Maraton z Blatu 2.0: Zbigniew Krzeszowiec o kolarskich początkach!

Prezentujemy pierwszą cześć cyklu wpisów, w których pojawiać będą się fragmenty książki Maraton z Blatu 2.0 autorstwa Jakuba Karpia i Pawła Urbańczyka.  Jeśli jesteście ciekawi co mają do powiedzenia na temat diety, sprzętu i treningu najlepsi maratończycy w naszym kraju to zapraszamy do lektury! Dziś kilka słów na temat kolarskich początków Zbigniewa Krzeszowca, seniora z teamu Dobre Sklepy Rowerowe – Author!

1. Twój pierwszy kontakt z rowerem: jak zacząłeś jeździć? (Zbigniew Krzeszowiec)

Pierwszy raz wsiadłem na rower w dzieciństwie, miałem pięć, może sześć lat. To był mój pierwszy kontakt z rowerem. Natomiast w pierwszych zawodach wystartowałem tak jakoś w wieku 14 lat. Trafiłem na nie przez przypadek. Jeździłem na rowerze tak sobie, robiąc wycieczki, jak to uczeń podstawówki w tamtych czasach. Parę razy mijała mnie grupa kolarzy trenujących w klubie LZS Niemodlin. Raz czy drugi minęliśmy się bez zatrzymywania, a następnym razem to oni mnie w zasadzie namówili na wyścig, który miał się właśnie odbyć w Niemodlinie na stadionie. No i skusiłem się. To był australijski wyścig, czyli kręciło się kółka wokół na bieżni stadionu, a ostatni odpadał. Wytłumaczyli mi zasady, więc jak wystartowałem, to nie pozwoliłem się nikomu wyprzedzić i wszyscy ci z tyłu odpadali, aż zostałem sam na stadionie i okazało się, że wygrałem. I to z kolarzami, którzy byli zawodnikami. Trudno mi teraz sobie przypomnieć, ale to był pierwszy wyścig mój i pierwszy wygrany. Zaraz potem przyjęto mnie do tego klubu i takie były moje początki uprawiania kolarstwa. To był 1962 lub 1963 rok.

458C9343

Zaczęły się wspólne treningi, na które musiałem dojeżdżać 20 kilometrów. Pierwszym trenerem w tym LZS-ie był niejaki Kapusta, ale może po roku całą grupę przejął Marian Zużałek, bardzo dobry trener, z którym przepracowałem następnych kilka lat, aż do pójścia do wojska. Zabierał mnie na wyścigi, jeździliśmy wspólnie. Startowałem na Opolszczyźnie, poznawałem rywali.

W tamtych czasach jeszcze były licencje. Wystartowałem z czwartej licencji, wygrywając parę wyścigów, dostałem trzecią licencję. Mimo że byłem młody, to licencję się uzyskiwało za wyniki. Z tamtych lat pamiętam dwa dobre wyścigi ogólnopolskie, w których pojechałem jako junior. To był wyścig Złote Koło, zorganizowany przez LZS. Bardzo wysokiej rangi wyścig, co roku rozgrywany. No i wyścig po Ziemi Lubelskiej – pięć etapów. Obydwa te wyścigi wygrałem. I pamiętam zaskoczenie trenerów, którzy tam byli ze swoimi zawodnikami, że przyjechał jakiś nieznany zawodnik i wygrywa! Bo nikt mnie nie znał, startowałem wcześniej tylko na Opolszczyźnie, więc Opolszczyzna mnie znała, a nie ogólnopolska rzesza zawodników. No i ich dosłownie poustawiałem na jednym wyścigu i na drugim. Praktycznie po tych dwóch startach i po tych dwóch wygranych wyścigach ogólnopolskich trafiłem do kadry olimpijskiej w następnym roku. Ale nie jechałem na olimpiadę. Kadra – tak to się nazywało, ale to było raczej jej zaplecze – w tamtych czasach była grupą młodych zawodników, których Polski Związek Kolarski przygotowywał tak jakby pod kątem olimpiady, coś jak druga kadra.

458C0247Zacząłem od zgrupowania w Oliwie. Poznawaliśmy się, no i zaczęło się ściganie na poważnie. Po dwóch latach, iluś tam wygranych wyścigach trafiłem do pierwszej reprezentacji. I w 1970 roku był pierwszy mój start w Wyścigu Pokoju. Trafiłem akurat w dobrym okresie, Rysiek Szurkowski rok wcześniej był drugi, przegrał chyba z Francuzem Danguillaume’em, i był od razu trochę tak ustawiony na lidera. W grupach zawodowych zawsze jest lider do wygrywania, który jeździ dobrze w górach i na niego pozostali zawodnicy muszą pracować i się do niego dostosować. U nas w tej hierarchii też takie miejsca były. Wszystkie swoje cztery Wyścigi Pokoju jechałem z Ryśkiem. Z tego trzy razy wygrał Rysiek.

 Ja miałem swoją okazję w 1972 roku – byłem bardzo dobrze przygotowany i zanosiło się na to, że mogę ten wyścig wygrać, ale na szóstym etapie mieliśmy wielkiego pecha… Byłem wtedy w klasyfikacji na 3. miejscu i miałem fioletową koszulkę najlepszego kolarza. Od startu z Cześkiem Polewiakiem uciekaliśmy przez 100 kilometrów i kosztowało nas to bardzo dużo. Rysiek był z pozostałymi w dużym peletonie – po złapaniu gumy do pomocy trener wycofał dwóch czy trzech kolarzy. Koalicja się zorientowała i zrobiła taką robotę, że Rysiek z pozostałymi nie doszedł do tego czoła. Nas było dwóch w tej czołówce i wydawało nam się, że to będzie nasz etap do wygrania. Okazało się, że po 100 kilometrach dochodzi nas grupa, cała koalicja Rosjanów, Niemców, Czechów, bez żadnego Polaka. Nasze siły z każdym kilometrem były coraz to mniejsze, aż w końcu odstaliśmy od peletonu. Nie było już czym po prostu kręcić. Na mecie miałem 16 minut straty i spadłem z tego 3. miejsca na 18., nie było już mowy o odbudowaniu i nie było już mowy o wygraniu wyścigu, a to był chyba mój najlepszy rok, żeby Wyścig Pokoju wygrać.

Gdy się jeszcze ścigałem na szosie jako amator, wygrałem wiele wyścigów liczących się w klasyfikacji UCI, między innymi wyścig Dookoła Algierii. To może mój największy sukces. W tym czasie był to wyścig wysoko liczony, bo tam przyjeżdżał cały Zachód i ci zawodnicy z Zachodu, startując w amatorskich imprezach, szybko przechodzili na zawodowstwo. Mam taką satysfakcję, że wygrywając Dookoła Algierii, pokonałem Kozyrewa i Martensa. Martens zresztą przeszedł rok czy dwa lata potem na zawodowstwo i na Tour de France wygrywał po pięć etapów w każdym wyścigu. Dwukrotnie startowałem na mistrzostwach świata. Najlepsze miejsce to jest 21. W Wyścigu Pokoju czterokrotnie trzy etapy wygrałem, więc się dobrze plasuję w jakiejś klasyfikacji. W całej swojej karierze wygrałem 77 wyścigów, uważam, że to dużo. Choć mogło być więcej…

Odpowiedzi pozostałych zawodników znajdziecie w książce „Maraton z Blatu 2.0„!

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

1 comment on “Maraton z Blatu 2.0: Zbigniew Krzeszowiec o kolarskich początkach!

  1. Pozdrawiam p.Krzeszowca i pamiętam jego sukcesy ,cieszę się ,że był wychowankiem kolarskim Mariana Zużałka mojego śp.Ojca z Niemodlina !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *