Wyprawa w Karpaty – cz.3

Po małych problemach technicznych ze stroną, dziś z małym opóźnieniem prezentujemy ostatnią część wyprawy Damiana. Nasz bohater wraca już do Polski, jednak po drodze nie omijają go przygody i nie oszczędza zmienna pogoda. Rumunia, Węgry i Słowacja mijają bardzo szybko, co pozwala myśleć już o kolejnych wyprawach!

Dzień 12 – 30.05.2012 – Leniwy dzień
154.91 km, 19.3 śr, 51.5 max, 918 m w górę, 8:00:20

Całą noc mocno padało, zmoczyło trochę namiot i śpiwór. Tyle dobrze, że nie zmarzłem bo noc i poranek dość ciepłe. Dziś rozważałem ponowne podjechanie pod Transfagaraske, aby jutro wjechać na nią od północy ale skoro pogoda się nie poprawia wracam do PL. Zrobię jeszcze coś w Tatrach słowackich. Po wczorajszym rajdzie po Transalpinie dziś odczuwam skutki tej zabawy. Obudziłem się po siódmej, wstałem z kompletnym brakiem ochoty do jazdy, a jak już usiadłem na rower to zmęczone nogi w ogóle nie chciały kręcić pedałami. Przydał by się dzień przerwy na regenerację. Szykował się ciężki dzień. Leniwie pokonywałem kolejne kilometry robiąc co chwilę postój. W mieście Deva zatrzymałem się na godzinę w Mcdonald na kawę i poszperanie po necie. Dopiero od 15:00 wróciły chęci i siły do jazdy. Przez kilka kilometrów goniła mnie deszczowa chmura ale zmoczyć tym razem się nie dałem. Chwila na przystanku gdzie przeczekałem opad i dalej w kierunku miasta Oradea. Nocleg na polance z widokiem na Bihor’a. Na kolację wszytko co miałem w sakwach i zimne piwo. Jutro już śpię na Węgrzech.

Dzień 13 – 31.05.2012 – 51 lei i godzina gratis
172.21 km, 19.7 śr, 48.0 max, 936 m w górę, 8:43:08, 30 st.C

W nocy deszcz i burza, to już dla mnie normalne. Jak nie pada to dzień wyprawy się nie liczy. W dzień im bardziej na północ tym więcej słońca i coraz cieplej. Tak, jakby chmury z deszczem były przyklejone do Gór Fagaraskich. Pogoda oraz ukształtowanie terenu sprzyjały więc nic tylko jechać. Wiatr nie przeszkadzał, do miasta Oradea było w większości z górki a za już zupełnie płasko. Niecodzienna sytuacja spotkała mnie w miasteczku Beiuş. Zatrzymałem się na chwilę, podeszła do mnie kobieta i zaczęła mówić coś po rumuńsku. Ja po rumuńsku tylko dwa słowa, więc poprosiłem o angielski. Nie znała ale trochę rozumiała. Znała niemiecki i francuski. Parę słów po niemiecku jeszcze pamiętam więc rozmowa z pomocą gestów nabierała rozmachu. Kobieta okazała się nauczycielką geografii. Zainteresowało ją skąd jestem, gdzie byłem i dokąd jadę. Kiedy już wszystko zostało wyjaśnione kobieta wyciągnęła z portfela 50 lei, wcisnęła mi w dłoń i odeszła. Hmm.. dziwne zwyczaje ale 50 lei jestem do przodu. Chwilę potem po zakupach pod sklepem znalazłem 1 lei. Niebywałe szczęście :) Powinienem dziś zagrać w totka… za ewentualną wygraną mógłbym zorganizować kilka niezłych wypraw rowerowych i kilka innych wspomóc. 13 km za Oradea przekroczyłem granicę węgierską i dostałem kolejnego bonusa. Dodatkowa godzina za zmianę strefy czasowej. Jazdę wg normalnego czasu zakończyłem przed 19:00 na leśnej polanie. W ciągu dwóch godzin niedaleko mnie przebiegły dwa „szczekające” jelenie. Głośny i niezbyt przyjemny dźwięk. Jutro powinienem spać już na Słowacji, drogę już znam.

Dzień 14 – 1.06.2012 – Pogoda… zmienną jest.
174.56 km, 18.1 śr, 32.2 max, 683 m w górę, 9:35:34

Dzień jak dzień, nic nadzwyczajnego się nie działo. Całodzienna jazda na północ ku granicy ze Słowacją. Jechałem prawie tą samą trasą co w drugą stronę więc mogłem fajnie zaplanować sobie zakupy czy odpoczynki z ciekawych miejscach. Rano było nieprzyjemnie. Pochmurno i deszczowo. Zmoczyło mnie trochę. W południe się przejaśniło i wyszło słońce. Popołudniu zaczęło wiać. Przednio boczny silny wiatr strasznie utrudniał jazdę. Średnia prędkość spadła o 2km/h. W sumie nie mam o za bardzo o czym dziś pisać ;) Nocleg na polance przed wsią Aggtelek jeszcze na Węgrzech. Do Zakopanego 160 km.

Dzień 15 – 2.06.2012 – Powrót do Polski
182.89 km, 17.1 śr, 60.2 max, 2562 m w górę, 10:28:12

Po wczorajszym płaskim etapie dziś czekały na mnie góry. Przejazd najpierw przez Niżne a potem Wysokie Tatry. To już nie są jakieś tam pagórki tylko wspinaczka na ponad 1000m wzniesienia które mogą porządnie zmęczyć. Znów też miałem dodatkowego przeciwnika ponieważ mocno wiało od przodu. Dobrze, że przynajmniej nie padało, do wieczora… :)

W Popradzie zrobiłem sobie dłuższy postój z obiadem z widokiem na południową stronę Tatr. Za Popradem zmieniłem trochę kierunek jazdy na bardziej wschodni więc wiatr już tak nie dokuczał. Mimo zmęczenia na większości podjazdów udawało mi się utrzymywać prędkość w okolicach 10km/h. Do Zakopanego, już z górki, wjechałem po 20:00. Szybko udało mi się znaleźć nocleg w kwaterze. I tak kończy się moja kolejna podróż po Karpatach choć na pewno tu wrócę. Czeka przecież Omu, Moldoveanu, Bihor i inne ciekawe miejsca w które chcę jeszcze zobaczyć. Jutro 5:50 przejazd PKSem do domu z całym majdanem :)

Podsumowanie wyprawy

Podczas piętnastodniowego wyjazdu pokonałem 2210.20km, najwyższa prędkość to 60.2km/h, najdłuższy dzienny dystans to 183km a najwyższe dzienne przewyższenie to 2955m w górę. Najwyższa wysokość na jaką wjechałem to dokładnie 2145m.npm, było to na przełęczy Pasul Urdele, na słynnej drodze Króla czyli rumuńskiej Transalpinie. Urdele to najwyższa drogowa przełęcz Rumunii. Odjechałem dookoła cały główny grzbiet Gór Fagaraskich. Udało mi się również wjechać do schroniska Piatra Arsa na wysokość 1950m.npm oraz na kilka przełęczy powyżej 1000m.npm. Są to: Pasul Arieseni 1050m, Pasul Giurala 1290m, Pasul Predeal 1032m, Pasul Tartarau 1665m. Na Transalpinie zjechałem w bok aby wdrapać się na szczyt Cerbul o wysokości 1586m.

Zapraszamy do pełnej galerii zdjęć z wyprawy!

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *