[TEST] SKS Speedrocker – błotniki gravelowe

Ostatnimi czasy gravele zyskały bardzo na popularności. No bo jak nie pokochać roweru, który łączy w sobie najlepsze cechy szosówki, przełajówki, crossa, a nawet roweru górskiego. Kwestią czasu było pojawienie się na rynku akcesoriów dedykowanych do jazdy po szutrach i leśnych ścieżkach. Dlatego dziś kilka słów, o błotnikach SKS SpeedRocker, który pojawiły się nie tak dawno w ofercie niemieckiego producenta.

Przyznam się bez bicia, że do testu tych błotników zbierałem się bardzo długo. W maju lało tak, że nie miałem ochoty wychodzić na rower wyposażony nawet w najlepsze błotniki. Na początku czerwca prażyło z kolei tak, że jazda z błotnikami nie miała najmniejszego sensu i wzbudzała jedynie uśmiech na ustach. W ostatnich dniach pogoda stała się jednak bardziej zmienna, dzięki czemu sprawdzenie błotników, które można łatwo zamontować lub zdemontować nabrało sensu….. ale zanim jednak przejdę do samego sedna, na początku mała gravelowa opowiastka…..

Speedrocker

Szybki rozwój rynku graveli wprowadził małe zamieszanie. Po pierwsze ramy różnią się dość mocno między sobą budową, a co za tym idzie bardzo ciężko dopasować do nich sensowne błotniki. Teoretycznie powinny podejść te z rowerów crossowych jednak w praktyce nie jest już tak różowo. Niektóre gravelowe ramy (w szczególności te carbonowe) nie posiadają dedykowanych otworów montażowych, tak więc zamontowanie pełnych błotników staje się praktycznie niemożliwe. Druga kwestia to fakt, że zarówno widelce,  jak i ramy wyposażone są tylko i wyłącznie w hamulce tarczowe. Przewody lub same zaciski hamulców kolidują z prętami błotników bardzo skutecznie utrudniając ich zamontowanie. Po trzecie, pełne błotniki z rowerów miejskich i crossowych są dość sztywne i ciężkie, co niejednokrotnie sprawia, że średnio nadają się do jazdy w terenie.  Na koniec dobrze byłoby aby błotniki można było łatwo montować i demontować w razie potrzeby lub warunków pogodowych. Długa lista życzeń? Sprawdźmy jak spełniają je Speedrockery.

Do testowania przypadł mi kompletny zestaw składający się z błotnika tylnego i przedniego (w dwóch częściach) oraz zestawu pasków i gumek. Ogólna idea montażu jest taka, że w górnej części widelca, oraz górnej części ramy używamy podgumowanych pasków na rzep. Z kolei w dolnych częściach widelca i ramy (tam gdzie są węższe) korzystamy tylko z gumowych pasków. Nie chciałbym w tym miejscu za bardzo zgłębiać się w instrukcję montażu ponieważ jest ona bardzo prosta i każdy poradzi sobie z nią bez problemu. Wolałbym podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami, które pojawiły się w trakcie uzbrajania roweru:

Speedrocker

– wszystkie mocowania są podgumowane, a co za tym idzie – z ramą lub widelcem zawsze styka się guma. Oznacza to, że przy mocnym zaciśnięciu nie ma możliwości, aby mocowanie ruszało się w jedną lub drugą stronę. Po zamontowaniu paski można oczywiście przyciąć do pożądanych długości, jednak warto najpierw pojeździć z błotnikami aby sprawdzić czy wybrane przez nas miejsce mocowania jest optymalne,

– elementem stabilizującym błotniki są aluminiowe wysięgniki, które możemy dowolnie skracać. Jest to tyle dobre, że dolne obejmy możemy ustawić pożądanym miejscu, tak aby nie kolidowały one z zaciskami hamulców tarczowych,

– błotniki wykonane są z elastycznego tworzywa. Oznacza to, że nie ulegną one pęknięciu lub ułamaniu ale odkształcą się tak aby ostatecznie powrócić do pierwotnego kształtu,

– bardzo sprytnym rozwiązaniem jest wysuwany fragment tylnego błotnika, który umożliwia jego dosunięcie do rury podsiodłowej. Warto pamiętać, że odległości opony od tej rury może być różna dla różnych ram, stąd taki patent daje na pewność dopasowania w naszym rowerze,

– jakość wykonania oraz dbałość o szczegóły to coś o czym niejednokrotnie przekonałem się montując błotniki SKS`a. Nie jest to najtańsze tworzywo, a wszystkie elementy zostały wykonane z precyzją i sprawiają wrażenie solidnych. Połączenia śrubowe trzymają pewnie, więc nie ma mowy o przypadkowym wysunięciu,

Tyle w teorii, więc pora na krótkie wrażenia z jazdy. Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy, a raczej w ucho to fakt, że błotników nie słychać. Nie ma tutaj mowy o znanym wszystkim „telepaniu” lub „tłuczeniu” podczas jazdy po nierównościach.  Nie zapominajmy, że Speedrocker jest błotnikiem gravelowym, czyli dedykowanym do roweru bez amortyzacji, a co za tym idzie musi radzić sobie z mocnymi wstrząsami lub wibracjami. Po drugie ochrona, a w zasadzie możliwość jej regulacji. Błotniki są wyposażone w uniwersalne mocowanie, co oznacza że możecie ustawić je konkretnie pod siebie. Wyżej, niżej, bliżej, dalej lub tak żeby zachodziły bardziej w dół. Nie ograniczają Was dedykowane oczka ramy lub widelca.

Speedrocker

Speedrockerów używałem w swojej przełajówce podczas jazdy asfaltowej oraz po lesie. Może nie był to ekstremalny teren ale trudno o lepszy test dla mocowania błotników niż przejażdżka po kostce brukowej śląskich miast. Wierzcie mi lub nie ale jeśli coś ma podczas takiej jazdy odpaść, to na pewno odpadnie. Jeśli chodzi o ochronę to jest ona na przyzwoitym poziomie. Błotniki nie są wprawdzie tak długie jak Race blade, Longboard czy Bluemels, ale szczerze mówić nie ryzykowałbym nic dłuższego do jazdy po lesie lub bardziej wymagającym terenie.  

Same plusy. Czy jest więc do czego się przyczepić? Po pierwsze cena, bo 215zł za błotniki to jednak kwota nie mała. Jest ona adekwatna do jakości wykonania, więc płacimy po prostu za dobry produkt. Drugi mały minus wynikał z budowy mojego widelca, a mianowicie faktu, że mocowanie błotnika wypadało idealnie na przelotce przewodu hamulca tarczowego. Oczywiście nie był to ogromny problem, bo całość dało się ostatecznie zacisnąć. Większość widelców gravelowych posiada wewnętrzne prowadzenia pancerza, więc szansa, że taki problem przytrafi się również Wam jest naprawdę niewielka.

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *