Kierunek Azerbejdzan – cz. 10 – Gruzja

JADYMY! Po stronie Tureckiej odprawa paszportowa to bałagan z najwyższej półki. Kilka autobusów z jednej i z drugiej strony. Ludzie karnie ustawiają się w gigantycznych kolejkach i nie mogę się dowiedzieć, którą budką jest wjazd, a którą wyjazd.  Stoję w jednej dla pieszych, wysyłają mnie do tej dla samochodów, tam dla pieszych i moja cierpliwość się kończy. Paszport w ręce flaga na kierownicy i jak husaria do przodu. Pieczątka jest pyta żołnierz, pewnie że jest uśmiecham się. Na wydrę oszczędziłem kilka godzin to pewne. Sama granica z Gruzją to nowoczesny terminal na miarę XXI wieku, czujesz się tak, jak byś wyszedł z rękawa samolotu w Singapurze. Na końcu jest kilkanaście stanowisk odpraw paszportowych wszystkie obsadzone, ale tłoku nie ma bo Turkom się nie spieszy. Pani z uśmiechem „Polak, miło nam” – pieczątka i już na drugiej stronie.

Tam już jak u nas w osiemdziesiątych latach, czyli budy, budki, wódka, papierochy to podstawa handlu. „Waluty nie warto wymieniać” – słyszę za plecami. Pani widząc że mam polską flagę pomaga, pytam „co to za kosmiczna budowla na granicy? To nasz „Misza” nakazał wybudować” – o Miszy słyszałem jeszcze kilkanaście razy, ale o tym w kolejnych odcinkach.

Do Batumi ulga bo płasko. Kilka wodopojów, gdzie miejscowi nalewają wody mineralnej więc i ja korzystam. Przed samym Batumi zatrzymałem się na plaży. Pierwszy raz wylądowałem w tym miejscu w 2004 roku, gdy wracałem z autostopu po Iranie. Skończyły mi się pieniądze byłem głodny i zastanawiałem się ile czasu mi zejdzie jazda stopem przez Turcję. Uzgodniłem ze stróżem nocnym z pobliskiej podstawówki, że nockę mogę spędzić w klasie w nocy, ale rano muszę znikać. Opalając się na plaży widzę trzech facetów rozmiar morsów.

Podchodzę blisko bo zapach kurczaka ściska mój żołądek – „co odpoczywacie zagaduję” – po rosyjsku, „A ty kto? No Polak, a czterej pancerni i pies, a to był film.”

„Głodny – bierz kuraka za nogę” – więc pierwsza tackę połykam sam. Ci się śmieją nalewając „JAŚKA WĘDROWNICZKA”  i napycham się na tak zwane „zaś”. Kolesie z 150 kilo każdy to pewne, ale za to wysocy. Na szyi złote łańcuchy wielkości kopalnianych, które transportują węgiel. Na rękach złote roleksy za plecami Mercedesy najwyższej półki. „Ile zarabia u was poseł?” – słyszę. Co mam mówić bo dokładnie nie wiem, więc przeliczyłem na 3 tyś dolków plus fura i komóra…. o sekretarce nie wspomnę.

„Ja mam tylko 600 USA i to musi starczyć” – bidulek pomyślałem, po 60 dolków butelka wódki a kończyli czwartą tego dnia. Z ciekawości zapytałem najstarszego z braci, bo to rodzina była a najstarszy był posłem Armenii. „A u Ciebie na koncie 1 milion dolarów jest?” – popatrzył na mnie z politowaniem i odpowiedział – „Mietek co ty pizdzisz jak żyć za milion”. Kierowca odwiózł mnie do mojej norki pytając dlaczego śpię w szkole. No jak włóczykij jestem i kasy brakło, ale nie martw się dam radę.

Rano zadyma stróż wystraszony pyta co zrobiłeś bo tu jacyś pytają o Ciebie. „Dawaj Mietek na śniadanie do hotelu” – trochę mi było głupio ale zabieram plecak łapka dla stróża. Śniadanie jak śniadanie za dużo nie zjadłem bo zapchany jestem jeszcze z poprzedniego wieczoru. „Gdzie Ci pasuje to Cię podwieziemy„. Mnie dobrze by było bym znalazł prom do Odessy, tam już dam radę. Po dwóch godzinach pakują mnie do samochodu i jaki szok na lotnisku dostaję bilet na samolot i ląduję w Odessie.

Minęło osiem lat, a ja na tej samej plaży. Dobudowano kilka hoteli, robotnicy mają przerwę na obiad i już jestem w gościach. Pyszności gruzińskiej kuchni, piwo zostaje na budowie do dnia następnego.

Batumi och Batumi herbaciane Batumi – kiedyś tak śpiewały Filipinki. Po polach herbaty został tylko ślad, bo się nie opłaca. Miasto zmieniło się nie do poznania, ścieżki rowerowe inwestycja za inwestycją, wieże z restauracjami, czary cuda na kiju i wielkie koło z gondolami.

Śpię na plaży pod budką ratowników wodnych – „fajnie tu macie wieżowce lśniące neonami, na h…j tyle Misza pieniędzy wydał to nikomu nie jest potrzebne tylko dla bogatych” – słyszę od młodych ludzi, a my tu za kartoszki pracujemy.

Pytam jeszcze o częstotliwość promu Batumi-Odessa i tu pada odpowiedz raz na tydzień sobota – niedziela, ale nie licz na bilety bo sezon. Bilet nie jest mi potrzebny tak pytam z ciekawości.

Zdaję sobie sprawę, że to koniec wakacji i zaczną się góry w kierunku Armenii. Z Batumi droga płaska. Ludzie na całym płaskim odcinku handlują jak u Nas w latach osiemdziesiątych. Łóżko na nim towar, co kilka metrów sklep z piwem, machają bym się zatrzymał. Za każdym razem szklaneczka wina bo się obrażą i jak tu robić kilometry. W miejscowości Erge pytam czy mogę rozbić namiot w ogródku. Nie ma sprawy i od razu ląduję w domu rodziny Kegckuu. To Gruziński Turek, na stole lądują ser, kartofle polane masełkiem, cielęcina w sosie, kwaśna fasola i słodkie ogórki. Alkohol dopiero wieczorem po zachodzie słońca. To śliwowica z 70%, a wieczorem bo muzułmanie. Muzułmanie mieszkają na całej długości granicy z Turcją, ale większość młodych przechodzi na katolicyzm, bo czują się prześladowani, mają mniejsze szanse awansu itd. Moi gospodarze pracują w Turcji przy zbiorach herbaty i tam zarabiają na cały rok. Jedna krowa, koza, pole na ziemniaki i jakoś się żyje, a takie święto, że maja gościa zdarza się bardzo rzadko. Głowa ołowiana i ruszam w dalszą drogę mając butelkę śliwowicy na zapas. W tym dniu tylko 69 km, pustkowia, jeden raz minął mnie samochód

Czad….. wioska na końcu świata, odpoczywam w cieniu na stacji benzynowej. Podjechała ciężarówka i podchodzi facet przedstawia się „Dawid jestem – a ty Polak no to jedziesz z nami w góry„. Zaczynam się tłumaczyć, że czas mnie goni a raczej rosyjska wiza. Jura, kuzyn jedną ręką chwycił mój rower i ładuje na ciężarówkę, nie mam wyjścia jadę z nimi. Po drodze kąpiemy się w rzece o silnym prądzie. Cała wioska, a raczej jej męska część, śpiewy, popijawa i ciekawość kim jestem, a gospodarz dumny że ma gościa. Dom ma dokładnie 280 lat, więc kilka pokoleń pochowanych obok domu, a żwir i piasek jaki mają na ciężarówce to kolejny pomnik. Dokoła domu śliwy prawie dojrzałe więc domownicy wyszli na zbiory przynosząc całe wiadra. Wszystko jest wsypywane do dębowych beczek tam się kisi i do rzeki na dwa miesiące by przeszła smakiem. Tego za bardzo nie zrozumiałem dokładnie. Na stole baranina, takiej jeszcze w życiu nie kosztowałem. Śliwowica z dolin nie robiła na nich wrażenia, acz kiwali głową że dobra.

Dawid, gospodarz rozkleił się jak dziecko. Ma teraz 38 lat i nie śpi od kilku lat normalnie. Do Moskwy wyjechał za pracą w 2008 roku, a że ma rysy kaukaskie został aresztowany w biały dzień na ulicy i wylądował w areszcie. „Przyznaj się że jesteś terrorystą” – i tak przez trzy tygodnie. Noce z lampą przy oczach – „jaki ja terrorysta? Turecki gruzin na budowlance się znam” po trzech tygodniach zaczęli bić i przez kolejne dwa tygodnie połamali mu wszystkie palce, wyrwali paznokcie, złamali szczękę w kilku miejscach. Smutne było to, że on rosyjski zna słabo i mało co rozumiał. Więzienie w podmoskiewskiej miejscowości Kalumna. Tam przez trzy miesiące siedział w celi 60 osobowej, spali na zmianę, ale nie bili. „Ach napijmy się mówi”. Matka tylko łzy ociera jedynie kuzyn Dawida śmieje się i namawia do śpiewu. „Do Rosji nigdy nie pojadę na pewno a i tu teraz nie łatwo, jak jest się muzułmaninem to jesteś gorsza kategorią„. Kolejny dzień spędzam z nimi bo widziano Misia, więc broń i na polowanie. Całe szczęście rodzina zatrzymała nas w gości i zobaczyłem tylko kupę po misiu.

Po drodze kolejny gruzin służył w Polsce tym razem w Kluczewie. Jedno z największych lotnisk w europie wschodniej obecnie ruina. „Panie ja wartownikiem byłem to były czasy handel kwitł na całego, a jak ktoś podszedł do plota to strzelałeś?” – żartuję – „no co Ty, jak miejscowi przychodzili od strony koszar to i tak wchodzili do środka i handlowali za cichą zgodą oficerów, Oj Polacy bogaci byli złoto kupowali.”

CDN

 
   
   
   
   
   
   
   
   
   

CDN….

Mieczysław Bieniek - Hajer

Mieczysław Bieniek - Hajer

Łowca przygód, podróżnik, emerytowany górnik z Katowic.
Mieczysław Bieniek - Hajer

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

3 comments on “Kierunek Azerbejdzan – cz. 10 – Gruzja

  1. Papuga 17 stycznia 2013 at 17:03

    Jednak jakoś z tych „opresji” udaje Ci się wyjść, dzięki życzliwości obcych ludzi. Wspomnienia masz i przykre i trochę radośniejsze , masz nawet momenty pogodne.
    Dobrze, że napotkani ludzie nie dzielą innych na katolików i nas- muzułmanów ! Dla nich , liczy się człowiek , tak ma być !!!
    Zdjęcia są potwierdzeniem Twoich przeżyć. Ta ich różnorodność , niemal reporterska dokumentacja. Gratuluję Ci „łatwości w nawiązywaniu międzyludzkich kontaktów” . Czekam na dalszy ciąg. Pozdrawiam cieplutko !!!!

  2. Damian 24 stycznia 2013 at 10:24

    Świetne zdjęcia i świetna przygoda. Nabrałem chęci, by też gdzieś wyruszyć…

  3. halina 26 stycznia 2013 at 18:52

    Mietku!wciagnęły mnie te opowiesci,tak jak zdjecia z tej podrózy….czekam na dalsze,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *