poślizg i ratuje się rękoma, ale nic to nie daje nabieram prędkości czuje ból w rękach a raczej w opuszkach palców bo zdarłem naskórek, zatrzymuje się na stercie drobnych kamieni, pomyślałem tylko, że to tylko łacha lodu a co by było na lodowym polu, oj gupolu gupolu.

DSC07399 DSC07400 DSC07401 DSC07402 DSC07404 DSC07410 DSC07413

Nockę spędzam w bazie rosyjskiej. Jest wesoło robią mi opatrunki na paluszki, ale nie śpimy i śpiewamy do białego rana przy trzaskającym ognisku i trunkach rozweselających.

Mili ludzie wymieniamy adresy i mam zaproszenie z nimi za Ural zobaczymy. W drodze powrotnej zatrzymuję się w jurcie na chleb z miodem i kumys, tu dowiaduję się że właścicielka stada wynajmuje pięć tysięcy hektarów ziemi i za to płaci dzierżawę w wysokości 1 USA. Ale pracy im nie brakuje, tysiąc baranów ponad 100 krów o koniach nie wspominają. Syn na studiach słyszę więc połowa stada baranów pójdzie na naukę ale dobrze jak zostanie urzędnikiem to rodzina odbije i wyjdziemy na swoje. Dostaję na drogę ser wysuszony na kamień dziwny lekki jak węgiel drzewny ale jak ugryziesz kawałek połączony z śliną rewelacja.Piękna pogoda więc mknę w kierunku granicy z Kazachstanem, droga coraz gorsza niby asfalt zmienia się w dziurawy szuter i później w glinianą drogę gdzie często pchałem rower bo jechać się nie dało. Dopiero przed wioskami z dwieście metrów droga zmieniała się w równe miejsce. Przy drodze dziaduszki siedzą i obserwują życie wioski -pan, tu mieszkali Polacy słyszę ale -wszyscy wyjechali ta mieścina nazywa się JURGALANG jest jeden sklep ale w nim nic nie ma trochę słodyczy i to wszystko. Wydrapać się trzeba na kolejną przełęcz, ale z tyłu widzę że mknie kolejny na rowerku, okazało się że to nie kolejny a kobieta przedstawia się, że jest z Australii i jedzie do Mongolii centralnej.

Pod przełęcz jedziemy razem jest już późno po południu więc namawiam ją by razem przed przełęczą rozbić obóz, słyszę tylko ze ona boi się tubylców i woli dotrzeć do granicy w tym samym dniu a w dodatku tu grasują wilki dodaje. Widzę że pod przełęczą zsiada z rowerka i pcha. Kręcę się po okolicy, a raczej po ruinach kołchozu i tu naszedł mnie miejscowy zaprasza do siebie, on konno ja rowerem. Kiedyś to tu dziesiątki tysięcy baranów się pasło tysiące koni ale jak sojuz się rozleciał to padły kołchozy, -to co ty tu robisz? zapytałem. Właściciel tych ziem mieszka w stolicy a ja jemu pilnuję barany i krowy. Na ścianie domu wiszą brony i narzędzia rolnicze, –dojenie i zaganianie krów baranów zajmuje nam kilka godzin, ale ja mam radochę, jestem w swoim żywiole, pracuję przynoszę wodę z strumienia myje cycuchy krową pomagam je pętać przed udojem. Kolacja to mleko i trochę sera, moi gospodarze wstają o czwartej nad ranem więc zabieram kawałek sera i na apartamenty.

DSC07204 DSC07244 DSC07442 DSC07443 DSC07444 DSC07445 DSC07446 DSC07447 DSC07456 DSC07457 DSC07458 DSC07461 DSC07463 DSC07464 DSC07465 DSC07466 DSC07467 DSC07468 DSC07469 DSC07470 DSC07471

Fajnie mam, dostaję pokój pusty, w oknach zamiast szyb jest folia a dodatkową atrakcją były myszy, które całą noc harcowały nie dając spać. Częstuję je serem więc sprowadzają na ucztę znajomych i przyjaciół. Byłem zdziwiony ile myszy może pomieścić tak mały domek. Kiedy wstałem w domku nikogo nie było tylko na stole trochę chleba, mleko na mnie czekało. Mój gospodarz ELZAT ISZEMBEK KYZY. Wygnał na pastwiska barany i krowy.

Odprowadził mnie aż na przełęcz, kiwa głowa że na taka wysokość można rowerem wyjechać, co prawda robię kilka przystanków ale generalnie udaję twardego, ale płakać mi się chciało bo końca górki nie było widać. W końcu jest płaskowyż jestem zszokowany, jeszcze pasywistka aż po nieboskłon.

Dzieciarnia często ściga się ze mną na osłach. Ja udaję, że wygram ale szanse marne. Często pokazują mi zbiorniki wodne i tu niesamowite smaki różnych źródeł. Zapraszają mnie na kumys, aż w końcu spotkałem znajomą niby z Australii, spała w krzakach ale miejscowi zabrali ją do jurty i nastraszyli wilkami, nie odzywa się więc razem podziwiamy falujące oceany zieleni.

Na skrzyżowaniu dróg spotykamy Polaka z Białegostoku jedzie z Tybetu. Kilka miłych słów i dalej, my jeszcze udajemy się do pobliskiego sklepu, sklep to buda jak cygański tabor w niej tylko ciastka i wódki po sufit.

Docieramy do granicy każą nam wytrzeć nogi w jakiejś cieczy to dezynsekcja słyszę, pokazuję paszport i pieczątka i opuszczam Kirgistan z czterdzieści metrów i Kazachstan. Ta sama ceremonia czyli wycieranie nóg tym razem płynu nie ma ale i tak nakazali mi przejść przez matę. Pokazałem paszport i zaprosili mnie do środka a dziewczynę pod daszek i dawaj rozbierać ją i jej baraż.

DSC07433 DSC07434 DSC07518 DSC07436 DSC07438 DSC07439 DSC07449 DSC07472 DSC07478 DSC07483 DSC07484 DSC07487 DSC07496 DSC07500 DSC07501 DSC07503 DSC07506 DSC07507 DSC07510 DSC07514 DSC07515 DSC07516

CDN

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

2 comments on “Kirgistan – część 7

  1. Maria 15 listopada 2014 at 18:47

    Oj Hajer dajesz mi tyle radości w oglądaniu tak cudownych miejsc

  2. Waldek 16 listopada 2014 at 19:35

    Widzę że się nie poddajesz ,pacjent z szpitala łyżko obok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *