[TEST] Kryptonite Street F-300

W tym roku jesienna aura wyjątkowo sprzyja jeździe na rowerze. Mała ilość opadów i wysoka, jak na listopad, temperatura to doskonałe połączenie, które zachęca do jazdy na zewnątrz. Problem polega jednak na tym, że ten okres w roku ma do siebie to, że dni stają się wyjątkowo krótkie i szybko zapada zmrok. Dlatego jeśli chcielibyśmy pokręcić trochę popołudniową porą to nie obejdzie się bez dobrej lampki. Dziś kilka słów na temat modelu Street F-300 marki Kryptonite.

Marki Kryptonite nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Ta wywodząca się z Nowego Jorku firma kojarzona jest chyba przez wszystkich z doskonałymi zapięciami rowerowymi. Jakiś czas temu miałem nawet okazję opisywać na blogu jedno z nich – Kryptolok Folding Lock. Dziś będzie jednak z innej beczki, bo skupimy się na oświetleniu rowerowym, które w ofercie amerykańskiego producenta pojawiło się stosunkowo niedawno. Z racji tego, że Kryptonite kojarzony jest w szczególności z miejską jazdą, to pomysł wydaje się dość trafiony. Warto także zaznaczyć, że firma od wielu lat współpracuje z kurierami rowerowymi, więc tym bardziej ich cenne uwagi pomogły w stworzeniu dość ciekawej kolekcji lampek. Mi do testowania przypadły dwa modele o bardzo podobnej budowie: topowy ALLEY-F800 oraz prawie o połowę tańszy STREET F-300. Jako, że jednak są one bardzo zbliżone w budowie i działaniu, a różnią się tylko mocą i czasem świecenia to skupię się bardziej na modelu F-300. Zapraszam zatem na test!

Standardowo zaczniemy od opakowania, które na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo solidne i ciekawe. Lampkę otrzymujemy w blaszanym pudełku, które później może posłużyć do jej przechowywania. W komplecie znajdziemy także kabel do ładowania, mocowanie na kierownicę oraz instrukcję obsługi. Sama lampka wykonana jest z dobrej jakości tworzywa. Wprawdzie jest ono trochę gorzej spasowane niż w przypadku Caeteye’a, to odnoszę wrażenie, że w przypadku Kryptonie’a, bardziej skupiono się na wytrzymałości niż stylowym designie. Jeśli miałbym wybrać czy upuścić na asfalt mojego Volta 300 czy Streeta F-300, to bardziej obstawiałbym tę drugą lampkę. Tworzywo wydaje się bardziej miękkie, stąd w moim odczuciu lepiej przetrwa upadki lub rowerowe kraksy. Do obsługi lampki służy gumowy przycisk, będący równocześnie wskaźnikiem jej naładowania. Od spodu znajdziemy również port mikro USB do ładowania akumulatorka, który dla modelu F-300 pozwala na osiągnięcie maksymalnej mocy 300 lumenów, a dla modelu ALLEY F-800 daje 800 lumenów.

Pora na mocowanie, któremu muszę poświęcić osobny akapit. Jest to uchwyt z paskiem z tworzywa, który niczym zip przewlekamy przez specjalną klapkę. Ta po zamknięciu blokuje go przed wysuwaniem. Montaż lampki odbywa się poprzez specjalny zatrzask, który zwalniamy przyciskiem od spodu jej obudowy. Uchwyt umożliwia także ustawienie lampki pod określonym kątem świecenia. Jego konstrukcja pozwala także na dwa sposoby zamocowania go na kierownicy roweru. Od wewnątrz i na zewnątrz. Najlepiej widać to chyba na dołączonych zdjęciach. Samo mocowanie wydaje się mniej solidne niż w przypadku Cateye’a, ale z drugiej strony spełnia swoją rolę, więc nie ma co narzekać.

Przejdźmy do trybów świecenia. Dla lampki Street F-300 jest ich aż sześć:

– trzy tryby stałe: 300, 150 i 60 lumenów, co przekłada się na czasy świecenia 1,5h, 3h oraz 11h

– trzy tryby pulsacyjne: 300, 170 i 60 lumenów, co z kolei przekłada się na czasy 8h, 10h i 24h

Przełączenie między trybami następuje poprzez krótkie naciśnięcie przycisku, który równocześnie jest także wskaźnikiem naładowania baterii. Kiedy ulegnie ona nadmiernemu wyczerpaniu to dioda w przycisku zmieni kolor z zielonej na czerwoną, a lampka przejdzie w tryb oszczędzania baterii. Warto wspomnieć także o niepozornych wycięciach w obudowie po obydwu stronach lampki. Dzięki nim światło będzie widoczne nie tylko z przodu lampki ale także po jej bokach, co znacząco zwiększy wasze bezpieczeństwo na drodze.

W mojej opinii moc świecenia jest wystarczająca na jazdę po mieście lub po gorzej oświetlonych drogach. Jeśli jednak chcielibyście wybrać się poza miasto lub do lasu, to zdecydowanie bardziej polecam model Alley-F800, w którym zarówno moc, jak i czas świecenia są zdecydowanie większe. Jeśli chodzi o użytkowanie, to nie mam w zasadzie większych uwag. Lampka jest prosta w obsłudze i bardzo dobrze spełniała swoją rolę. Mocowanie pomimo mojego wstępnego sceptycyzmu pewnie trzymało sprzęt nawet podczas jazdy po kostce brukowej lub w terenie.

Podsumowując lampka przednia Kryptonite Steet F-300 to naprawdę fajny i przemyślany produkt, który sprawdzi się podczas jazdy w miejskiej dżungli. Jeśli szukacie pewnego sprzętu, który nie boi się żadnej pogody i pory dniach to właśnie coś dla Was.

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

1 comment on “[TEST] Kryptonite Street F-300

  1. Michał 13 listopada 2018 at 08:57

    Ja kupiłem niedawno taką lampkę z nieco mniej znanej firmy i nie byłem zadowolony, ponieważ lampka nie wytrzymała stłuczki z innym rowerem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *