Międzygórze

Sobotni poranek w Międzygórzu przywitał nas deszczem i chłodem, ale to najgorsze było dopiero przed mami, wysoko w górach. Około 700, mocno zdeterminowanych i gotowych do walki ze Śnieżnikiem, zawodników ustawiło się do trzeciego już w tym sezonie startu w Powerade Mtb Marathon. Dystans 82km i to przewyższenie 2500m budzi respekt, ale to dobre przetarcie przed MTB Trophy. Ja przed startem, przewidując co może się wydarzyć na szczytach podjazdów, postanowiłem mocno nasmarować się maściami rozgrzewającymi. O 10.30 start dystansu giga i już od razu podjazd. Nie był to ostry podjazd, ale na początek, kiedy organizm nie jest rozgrzany i przygotowany do dużego wysiłku. Postanowiłem więc zacząć spokojnie. Już na zjeździe jechałem razem z Bartkiem Janowskim. Natomiast od 15km sam kontynuowałem jazdę. Bartek nie wytrzymał mojego tempa, więc większą cześć dystansu pokonałem samotnie. Z myślą, że mam start też w niedzielę, w równie ciężkim maratonie w Bielawie, postanowiłem jechać tak, żeby nie stracić za dużo sił. To co najgorsze było jeszcze przede mną na zjeździe. Pewnie zadajecie sobie pytanie: co to takiego? To była mgła. Tak gęsta, że widzialność była ograniczona do około 50m. Na podjeździe ok, ale na zjeździe, kiedy się jedzie około 70 km/h, bardzo utrudnia jazdę. Zdecydowałem więc nie ryzykować upadku i defektu. Na Śnieżniku widziałem duże płaty śniegu. Było bardzo zimno, temperatura 6 st. C, więc pomysł
z maściami był jak najbardziej trafiony. Trasa maratonu była przeprowadzona ładnymi drogami szutrowymi, szkoda tylko że ta mgła wisiała tak nisko i przysłaniała piękne widoki. Do mety przyjechałem pierwszy, 6 minut przed drugim na mecie Bartkiem. Na mecie szybkie mycie roweru, podium i regeneracja przed niedzielnym wyścigiem, który też zapowiada się być trudny :).

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *