Hajerowe Santiago de Compostela – cz. 24, Do domu

Zapowiadają kilka dni deszczowych, więc nie uśmiecha mi się pokonywanie gór w deszczu. Jedyne wyjście na podróż do granicy z Francją to pociąg. Codziennie w godzinach porannych odjeżdża express. Koszt 35 euro poza sezonem. Problem jest jeden – trzeba rozebrać rower tak jak do samolotu. Podane są wymiary i jeśli przekroczy się o centymetr to odmówią wejścia na peron. Nie mam z sobą torby na rower, trudno. Na dworcu jest budka i tam jest fachowiec, który rozbiera rower na części i pakuje w płótno z tego samego materiału, z którego szyją torby na bazar. Faktycznie sam bym tego tak nie spakował, a ochrona kolei prześwietla bagaż i ma te same procedury bezpieczeństwa, które obowiązują na lotniskach: prześwietlanie i sprawdzanie bagażu .Pociąg ma specjalny przedział na poskładane bagaże. Szczerze mogę powiedzieć, że wielka ulga bo wiem że sześćset kilometrów mam z głowy…

DSC08660 DSC08661 DSC08662 DSC08663

Jadę i oglądam ogromne góry, a w serduszku trochę radości, bo za oknem ulewy aż miło. Na dworcu kolejowym składam rower. Poskładanie po fachowcu od rozbierania zajęło mi ze dwie godziny. Na dworze ulewa, więc wszyscy siedzą w poczekalni, ale o godzinie 12 dworzec zamykają na cztery spusty. Podobno w całej Francji zamykają dworce kolejowe na cztery godziny by posprzątać. Pada jak z cebra, więc naczelnik zmiękł i dodał jeszcze jedną godzinę działania dworca. Koło pierwszej przyszedł z Policją i wilczurem, który na nasz widok tylko warknął i już całe towarzystwo było na ulicy.

DSC08546 DSC08664

O 4 nad ranem otwierają dworzec, więc wszyscy z powrotem. Senność zwycięża, więc do dziewiątej dzyndzelka w suchym miejscu. Kierunek Paryż – pada na zmianę ze słońcem, ale praktycznie tak przez całe trzy dni. Spanie w mokrym namiocie nie należy do przyjemności, czasem masz ochotę się poddać…

DSC08666 DSC08672 DSC08673 DSC08674

Szukam noclegu. W oddali widać opuszczoną stodołę, więc ścieżką próbuję się tam dostać. Ziemia na drodze wiejskiej tak zamokła, że jazda jest niemożliwa. Buty obklejone gliną wyglądają jak ruskie walonki. Poddaję się, wracam na drogę asfaltową. Kilka obrotów pedałami i pęka szybkozłącze. Łańcuch i cały rower to jedna wielka kupa gliny,sakwy obklejone.

Pierwsze gospodarstwo, na podwórku nikogo nie ma, więc podpinam znaleziony wąż i pod ciśnieniem płuczę rower i sakwy. Spinam łańcuch, przepierka ubłoconych butów i smarowanie. W końcu jazda. Ogromne drzewa parkowe, więc pod nimi rozbijam namiot, a z dwie godziny dogrzewam się kuchenką gazową. Tylko krowy na pobliskim pastwisku spoglądają ciekawie.

DSC08678 DSC08680

DSC08684 DSC08686 DSC08687

Trudno, pogoda jest jaka jest, więc kolejny dzień w deszczu.

DSC08689 DSC08690 DSC08691 DSC08692 DSC08693 DSC08694 DSC08695 DSC08698

To już nie deszcze, a ulewy, więc rozbijam namiot pod mostem. To jedyne suche miejsce. Całą dobę słychać tylko stukot kół samochodów na autostradzie. Most zabezpieczony płotem z drutu kolczastego, więc trzeba było nieźle się nagimnastykować, by sforsować ogrodzenie w jedną, jak i w drugą stronę. Mżawka, więc decyzja: jadę dalej.

DSC08703 rihanna red carpet dresses DSC08709 DSC08710 DSC08712 DSC08713 DSC08714 DSC08715 DSC08718 DSC08721 DSC08731 DSC08732 DSC08733 DSC08736 DSC08740 DSC08757 DSC08773 DSC08774 DSC08776 DSC08777 DSC08778 DSC08779 DSC08787 DSC08789

Wieczór, od siedmiu dni nie pada. Szeroka brama, więc wchodzę zapytać o nocleg. Dziewczyna, która wyszła mówi, że sama nie może decydować i zadzwoni do ojca. Ten po chwili pojawia się na podwórku. Serdecznie przeprasza, ale nie ma wody w wiosce od kilku dni, więc jeśli chcemy zostać to jak najbardziej, ale wody na kąpiel nie ma, jedynie do picia butelkowana. Miły człowiek mówi, że za stodołą jest baniak z wodą deszczową. Kawa, ciasto i dobre wino poprawiają humor. Do wiadra nabieram deszczówki. Golenie, kąpiel i radośnie wskakuję w śpiwór, by zasnąć. A tu budzi mnie huk wyrywanych rurek w stodole. To Dyplomowany walczy z wodociągiem…

DSC08791 DSC08792 DSC08793 DSC08794

Ciąg dalszy nastąpi…

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *