Wyprawa do Skandynawii cz.1

Po długiej przerwie wracamy z kolejną porcją przygód Damiana Drobyka, który tym razem zdecydował się na podbój Skandynawii. Ciekawi jak nasz podróżnik poradzi sobie na drogach chłodnej północy? Dziś z małym opóźnieniem prezentujemy pierwszy fragment jego wyprawy!

Polska 29.05-4.06.2014

Projekt Skandynawia rozpoczęty :) Pierwszy „polski” etap mam już za sobą. Ponad 700 pociągiem i 500km na rowerze z Lublina do Białowieży. Po sprawnych przygotowaniach najpierw pociągiem udałem się do Gliwic. Tu poznałem Rafała „Żółtego” który pokazał mi miasto oraz zabytkową drewnianą radiostację. Nazajutrz rano spotkałem się z Maćkiem w siedzibie Velo, głównym dystrybutorem marki Author. To właśnie na rowerach tej marki jeżdżę od wielu lat. W południe pociągiem udałem się do Lublina gdzie czekał na mnie Szymon. Jeszcze przed wieczorem na rowerach zjeździliśmy główne atrakcje turystyczne Lublina. Muszę przyznać, że miasto jest naprawdę piękne i ma wiele wspaniałych zabytków. Następnego dnia rano już na rowerze z Lublina dojechałem do Ryk po drodze mijając Nałęczów, Puławy, Dęblin oraz kolejną perełkę wschodniej Polski czyli Kazimierz Dolny. Na nocleg w Rykach zatrzymałem się u Piotra, który oferuje taką możliwość poprzez serwis Warmshowers. Jak się okazało byłem pierwszym rowerowym gościem Piotra. Szkoda, ponieważ Piotr to świetny gospodarz. Do zaoferowania ma pokój w pięknym, starym drewnianym domu ze wszystkimi wygodami. Kolejny dzień to przejazd z Ryk do stolicy. Przez kilkanaście kilometrów towarzyszył mi Piotr. Podjechał ze mną do Damianowa, czwartej wioski z moim imieniem w nazwie do której zawitałem w Polsce. W Warszawie, u znajomych Asi i Maćka spędziłem prawie dwa dni. Do Warszawy jechałem po odbiór paszportu z wizą w Ambasadzie Białorusi. Ostatnie dwa dni polskiej części podróży to głównie jazda w deszczu najpierw do Ciechanowca a potem Białowieży tuż przy granicy z Białorusią. Przemoknięty w Białowieży szybko znalazłem tani nocleg na kwaterze aby wysuszyć mokre rzeczy. Niestety nie udało się tym razem zobaczyć żubrów. Późnym popołudniem kiedy przestało padać wyszedłem tylko na krótki spacer po parku.

1 2 4

3 6 5 8

7 9 IMAG0172

Białoruś 5-7.06.2014

Pružany, Ružany, Slonim, Baranovici, Stoubcy, Dziaržynsk, Oszmiany

Rano przez przejście kawałek za Białowieżą bez problemów przedostałem się na teren Białorusi. Spodziewałem się kilku sklepów przygranicznych, kantora a jedyne co zastałem to dwa nowe, dobrze chronione budynki straży granicznej po środku lasu zarówno po stronie polskiej jak i białoruskiej. Młoda białoruska strażniczka poprosiła tylko o wypełnienie karty migracyjnej, kilka razy przekartkowała mój paszport i wbiła pieczątkę na naklejce wizowej. A propos wizy to nie trzeba już mieć zaproszenia od osoby czy organizacji na Białorusi. Za wschodnią granicą czas przyspiesza i zegarki trzeba przesunąć o godzinę do przodu. Przez kolejne kilkanaście kilometrów nie minął mnie żaden samochód. Większa część Parku Białowieskiego znajduje się po stronie Białorusi a wyjeżdżając z niego trzeba przejechać przez sporą bramę przy której stoją posągi żubrów. Pierwszy dzień to walka ze stereotypami na temat Białorusi. Jestem gotów stwierdzić, że drogi asfaltowe są tu dużo lepszej jakości niż w Polsce. Oczywiście jest ich dużo mniej a większość bocznych dróg to nawierzchnia z piasku ale na głównych ciężko znaleźć większą dziurę. Nieprawdą jest również, że na każdym skrzyżowaniu stoi milicjant. Pierwszy radiowóz zauważyłem dopiero po przejechaniu 150km a na całej trasie przez Białoruś może czterech milicjantów. Na drogach jest bardzo mały ruch, więcej aut można zauważyć tylko w okolicach większych miast. Na ulicach jest bardzo czysto. W niektórych sklepach jest znacznie taniej niż w Polsce a w innych ceny podobne do naszych. Na stacjach paliw za to zdecydowana różnica. W jednym ze sklepów na półce widziałem pół litrową butelkę wódki 40% za 10000 rubli białoruskich czyli równowartość 3zł. Warto pokusić się też na zakup chałwy słonecznikowej w różnych smakach. Bankomaty są w większych miasteczkach a kartą można płacić w większości sklepów.

Przez trzy pełne dni pobytu na Białorusi przejechałem ponad 450km w tym około dwudziesto kilometrowy odcinek drogą ekspresową M1 do Dziaržynska. Na głównych drogach co kilkadziesiąt kilometrów jest parking a na dwóch była nawet woda ze studni. Przy drogach nie da się nie zauważyć większej ilości bocianów niż w Polsce oraz konwalii. Trzeci i ostatni dzień na Białorusi to wjazd na najwyższe wzniesienie tego kraju i przekroczenie granicy z Litwą. Ponieważ po drodze naoglądałem się cerkwi i pomników Leninów i Stalinów w różnych rozmiarach odpuściłem sobie wjazd do Mińska, od którego byłem niecałe 40km. Góra Dzerżynskaja o wysokości 345m.npm to najwyższe miejsce w Białorusi. Stoi tu kamień z pamiątkowym napisem i w sumie niewiele więcej jest do oglądania. Na przejściu granicznym z Litwą stało kilkadziesiąt ciężarówek w tym wiele z Polski. W jeden dzień udało mi się wjechać na najwyższy szczyt Białorusi i Litwy. :)

1 2 3

4 5 6

Litwa 7-9.06.2014

Litwa to kraj UE więc przejście przez granicę to raczej formalność. Kilka kilometrów od granicy z Białorusią, niedaleko drogi A4 prowadzącej do Wilna za wsią Medininkai stoją dwa wzniesienia o wysokości około 294m.npm. Są to najwyższe wzgórza Litwy. Aukštasis Kálnas jest wyższe i mierzy dokładnie 293.84m. Na szczycie stoi nowo wybudowana drewniana wieża oraz symboliczny kamień. Wzgórze Juozapinės Kalnas mierzy 292.70m jest oddalone od wyższego brata o około 400 metrów. We wsi Medenniki można zwiedzić ruiny twierdzy obok której się przejeżdża kierując się na litewskie wzgórza. 30 kilometrów dalej byłem już w Wilnie czyli stolicy Litwy. To piękne miasto niegdyś mocno połączone z Polską historią wciąż ma w sobie wiele polskich akcentów. Jest tu wiele polskich szkół, dwujęzycznych nazw, ulica Mickiewicza przez którą przejeżdżałem a po drogach jeżdżą nawet nasze Solarisy. Miasto jest bardzo zadbane i czyste. Kilka razy słyszałem swojskie „Dzień dobry” skierowane w moją stronę. Po wyjeździe z miasta jechałem w kierunku granicy z Łotwą którą przekroczyłem następnego przedpołudnia.

1 2 3

4 5 6

Łotwa 10-11.06.2014

Łotwa to kolejny niewielki kraj Nadbałtycki należący do Unii Europejskiej a także posiadający walutę Euro. Przejeżdżając przez Łotwę zauważyłem jednak, że fundusze unijne dopiero są przez to państwo wykorzystywane. Drogi nie są jeszcze w najlepszej kondycji i chodź nie są dziurawe to zbyt nierówne i wyboiste. Na trasie przez Łotwę spotkałem też wiele remontów dróg i nowych inwestycji. Na nocleg niedaleko litewskiej granicy w drugim co do wielkości mieście w kraju Dyneburgu zaprosił mnie Vladyslav. Jednak w ostatniej chwili coś mu wypadło i zamiast u Vladyslava spałem u jego przyjaciela Sergieja. Następnego dnia wyruszyłem z nadzieją na zdobycie najwyższego wzniesienia Łotwy o nie łatwej nazwie Gaizinkalns. Jak się okazało nie tylko nazwa jest trudna. Końcowe 14 kilometrów po nierównej kamienistej drodze również, szczególnie po przejechaniu ponad 170km. Na szczycie spodziewałem się wieży jednak ta została zdemontowana w 2012 roku. Z Gaizinkalns skutecznie przegoniły mnie komary które atakowały w niezliczonej ilości. Zdarzyłem tylko zrobić kilka zdjęć przy pamiątkowym kamieniu tablicy i uciekałem w dół. Poniżej szczytu jest schronisko gdzie można również przenocować w okolicy kilka niewielkich ośrodków narciarskich. Tuż przed wieczorem niedaleko miasta Madona zbliżała się burza więc na noc schroniłem się w szałasie niedaleko drogi. Następnego dnia przed wieczorem minąłem już granicę z Estonią.

1 2 5

4 3 6

Estonia 12-14.06.2014

Kilkanaście kilometrów od granicy z Łotwą znajduje się wzniesienie Suur Munamagi. Jest to najwyższy szczyt Estonii o wysokości 350m.npm. na który prowadzi najwyższa i najtrudniejsza droga tego kraju. Końcowy pół kilometrowy, asfaltowy odcinek drogi ma całkiem spore nachylenie około 10-12%. Na szczycie znajduje się wysoka, nowoczesna wieża widokowa na którą można za opłatą wejść po schodach lub wjechać windą. Ze szczytu po raz kolejny przegoniły mnie komary. Chcąc uniknąć krwiożerczych bestii zrobiłem tylko kilka szybkich zdjęć i zjechałem w dół. Tuż obok szczytu znajduje się małe darmowe pole namiotowe na którym spędziłem pierwszą noc w Estonii. Zanim dojechałem do Suur Munamagi po drodze minąłem Pałac Rogosi i zabytkową cerkiew Plaani oraz spotkałem dwa lisy i pierwszy raz w życiu przez chwilę zobaczyłem łosia :) Drugiego dnia w Estonii przejechałem szybki etap do drugiego największego miasta Estonii – Tartu, gdzie miałem umówiony nocleg za pośrednictwem serwisu Warmshowers u Janisa, który również pod wieczór pokazał mi swoje piękne miasto. Dalsza część trasy to ponad 170 kilometrowy odcinek do stolicy Estonii Tallina oraz oczekiwanie na prom do Helsinek w Finlandii

1 2 3

4 5 6

 

Finlandia 16-24.06.2014

Helsinki, Tampere, Jyvaskyla, Oulu, Rovaniemi, Sodankyla, Saariselka, Ivalo, Inari

Finlandia to pierwszy skandynawski kraj do którego zawitam na dłużej. Kiedyś byłem jedynie kilka dni na duńskiej wyspie Bornholm oraz kilka godzin w porcie Ystad w Szwecji. Przeprawa promowa z Estonii trwała trzy godziny i kosztowała 29€. W cenę wliczona była opłata za rower w wysokości 5€. W Helsinkach z promu wysiada się praktycznie w samym centrum. Na zwiedzanie Helsinek nie miałem zbyt wiele czasu ponieważ musiałem dojechać na nocleg poza stolicę gdzie czekał na mnie Jason. Prysznic, szybkie pranie, łóżko a wcześnie rano kierunek na północ do kolejnego małego celu podróży. Małe miasteczko Valkeakoski to miasto partnerskie Jeleniej Góry. Potem udałem się do Tampere, większego miasta położonego pomiędzy dwoma jeziorami których różnica w poziomie luster wody to ponad 18 metrów. Dzięki takiemu położeniu w mieście jest wiele siłowni, elektrowni wodnych, kaskad. Centrum wygląda trochę jak ośrodek przemysłowy z fabrykami i kominami ale ma swój urok. W Tampere spędziłem dwie noce przy okazji robiąc sobie pierwszy wolny dzień od jazdy od początku wyprawy. Matti i Luna przygarnęli mnie do siebie na odpoczynek. Następne dni to przejazd między innymi przez Oulu, duże miasto nad Bałtykiem oraz Rovaniemi. W Rovaniemi mieście Mikołaja odwiedziłem wioskę świętego i minąłem linię koła podbiegunowego. To właśnie tu zaczyna się Laponia słynna kraina śniegu, reniferów, zórz polarnych i białych nocy :)

Na noce polarne i zorze raczej nie mogę liczyć w czerwcu ponieważ trwa tu akurat dzień polarny i całą dobę jest jasno. Nie jest to dla mnie jakiś szczególny problem. Z zasypianiem przy świetle dziennym nie mam kłopotów a na rowerze mogę kręcić praktycznie cały czas. Zjawisko to obserwuję tak naprawdę już od Łotwy kiedy tylko około 2-giej w nocy robiło się bardziej szaro.

1 5 3

12 13 14

W Finlandii zakupy robiłem głównie w dużych sieciach marketów jak K-Markt, S-Markt oraz spotykany tylko w większych miastach Lidl który notabene jest tutaj najtańszą siecią. 20 i 21.06 Finowie mają święta więc wszystko praktycznie było pozamykane o czym nie wiedziałem i trochę mi się w sakwach przerzedziło. Otwarte są jedynie małe kioski, sklepy Siwa, stacje paliw oraz niektóre fast-foody. W południowej części Finlandii popularne są centra ABC czyli spory parking ze stacją paliw, marketem, restauracją, motelem. Często z nich korzystałem podczas dłuższych postojów. Kawa, otwarte WiFi, toaleta, gniazdko elektryczne oraz możliwość schronienia się przez deszczem były dla mnie priorytetem w ABC. Tu także uzupełnieniem wodę prosząc o nią w restauracji. Cena ponad 1€ za 1.5L wody to zdecydowanie za dużo aby ją kupować.

W części lapońsksiej jest znacznie bardziej spokojnie niż w i tak niezbyt zatłoczonej części południowej Finlandii. Zamiast ciężarówek jest więcej turystycznych camperów i motocykli. Przy drogach pojawia się coraz więcej reniferów które przyzwyczajone do samochodów uciekały jak tylko mnie wypatrzyły.

Przejeżdżając przez Finlandię poruszałem się głównymi drogami w tym większość trasy drogą nr. 4. biegnącą głównie sosnowymi lasami, wzdłuż jezior i naturalnych atrakcji turystycznych. Ostatniego dnia kierując się do granicy z Norwegią bardzo podobała mi się droga 92 pomiędzy dwoma parkami narodowymi. Niewiele aut, lasy, jeziora oraz sporo stad reniferów :) Pojawiły się też pierwsze pagórki i wzniesienia a podjazdy do 9% po długiej płaskiej jeździe nawet sprawiały niewielką trudność :)

Wspomnieć muszę także o systemie tras pieszo-rowerowych w całej Finlandii. Nie ma tu prawie wcale chodników ani żadnych dróg rowerowych. We wszystkich miastach i wioskach przez które przejechałem jest połączone rozwiązanie ścieżek rowerowo-pieszych po których poruszają się piesi i rowerzyści. Ścieżki są w całości wyasfaltowane i o szerokości 2.5-3m. Zdarzają się odcinki gorszej jakości a także z niezupełnie obniżonymi krawężnikami jednak większość jest w takim samym stanie jak drogi dla samochodów. Nie wiem czy w Finlandii jest obowiązek poruszania się przez cyklistów po takich ścieżkach, ja traktowałem te odcinki jak przymus i trzymałem się głównie jezdni. Jazda po takich ścieżkach z moim bagażem nie była zbyt komfortowa. Za dużo na nich świateł, objazdów, podjazdów czy przejazdów przez tunele pomiędzy skrzyżowaniami. To dobry i bezpieczny system dla mieszkańców ale dla mnie niezbyt. Pokonywanie miast „transitem” znacznie szybsze i łatwiejsze jest tradycyjnymi drogami.

16 17 18

19 20 21

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

3 comments on “Wyprawa do Skandynawii cz.1

  1. Romet 31 lipca 2014 at 14:22

    Marzy mi się taka podróż rowerowa, jestem pełna podziwu. Ja aktualnie planuję swoją podróż nad morze, przez całą polskę :) a na wyjazd zagraniczny, może zdecyduję się za rok, jak się do takiej wyprawy przygotuję :)

  2. Michał 10 września 2014 at 12:06

    Iście inspirująca wyprawa! Czytając tekst i podziwiając krajobrazy na świetnych zdjęciach aż chcę wskoczyć na bicykla i jechać choćby dziś. Gratuluję determinacji w organizacji i fantazji w planowaniu. Na blog trafiłem dziś, i będę od tej pory śledził. Osobiście do roweru wróciłem praktycznie po 15 letniej przerwie a takie historie napędzają tylko mój zapał. Pozdrawiam serdecznie i niecierpliwie czekam na kolejne wyprawy.

  3. love krowe 11 grudnia 2014 at 10:43

    Świetna relacja:)! W tym roku też planuję wyruszyć z rowerem do Norwegii i zaczytuje się w wpisach na Twoim blogu – bardzo mi pomógł :)
    Pozdrawiam jako mieszkanka Lublin – bardzo mi miło, że miasto Ci się spodobało ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *