[TEST] Lampka Cateye Volt500 XC

To już ten czas kiedy popołudnia stają się krótkie i chłodne, a poranki ciemne i mgliste. Kiedy myślicie o jeździe przed lub po szkole/pracy to zabranie dobrej lampki staje się koniecznością. Dlatego właśnie na moją kierownicę trafił Volt 500 XC.

Zawsze z dużą chęcią testuje nowy sprzęt. A przychodzi mi to jeszcze łatwiej jeśli miałem w przeszłości już styczność z innymi modelami danego producenta. Pozwala to na jeszcze lepsze zbadanie funkcji i zwrócenie większej uwagi na istotne szczegóły.

Od dłuższego czasu na mojej kierownicy gości Volt 300, którego testowałem już jakiś czas temu. Zarówno jego wykonanie jak i moc świecenia przypadły mi do gustu i sprawdzały się idealnie dla mojego stylu jazdy. Z tego powodu dość mocno ostrzyłem sobie zęby na Volta 500 XC. Lampka niby z nazwy ta sama, a jednak budowa oraz tryby świecenia całkowicie odmienne od sprawdzonej 300-ki. Zanim jednak do tego dojdziemy zacznijmy od początku….

Decydując się na lampkę otrzymujemy w komplecie kabelek do ładowania i jak to bywa w przypadku Cateye’a porządnie wykonane pudełko, które stanowi zarazem obrazkową instrukcję obsługi. Sama lampka jest naprawdę niewielkich rozmiarów i – jak widać na zdjęciach – mieści się ona w otwartej dłoni. Wagę z gumową obejmą poniżej 100 gram możemy uznać za naprawdę przyzwoity wynik. Japoński producent przyzwyczaił mnie do wysokiej jakości wykonania, więc i w przypadku Volta 500 XC nie było zawodu. Tworzywo sprawia wrażenie bardzo solidnego i jest naprawdę dobrze spasowane, co przekłada się na końcowy efekt. Jest to także istotne z punktu widzenia odporności na zmienne warunki pogodowe, na co jesienią, zimą i wczesną wiosną możemy liczyć nader często. Nie powinniśmy mieć żadnych obaw – sprzęt jest dobrze zabezpieczony i nie ma możliwości, aby do wewnątrz dostała się woda lub wilgoć.

Pora na baterie. Volt 500 XC wyposażony został w zintegrowany akumulator o pojemności 2200 mAh. Czas pełnego ładowania wynosi 7 h. Port do ładowania za pomocą kabelka mini USB został zabezpieczony gumową zaślepką i zlokalizowany jest z tyłu lampki. Z jednej strony mało istotny szczegół, a z drugiej zapewnia to łatwy dostęp do ładowania w trakcie jazdy.

Lampka wyposażona została w gumowy uchwyt, który pozwala na zamontowanie na kierownicach o średnicy od 22 do 32 mm. Nie jest ona jednak zamocowana na nim na sztywno i możliwa jest jej rotacja w obrębie 360°. Jest to bardzo przydatne jeśli w szybki sposób chcemy obrócić lampkę w interesującym nas kierunku lub lekko skorygować jej ustawienie w trakcie jazdy.

W tym miejscu pozwolę sobie na mała dygresję w temacie wspomnianego uchwytu. Montując lampkę miałem do niego dość sceptyczne nastawianie. Jeżdżę na przełajówce i to w różnym terenie, co pozwalało przypuszczać, że sprzęt zostanie mocno „wytelepany” na kierownicy. Tutaj pojawiło się zaskoczenie, ponieważ pomimo jazdy w terenie i po drogach o wątpliwej jakości, lampka nie chciała ani drgnąć. Przyczyn dopatrywałbym się kilka. Po pierwsze ma ona niską masę i jest dość krótka, a co za tym idzie dobrze wyważona. Po drugie mocowanie znajduje się centralnie pod środkiem ciężkości a sama guma dość ciasno zaciska się na kierownicy. To wszystko sprawia, że Volt 500 XC pewnie siedzi na naszym kokpicie i nie powinniśmy obawiać się, że drgnie w jakimkolwiek kierunku nawet podczas jazdy po najgorszych nierównościach.

Pora na parametry. Volt 500 XC (co sugeruje już nam nazwa) został wyposażony w 1 diodę LED o mocy 500 lumenów. Do wyboru mamy cztery tryby świecenia, które przełączamy przy pomocy gumowego przycisku znajdującego się na obudowie. Są dwa tryby stałe: wysoki o mocy 500 lumenów (2 h) oraz niski o mocy 100 lumenów (10 h), tryb HyperConstant, czyli połączenie trybu stałego i pulsującego (10 h) oraz tryb pulsujący o mocy 100 lumenów (100 h). W tym miejscu druga dygresja, w której napiszę Wam w jaki sposób korzystam z każdego z trybów w praktyce. Przełajówka służy mi głównie do dojazdów do pracy, tak więc mam to szczęście jeździć i wracać do domu kiedy jest już albo jeszcze ciemno :)

Tryb:

wysoki – 500 lumenów (2 h) – u mnie sprawdza się idealnie w miejscach bez oświetlenia lub kiedy chcę sobie skrócić drogę przez las. Wierzcie mi, że jest on na tyle mocny, że Waszej uwadze nie umknie żadna dziura, kamień lub korzeń.

niski  – 100 lumenów (10 h) – pozwala na jazdę w lekko oświetlonych miejscach, aby „doświetlać” sobie drogę. Jako, że korzystam z niego praktycznie przez 90% czasu jazdy, to bateria w lampce wystarcza mi na bardzo długo i praktycznie przez to ładuje ją tylko raz w tygodniu.

hyperconstant – (10 h) – to tryb, którego używam w najgorszych warunkach (mgła, deszcz lub duży ruch) kiedy poza oświetlaniem drogi chcę być dodatkowo lepiej widoczny przez kierowców.

pulsujący – (100 h) – przełączam na niego gdy jest już jasno i dobrze widać drogę, czyli gdy logika wykluczałaby stosowania jakiejkolwiek lampki. Widoczność w trakcie jesiennych lub zimowych dni bywa jednak różna, więc dla pewności warto nigdy nie gasić oświetlenia. Ubytek baterii niewielki, a bezpieczeństwo dużo większe.

W tym miejscu powinienem zacząć jak zwykle akapit dotyczący praktycznego zastosowania. Problem w tym, że wszystko o czym miałem wspomnieć opisałem już powyżej, stąd trudno upychać coś na siłę. Lampka spisała się idealnie i szczerze mogę polecić ją zarówno użytkownikom rowerów MTB, jak rowerów szosowych, crossowych lub miejskich. Jej solidne i stylowe wykonanie oraz jakość działania zadowoli nawet najbardziej wybrednych amatorów jazdy po zmroku.

Na koniec chciałbym wspomnieć jeszcze o bardzo ciekawej aplikacji Cateye, którą możecie pobrać zarówno na system Android jak i iOS. Pozwala ona na porównanie świecenia wybranych lampek japońskiego producenta. Powinno nam to zdecydowanie ułatwić wybór modelu o optymalnej mocy i sile świecenia tak, aby był on adekwatny do naszego stylu jazdy. Absolutny „must have” przed ostateczną decyzją!

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *