Kirgistan – część 4

JADYMY Na pożegnanie całuję pielęgniarkę w rękę, a ta skacze jak żaba na rozgrzanym piasku i musiałem długo jej tłumaczyć że to nie wyznanie miłości a oznaka szacunku dla kobiet. Radość jej sprawiłem i podaje drugą rękę, kilka razy ustawiła się na sesję zdjęciową.

Z górki, no prawie z górki aż do miejscowości Bałykczy. Po drodze armia Chińczyków, dosłownie armia buduje dalsze odcinki autostrady. Kiwają mi przyjaźnie i często zapraszają na herbatę. Kilku mówi po rosyjsku, a jeden budował autostradę w Polsce ciągnę go za język czy coś więcej powie, ale jak zacząłem zadawać pytania od razu znikł.

Bałykczy to największe miasto nad jeziorem Issyk-Kul osada została zbudowana w 1884 r przez żołnierza emeryta ami carskiej o nazwisku Bachin. Niemniej jednak wcześniej był to ważny punkt na jedwabnym szlaku. W 1907 r mieszkało tu ponad sto rodzin osadę zamieniono w miasto w 1954 dy dotarła tu linia kolejowa. Samo miasto paskudne. Dla miłośników pomników Lenina, czołgów rosyjskich generałów i ważnych osobistości z okresu rewolucji. Ja tylko wysyłam kartki pocztowe acz trudno znaleźć pocztę bo znaczki tylko na poczcie centralnej, a to na zadupiu. Za miastem rozbijam się nad jeziorem robiąc wcześniej zakupy w sklepiku – pytam o bezpieczeństwo, tu lubią turystów i nic ci nie grozi tylko rozbij się nad jeziorem nie w krzakach bo komary cię zjedzą. Wybieram dziką plażę gdzie oprócz damskich majtek wiszących na drzewie, ogromny dąb a na nim figi i majtoszki różnych rozmiarów. Na plażę wpadły barany i od razu do wodopoju zostawiając obok namiotu bobki, po wizycie baranów podjechała dziewczyna i zbiera krzaki na ognisko. To ona mi wyjaśniła sprawę majtek, ten dąb daje siłę i po miłosnych uniesieniach należy zostawić majtki na tym drzewie a potomek pewny, ja swoje zabrałem. Woda zimna, że orzeszki się schowały. Próbowałem na tej wodzie ugotować herbatę, ale smak paskudny bo woda lekko słona. Rano długo czekałem aż namiot się wysuszył, to nauczka by za blisko wody nie rozbijać namiotu.

DSC06547 DSC06425 DSC06438 DSC06491 DSC06496 DSC06504 DSC06513 DSC06516 DSC06529 DSC06535 DSC06543

Issyk-Kul oznacza gorąca woda, jezioro praktycznie nigdy nie zamarza nawet zimą gdzie temperatura często spada do minus 35 stopni. Jest to związane z klimatem ale i gorące źródła jakie tryskają z dna jeziora. Często mówią Rosjanie że to perła Tien szan jest długie na 182 km długości i 60 km szerokości wpada do niego ponad sto rzek większość to topniejące lodowce w najgłębszym miejscu ma 700 m co daje 5 miejsce na świecie. Od 100 lat lustro wody obniżyło się o 5 metrów wiem że w jeziorze żyje z dwadzieścia gatunków ryb. Jezioro to największa atrakcja kraju, latem kto może to nad morze. Z powstaniem jeziora wiąże się kilka bery bojki i według jednej z nich -okrutny chan który sprawował władzę w sposób nad dużym miastem. pewnego dnia zobaczył nad rzeka przepiękną dziewczyną i od razu chciał ją poślubić. Jak to baba zamiast odebrać klejnoty i spokojnie żyć w luksusie to odmówiła i chop czyli chan się „znerwowoł” i zamknął ją w wysokiej wieży, aż zmieni zdanie. Dziołszka uwięziona w wieży płakała gorzkimi łzami, modliła się do nieba by się zlitowało nad nią. I niebo wysłuchało, rzeka płynąca obok wylała zalewając całe miasto wraz z mieszkańcami chanem i dziewicą co to nie chciała i jak tu nie wspomnieć stare przysłowie „skuli pity chop zabity”. Takich bajek jest na pęczki ale my jadymy dalej. Oddycha mi się w miarę równo choć jezioro leży na wysokości 1700 m. Raz z górki raz pod górkę, jutro mam urodziny z tej okazji kupuje lokalne półsłodkie wino z zamiarem wypicia o północy wieczorkiem nad jeziorem. Spotykam trójkę Rosjan na rowerku i tak dołączyłem i jedziemy razem, a naszym celem są gorące źródła Szon Oruktu. Rosjanie wykłócają się ocenę za baseny z mineralna wodą, miejscowi płacą 200 sumów za godz ale oni załatwili za te pieniądze całą noc w tym namioty za darmo. Uff jaka radość ja na liczniku ma ponad 900 km więc zaczynam od basenu z letnią wodą, raj na ziemi. Mięśnie poddają się masażowi wody spadającej z kaskady i kolejny basen z cieplejszą wodą i tak zwiększałem temperaturę ale do basenu z najwyższą temperaturą nie dałem rady. Bałem się że moje orzeszki się ugotują na twardo, a szkoda by było. Wieczorem stawiam wino, ale Rosjanie od razu składają życzenia i wyciągają swoje zapasy w postaci rosyjskiej wódki i spirytusu. Ten ostatni spowodował głęboki sen i kolejny dzień w gorących źródłach z lodem na głowie ku uciesze moich przyjaciół, którzy jak nigdy nic biesiadują kolejnego dnia. Maja pretekst bo piją za moje zdrowie tylko ja cierpiałem. Rosjanie to biznesmen komendant straży pożarnej i emeryt z Władykaukazu. Ludzie o złotych sercach od razu potraktowali mnie jak swojego i razem jedziemy w kierunku Czołpyn Ata.

To nasz Sopot tu odpoczywa Prezydent i elity – widać to gołym okiem bo pięćdziesiąt km przed celem zatrzymuje nas policja bo ktoś będzie jechał drogą. Kto? zapytałem – a to tajemnica, – a o której? tym bardziej tajemnica, – a to mam was głęboko w czarnym miejscu i jadę dalej. Moi Rosjanie też za mną i krzyczę że jak pojedzie kolumna to zjadę z drogi, ale nikt nie jechał. Już w mieście pytam policjanta kiedy ten „ktoś” przyjedzie on sam nie wie czasami czekają trzy dni tamując ruch na drodze, – to masz nadgodziny, a jak cie karmią na takim odludziu? – jak rodzina cię nie zabezpieczy to stoisz trzy dni głodny a bywa i dłużej. Plaże piaskowo kamiennie, ale woda dla mnie zimna. To połowa czerwca, turystów mało bo tu drożej niż na Majorce, a o Egipcie nie wspomnę. Tu warto się pokazać to służy biznesowi i przyjaźni, moi znajomi pytają o nocleg w domku odpowiedz dwieście pięćdziesiąt USA za nockę więc chodu na drugą stronę w kierunku gór tam mamy za darmo. Rozbijamy na łące stawiam namiot i czuję okropny ból w prawej nodze, po chwili mam nogę jak balon. Przyprowadzili miejscowego by mnie zobaczył i od razu powiedział, że to roślina trująco parząca, będzie mnie bolało kilka dni. Roślinka nie wydaje się groźna wręcz zachęca by zerwać, a efekt – nie śpię całą noc i wyję z bólu a na to nie ma lekarstwa. Rano noga jak balon, ale ból przeszedł. Na udzie zrobiły się paskudne bąble. Wracamy do Czałonaty wizyta u lekarza nie jest źle dostaję maść i kolejną bajkę jak powstało jezioro.
Zgodnie z legendą żyła tu dziewczyna o imieniu Czałpyn, była to najpiękniejsza dziewczyna na świecie, oczy błękitne jak niebo i błyszczą jak gwiazdy na nieboskłonie, a piersi że można by wykarmić dzieci z kilku jurt. Jak to zwykle bywa zakochało się w niej dwóch wojowników Ułan oraz Santosz, ta nie mogła dokonać wyboru, a ci jak głupole walczyli o te oczy i piersi między sobą. Dziewczyna wyrwała sobie serce i porzuciła aby nie należało do nikogo, oczywiście zmarła natychmiast, ludzie z plemienia płakali i z tych łez powstało jezioro.

DSC06554 DSC06555 DSC06557 DSC06560 DSC06561 DSC06562 DSC06563 DSC06567 DSC06568 DSC06572 DSC06588 DSC06592 DSC06601 DSC06616 DSC06618 DSC06623 DSC06628 DSC06633 DSC06634 DSC06635 DSC06647 DSC06650

W kolejce do lekarza mi ta bajkę opowiadają – z ciekawością przyglądają mi się co odpowiem na tak krwawą opowieść, piękna bajka prawda? słyszę – ja w odpowiedzi mówię że u nas było by inaczej: dała by jednemu, drugiemu, a za trzeciego bogatego wyszła by za mąż, oj to bardzo nie w porządku z jej strony usłyszałem, to mnie rozbawiło.

Rosjanie proponują wyprawę do kanionu Czon-Ak-Su. Kanion jest długi na 32 km. Już przy szlabanie atakują nas miejscowe dzieciaki z sokołami, orłami na rękę by zrobić sesje zdjęciową za kilka sumów. Nie robię takich zdjęć, bo żal mi ptaków, które powinny szybować po nieboskłonie a nie bawić głupoli. Widać, że to mocno miejsce turystyczne, więc propozycji co nie miara. Jazda konna, trek, spływ rzeką restauracyjki z pstrągami więc kilka razy zatrzymujemy się na posiłki bo ceny dostępne. Dwa dni zajęło nam wdrapanie się nad turkusowe jezioro, ale pogoda wysoko w górach się załamała. Zaczął padać śnieg, grad na zmianę i uciekamy do wioski Samjenowka. Wioska jak wioska słynie z tego że Leonid Breżniew wybudował sobie dacię, ale był w niej tylko kilka dni.

Mieszkańcy dumnie pokazują, że to Leoś wybrał ich wioskę, nie inną. Po drodze mijamy kilka ciekawych miejsc jak osada Swety Mys jest tam kilka klasztorów, a ciekawostką jest to że tam został pochowany święty Mateusz, który zmarł w drodze do Indii w 42 roku po Chrystusie. Moi towarzysze podróży chwytają co rusz gumy w rowerku, jeden pobił rekord w ciągu dnia załapał jedenaście. W końcu przy wlocie do miejscowości Karakoł pożegnanie oni jadą dokoła jeziora a ja w kierunku granicy z Kazachstanem.

DSC06694 DSC06700 DSC06706 DSC06707 DSC06713 DSC06714 DSC06716 DSC06718 DSC06722 DSC06729 DSC06730 DSC06731 DSC06735 DSC06736 DSC06739 DSC06741 DSC06743 DSC06744 DSC06747 DSC06748 DSC06750 DSC06753 DSC06759 DSC06762 DSC06766 DSC06779 DSC06780 DSC06785 DSC06786 DSC06787 DSC06790

CDN

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

4 comments on “Kirgistan – część 4

  1. Eliza 20 października 2014 at 11:59

    Piękne bajki z tym jeziorem czekam na kolejny wpis

  2. rowerko 20 października 2014 at 18:28

    uwielbiam Pana bloga :) co za zdjęcia, co za widoki i opowiastki :) serdeczne pozdrowienia :)

  3. Łukasz 26 października 2014 at 20:17

    Fantastyczna foto-relacja, tak jak poprzednia zresztą :-) Nie ukrywam, że z przyjemnością przeczytałem czwartą odsłonę relacji z Pana wyjazdu do Kirgistanu. Bardzo fajnie, że prócz klasycznych krajobraz pokazuje Pan również w tym wszystkim zwykłych ludzi.

  4. halina z Łodzi 27 października 2014 at 09:06

    No i znów musiałeś pójść do lekarza…tym razem jakieś ziele Cię dopadło …dobrze,ze dobrze się skończyło. nasłuchasz się Ty tych opowiastek-legend….poznasz wiele ludzi. I co najważniejsze zapisujesz to wszystko w swoich notatkach żeby nam to wszystko opisać….dziekuje i czekam na dalszy rozwój wydarzeń!!!pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *