[WYWIAD] Damian Drobyk o swojej wyprawie po Ameryce Południowej

Dziś wywiad z Damianem Drobykiem, który przemierza właśnie Amerykę Południową. Jesteście ciekawi z jakimi przeszkodami musi radzić sobie Damian,czy na swojej trasie spotkały go jakieś niebezpieczne sytuacje lub jak wyglądają przygotowania do jego wypraw? Zapraszamy do lektury!

Napisz proszę w kilku słowach czemu zdecydowałeś się na wyprawę po Ameryce Południowej i jakie były/są Twoje główne cele?

 Ameryka Południowa była moim celem od dawna. To właśnie tutaj, a nie w Azji i Himalajach są najwyższe drogi Świata sięgające 6000m n.p.m. Poza tym to kolejny, już szósty kontynent który przymierzyłem na rowerze, w tym czwarty po którym przejechałem więcej niż 10000km. Przejazd wzdłuż zachodniej części Ameryki Południowej i głównego pasma Andów pozwolił mi odwiedzić Wenezuelę, Kolumbię, Ekwador, Peru, Boliwię, Chile i Argentynę. Przejeżdżając przez te kraje zdobyłem po drodze ich najwyższe drogi i przełęcze powyżej 4000 i 5000m n.p.m. a także atrakcje turystyczne takie jak : Machu Picchu, Płaskowyż Altiplano, Jezioro Titicaca, Pustynia Atacama, Rock Tree i wiele innych.

Jak długo zajmują Ci przygotowania do wyprawy, skąd czerpiesz wiedzę na temat przebiegu trasy oraz miejsc w które się wybierasz?

 Przygotowania do wyprawy zajmują od kilku tygodni do kilku miesięcy w zależności od miejsca do którego się wybieram i czasu ile zajmie mi wyjazd. Przygotowania z reguły wyglądają podobnie… Przygotowanie roweru, całego sprzętu, ubezpieczenie, przeloty, oraz wyznaczenie trasy i celów podróży. Ponieważ trasa wyprawy uzależniona jest głównie od celów podróży, a tymi zawsze są najwyższe drogi i przełęcze świata zarys trasy nie jest zbyt skomplikowany. Głównym narzędziem w wyszukiwaniu najwyższych dróg jest Google Earth oraz dwie, trzy strony internetowe, które mają całą bazę danych o najwyższych podjazdach świata.

To kolejny z kontynentów, na Twojej drodze ale chyba najbardziej niebezpieczny. Czego najbardziej obawiałeś się przed wyprawą?

Nie wydaje mi się, żeby Ameryka Południowa  a głównie Andy, po których się poruszam były jakoś szczególnie niebezpieczne. Przejechałem przez Wenezulę w kryzysie, w tym przez Caracas oraz Bogotę w Kolumbii, czyli miasta, które podobno uchodzą za najbardziej niebezpieczne na Świecie. Sporo czasu spędziłem w Kolumbii, która wciąż niesłusznie kojarzona jest z kartelem narkotykowym z lat 90’tych. W końcu uporałem się w peruwiańskimi kierowcami, którzy prawo jazdy zapewne dostają bez ukończenia jakiegokolwiek kursu. W Ameryce Południowej na rowerze na pewno nie zapuściłbym się w głąb amazońskiej dżungli, bo tam czają się największe niebezpieczeństwa.

Napisz proszę kilka słów o sprzęcie. Wyprawa trwa wiele miesięcy i możesz zabrać tylko określoną ilość rzeczy. Co warto, a czego nie warto zabierać ze sobą w trasę?

Generalnie trzeba być przygotowanym na każdą sytuację i nie dopuścić do braku możliwości kontynuowania podróży będąc nawet kilkaset kilometrów od najbliższego miasta. Pakując się na wyprawę korzystam z własnej listy rzeczy, które są dla mnie osobiście niezbędne. Kto inny być może zabrał by coś jeszcze lub nie zabierał czegoś co dla mnie jest ważne.

Opisz krótko najniebezpieczniejszą sytuacje w jakiej się znalazłeś do tej pory i najgorszy problem sprzętowy z jakim przyszło Ci się zmierzyć?

 Najniebezpieczniej było w Peru, ze względu na kierowców, którzy nie potrafili się odpowiednio zachować na drodze. W Peru więcej osób jeździ na osiołkach niż na rowerach, więc w sumie nie ma się co dziwić, że nie są przyzwyczajeni do widoku rowerzysty na drodze. Największy problem sprzętowy związany był z brakiem dętki i łatek na trasie w Peru. Przez ponad 100km musiałem jechać z flakiem w kole w przyczepie. W północnym Peru praktycznie nie było możliwości zakupienia dętek w rozmiarze 28, ogólnie ciężko było też znaleźć jakikolwiek sklep czy serwis rowerowy.

Na jakich częściach nie warto oszczędzać a jakie nie są aż tak bardzo istotne w rowerze?

Zawsze powtarzam, że najważniejsze jest przygotowanie roweru i całego sprzętu przed  wyprawą, aby na wyprawie można było przejechać możliwie jak najwięcej kilometrów bez niepotrzebnych przygód, straty czasu i pieniędzy. Na mojej wyprawie przez Andy najszybciej zużywają się klocki hamulcowe, opony i dętki oraz napęd. W sumie jedyne czego żałuje to, to że nie zabrałem w Andy opon z płaszczem antyprzebiciowym. Pozwoliłoby to na większy komfort jazdy. W całej Ameryce Południowej drogi są bardzo „brudne”, na poboczach jest wiele śmieci, szkła, drutów i kamieni. Z tego powodu od początku wyprawy zanotowałem już chyba ponad dwadzieścia flaków.

Na swoich wyprawach jeździłeś na rowerze turystycznym (Author Triumph), górskim (Author Instinct) oraz gravelu (Author Ronin). Który z nich Twoim zdaniem sprawdził się najlepiej i jest najbardziej uniwersalny?

Na seryjnym, oryginalnym Ronin’ie w zeszłym roku przejechałem całą Australię dobrze poznając zalety i wady modelu gravel. Na rowerze turystycznym przymierzyłem Himalaje i hinduskie przełęcze. Na rowerze górskim było zdecydowanie więcej wypraw, ale podczas podróży po asfaltach nie wykorzystuje się w pełni możliwości „górala”. Z gravela jestem bardzo zadowolony, jest bardzo uniwersalny. Co prawda na Andy trochę go zmodyfikowałem pod siebie i trudy wysokogórskiej trasy, ale Ronina zapewne zabiorę na dwie kolejne planowane wyprawy.

Jak technologia pomaga Ci w trasie i jak zmieniło się podróżowanie w stosunku to Twoich pierwszych wypraw?

Na pierwszej wyprawie nie miałem smarfona, powerbanku, MP3 czy licznika w wysokościomierzem. Poza tanim kompaktowym aparatem fotograficznym nie miałem żadnej elektroniki. Obecnie technologia jest bardzo pomocna w podróżowaniu, a wszystko opiera się na pracy ze smarfonem. Na pierwsze wyprawy jeździłem z papierową mapą.

Wracając do samego kontynentu to co zrobiło na Tobie największe wrażenie, a co było największym rozczarowaniem?

 Nie mogę powiedzieć, że czymś w Ameryce Południowej się rozczarowałem, może tylko tym, że nie udało mi się wjechać na wysokość powyżej 6000m n.p.m. Przejazd przez ten nowy, różnorodny i ciekawy dla mnie kontynent pozwolił mi bliżej poznać siedem krajów, zdobyć wiele przełęczy na rowerze w Andach oraz zobaczyć wiele znanych miejsc. Machu Picchu, Rock Tree, Laguny, Solniska lub wulkany to tylko mała część tego, co widziałem przez te kilka miesięcy podróży. A podróż się jeszcze nie skończyła, więc wciąż wiele przed mną…

Jakie dalsze plany?

 Najpierw muszę ukończyć obecną wyprawę, ale plany kolejnych podróży już zaczynają się klarować. Pod koniec tego roku w planach mam jeden mały wypad za ocean. To będzie raczej urlop z jednym podjazdem rowerowym. Poza tym chcę się skupić na ukończeniu Korony Europy czyli wejściu pieszym na wszystkie najwyższe szczyty poszczególnych krajów Europy oraz moim flagowym projekcie czyli zdobyciu Rowerowej Korony Ziemi, tzn wjeździe rowerem wyprawowym na najwyższe drogi wszystkich kontynentów.

Wyprawę Damiana przez Andy i najwyższe drogi Ameryki Południowej wciąż można śledzić na profilu Facebook:

www.facebook.com/damiannawyprawie

oraz stronie wyprawy: www.Andy.DamianDrobyk.pl

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

1 comment on “[WYWIAD] Damian Drobyk o swojej wyprawie po Ameryce Południowej

  1. Józefina 22 marca 2019 at 21:47

    Oglądam, czytam, śledzę wyprawę. Patrzę okiem Damiana na życie innych ludzi, na ich jedzenie, spanie, hotele , odzież itp. Zazdroszczę odwagi, mnie po prostu jej brakuje, tym bardziej podziwiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *