Kierunek Soczi – część 11 – Od Moskwy po Morze Czarne

JADYMY Rosja, a raczej Putin buduje autostrady, zresztą wszystko co się dzieje, dzieje się za zgodą i wiedzą Putina tak twierdzi większość moich rozmówców. Są odcinki trasy gdzie nie da się ominąć autostradę więc kilka razy trafiają mi się bramki z opłatami, za każdym razem z godzinę zastanawiano się co zrobić z rowerem jak go wycenić bo jeszcze nie mieli takiego pojazdu w spisie i kończyło się na tym że nie płacę. Ruch jak w przysłowiowym Rzymie na tych autostradach, moda na wyrzucanie wszystkiego przez okno samochodu, a to dostaję plastikową butelką, a i bardzo często zdarza się że palący pet przepala mi koszulkę ot los rowerzysty na ruskiej autostradzie. Za to jest armia sprzątających na tych trasach co prawda marnie opłacani, ale roboty do końca sezonu praca pewna.

Klapa silnika otwarta, obok pojazdu śpi facet wyglądał na nieboszczyka więc dotykam go, ale jest ok. Śpi, klapę podniósł by policja go nie niepokoiła a ci czepiają się wszystkiego by skasować w kieszeń rubelki. Przy drodze sprzedawcy owoców, większość to studenci, często dostaję garść brzoskwiń czasami reklamówkę. Co studiujesz pytam – marketing i zarządzanie najczęściej padająca odpowiedz, a czym będziesz zarządzał? pytam z ciekawości, przecież większość zakładów zamkniętych więc kim kierować?, a o to niech martwi się ojciec on był kiedyś sekretarzem ma chody więc coś się znajdzie do zarządzania na pewno.

Toalety przy autostradach z czerwonej cegły, ale wejść do środka nie ma szans. Tak z dwieście metrów od celu, czyli dziury w ziemi wszystko szczelnie zaminowane, ale jak już raz dotarłem do centralnego punktu to smród taki, że łzy płyną z oczu strumieniem. Przy okazji można poczytać kto kogo kocha, ot takie gówniane grafiki. W okresie jesiennej słoty i wiosenne roztopy w każdym mieście powinno się taki sracz postawić i pewne jest to, że katar minie po kilku wdechach, ot taki inhalator z stu procentowym działaniem.

Rosjanie często zatrzymują się i dostaję butelki z wodą, a to gotową kanapkę. Upały, żar leje się z nieba więc często zatrzymuję się na stacjach benzynowych i tu też nie chcą kasy za kawę, zapraszają do stołu i pytania setki pytań o Polskę i Polakach –jak rower a jak zdrowie. Dziwni ci Rosjanie czasami ktoś zajechał mi drogę wyciąga sto rubli i pyta: Ty polak tak? -tak odpowiadam i wręcza mi pieniądze, za co pytam ? -ot bierz na chleb u was bieda więc ci się przyda. Jaka bieda pytam? bieda, bieda widziałem w telewizji. A bywało że i większe sumy wręczali mówiąc, że gdy byli w Polsce to i pomagali i teraz widząc pedałującego z Polską flagą chce się odwdzięczyć.

Noclegi w krzakach nad rzekami lub jeziorami sama radość bo woda cieplutka rzeki czyste więc i ludzie nad wodą z namiotami. Wieczorami ktoś na akordeonie gra, a to po mordzie się leją w pijackim amoku ot taki Rosyjski akcent nad wodą. A czasami sami siebie biją; jak jedna panna tydzień przed ślubem, obijała sobie tyta czyli twarz, bo obyczaj nakazuje by to przyszły mąż ją zlał. Choć raz przed ślubem ją uderzył, a ona trafiła na dupka co ja kocha i bić nie chce więc sama się pobiła by teściowa i teść szczęśliwi byli. Ot cóż się nie robi dla bliźniego by radość w nim wywołać. A to trafiam na inżyniera co studiował w Wrocławiu a teraz sprzedaje warzywa bo zakład zlikwidowali. A to oficera który pracował w Polsce i dobrze mu było a teraz nad morze do kurortu by reumatyzm leczyć.

W Woroneżu podziwiam ogrom rzeki – statki prują w jedną w drugą, miasto nowoczesne piękne położone na skarpie tak by podziwiać rzekę, brak bazgrołów na murach aż zazdrość. U mnie na osiedlu wiadomo kto kogo kocha, jaki klub sportowy jest na topie wszystko napisane na murach na klatkach schodowych. Ot sto kilometrów jest klasztor słynie z cudów słyszę, jedziesz rowerem jedz tam odpoczniesz na pewno, polecają miejscowi.

Szukam klasztoru, ale on ukryty w jarze jak z powieści Sienkiewicza. Nie da się zjechać w dół więc naciskam na hamulce a rower i tak toczy się w dół. Dziwne miejsce bo klasztor usadowił się w zakolu rzeki tak że nie widać go z drogi, a gdy dotrze się na dno jaru dokoła białe skały wapienne przyozdobione w złote kopuły dodają urokowi. Sam klasztor nie wygląda ciekawie i robi wrażenie ubogiego po tych które widziałem po drodze. Wchodzę do klasztoru, ale nikogo nie spotkałem. Wszyscy na mszy w cerkwi, dwie godziny czekam słuchając pieśni cerkiewnych. Pytam o zgodę postawiania namiotu. Ojciec Ignacy przeor klasztoru nie pozwala mówiąc że jest miejsce w pokojach dla gości. Rower każą zamknąć w szopie a ja dostaję miejsce w pokoju z dwoma chłopakami; mają jedenaście i czternaście lat, mama ich do klasztoru wysłała na wakacje by pracowali bo zaczynają dorastać i fujarki zaczynają im się dźwigać jak to określił jeden z nich. Kolacja to kasza ze skwarkami i chleb, jem z kobietami które odwiedziły klasztor. Kaszy nie lubię od czasów gdy służyłem w wojsku, tam na okrągło kasza i śledzie w rytm piosenki „to jak nie kasza to mamałyga jeden wpier… a drugi rzyga” ale nie chcę nikogo obrazić więc kilka łyżek przeszło przez gardło.

Ojciec Ignacy zaprosił mnie na rozmowę, pyta o plany więc jak dowiedziałem się, że mogę w klasztorze przebywać ile zapragnę pod jednym warunkiem, nie będziesz pił alkoholu, a jak chcesz możesz z nami pracować, od razu ucieszyłem się. Klasztor leczy alkoholików, większość to ludzie którzy walczyli lata temu w Afganistanie. Gdy wróciłem do pokoju chłopcy już byli w łóżku i kiedy już po prysznicu mam zamknąć oczy jeden z chłopaków zapytał czy gdy byłeś w naszym wieku to też ci stawał, uśmiechnąłem się i odpowiadam no tak, a widzisz to normalne mówi jeden z braci  i gasi światło. W nocy ktoś chodził po korytarzu i wył.

Rano śniadanie śmigam z mnichami, kasza z skwarkami i herbata, ale nie marudziłem i jedną miskę zjadłem. Podział pracy i ja mam zbierać czosnek z jednym alkoholikiem. Idzie nam dobrze do południa zebraliśmy dwa kosze czosnku, upał niesamowity więc w południe chowamy się pod krzakiem. Spałeś w nocy? -nie za bardzo bo ktoś chodził po korytarzu i wył. To ja usłyszałem nie mogę czasami spać to chodzę i płaczę.
Byłem młody miałem szesnaście lat kiedy wysłano mnie do szkoły wojskowej, i rok później byłem w Afganistanie. Podczas jednego z patroli wyleciał samochód w powietrze zginęło kilkanaście chłopaków szczątki porozrzucane po całej okolicy ani jednego całego ciała, wszystko spalone szok, dowódca dał kilka karnistów z wódką i rozkazał okoliczną wioskę zrównać z ziemią.
Wpadam do chaty tam siedzi kobieta z dzieckiem przy piersi, chcę wyjść gdy wpada oficer i każe mi ją zamordować, tak się bałem ale on przystawił mi pistolet do głowy mówiąc jak nie zastrzelisz to ja ciebie ubiję. Pociągnąłem za spust i tylko mózg rozlał się na scenie. Dowódca poklepał mnie po ramieniu zadowolony i wyszedł. Dziecko płakało i zrobiło mi się go żal i co zrobiłeś zabiłem przebiłem bagnetem. Do dzisiaj to dziecko przychodzi nocą do mnie, piłem by zapomnieć ale to nic nie dało, teraz jestem już drugi rok na leczeniu.

Do wieczora uzbieraliśmy jeszcze dwa kosze czosnku w milczeniu. Kolejne dwa dni to praca przy układaniu cegieł i kąpiele w rzece, zwiedzanie jaskiń z chłopakami.

Rano ruszam o godz czwartej, na kierownicy roweru mam pakunki z jedzeniem i święte obrazki. Rower wypycham z wąwozu i schodzę po sakwy.

Do Rostowa nad Donem docieram w południe -duże piękne miasto ale mijam je i nocuję nad rzeką. Woda cieplutka i ciepło więc nie rozbijam namiotu, w nocy ktoś podszedł i chwyta flagę, kopie w rower i wrzeszczy że polaków nienawidzi. Zrywam się na nogi i widzę że pogięte przerzutki szok o jeździe nie ma mowy, i co durniu robisz rower czeski więc to mnie powinieneś w mordę dać a nie rower kopać, koleś podrapał się po głowie mówiąc ot ja durny nie wiedziałem.

CDN

DSC04431 DSC04436 DSC04444 DSC04445 DSC04450 DSC04453 DSC04455 DSC04462 DSC04468 DSC04469 DSC04470 DSC04471 DSC04472 DSC04473 DSC04474 DSC04479 DSC04480 DSC04485 DSC04487 DSC04492 DSC04501 DSC04507 DSC04508 DSC04516 DSC04521 DSC04525 DSC04530 DSC04531 DSC04544 DSC04558 DSC04559 DSC04561 DSC04571 DSC04573 DSC04599 DSC04609 DSC04610 DSC04661 DSC04662 DSC04663 DSC04697

Mieczysław Bieniek - Hajer

Mieczysław Bieniek - Hajer

Łowca przygód, podróżnik, emerytowany górnik z Katowic.
Mieczysław Bieniek - Hajer

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

3 comments on “Kierunek Soczi – część 11 – Od Moskwy po Morze Czarne

  1. AZj 26 marca 2014 at 23:29

    Fajnie, ale trzeba odwagi…czemu mi jej brakuje?

  2. Yg 4 kwietnia 2014 at 18:00

    Zbieram się na podobny wyjazd i zebrać się nie mogę. Jak dotąd to tylko kawałek Polski udało mi się zaliczyć.

  3. halina z Łodzi 15 maja 2014 at 09:28

    no niesamowite słuchac takich opowieści o Afganistanie…….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *