Pechowy Dolsk

Następna edycja Suzuki Powerade Marathon miała miejsce w Dolsku który pamiętam z poprzedniego sezonu jako niezbyt długi i płaski maraton z przewagą dróg asfaltowych. Tak więc zapowiadał się kolejny klasyk szosowy i tak właśnie było. W odróżnieniu od Murowanej Gośliny moje samopoczucie było całkowicie inne i czułem, że w końcu pojadę w swoim mocnym tempie. I tak też było zaraz po starcie jazda szła z dużo większą łatwością.

Na samym wyścigu tempo było mocno sinusoidalne czyli kiedy jechaliśmy po szosie tempo spadało czasami do mocno spacerowego a kiedy wjeżdżaliśmy w teren była okazja do szarpnięcia i rozerwania grupy. I tak właśnie przebiegała jazda na pierwszej rundzie jednak sytuacja zmieniła się kiedy na początku drugiej pętli zaatakował Wojtek Halejak i zyskał kilkadziesiąt metrów przewagi wtedy w pogoń ruszył mój kolega teamowy Bartek Janowski który musiał przypilnować rywala z kat. M2. Ja postanowiłem troszkę mniej impulsywnie zareagować i razem z Bogdanem Czarnotą po kilku zmianach w końcu dogoniliśmy uciekinierów. Dojechał jeszcze Sebastian Swat i w takim składzie ostatecznie pokonywaliśmy ostatnie kilometry. Każdy z nas wiedział, że decydujący element o miejscach na mecie znajduje się od około 3 km do mety gdzie droga była „upiększona” piaskowymi bunkrami i prawidłowy dobór jazdy w tym momencie pozwalał zyskać kilka cennych metrów na rywalami. W tym momencie zrobiło się bardzo nerwowo i kilka razy doszło do większych lub mniejszych kolizji każdy walczył o dosłownie kilka centymetrów. Ja widząc co się dzieje postanowiłem nie wdawać się w te przepychanki żeby nie tracić sił jechałem z tyłu obserwując sytuację i wydawała się to idealna strategia gdyż nie traciłem nic na dystansie i mogłem spokojnie przygotowywać się do finiszu. W pewnym momencie rzuciło na piachu Sebastiana kiedy usiłowałem go ominąć zostałem zahaczony i zaliczyłem upadek. Cała akcja była na bardzo dużej prędkości więc rywale odjechali a mi pechowo spadł łańcuch poza zębaki i się zakleszczył. Po niecałej minucie w końcu byłem w stanie ruszyć ale już tylko aby w tempie spacerowym przekroczyć linie mety. Cała sytuacja mocno mnie zdenerwowała bo kiedy wkłada się tyle siły w start trudno się pogodzić, że o wyniku decyduje jakieś głupie zachowanie nerwowego zawodnika. Ale to taka specyfika płaskich maratonów jednak powinny obowiązywać pewne niepisane zasady bo kiedy zawodnik przez ostatnie 20 km nie daje choćby jednej zmiany i cała jego rola sprowadza się do pilnowania ogona grupy to nie powinien na końcowych km wyścigu doprowadzać do dwóch kraks bo nagle mu się przypomniało, że jest na wyścigu i trzeba skorzystać z sytuacji bo zaoszczędziłem troszkę siły ! Jasne, że nikt nikomu nie zabroni jeździć w takim stylu jednak czasami taka strategia nie przynosi efektów a dodatkowo traci się w oczach pozostałych zawodników i tak tez było w Dolsku. W każdym razie ostatecznie doczłapałem do mety na 5 miejscu OPEN i 2 w kat. M3 ze stratą 41s do zwycięscy Wojtka Halejaka z grupy Mróz (gratulacje Wojtek). Cieszy natomiast bardzo dobra postawa pozostałych kolegów z grupy DSR Author mianowicie na dystansie GIGA Bartek był 3 OPEN i 2 w kat. M2 a koledzy na dystansie MEGA po raz drugi wywalczyli pierwsze miejsce w generalce ! Dobra wiosenne klasyki już za mną teraz przyjdzie powoli patrzeć w górę a konkretnie w kierunku Złotego Stoku więc do zobaczenia na kolejnej edycji !

Więcej zdjęć dostępnych w galerii na www.dsr.author.pl

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *