Hajerowe Santiago de Compostela – cz.21, San Vincente

Widzę kilka replik statków, które razem z Kolumbem odkryły Nowy Świat. Jest też basen z wodą oceaniczną, a tam baraszkują zwierzęta morskie. Można je podglądać godzinami.

DSC07814 DSC07818 DSC07821 DSC07822 DSC07826 DSC07835 DSC07843 DSC07851 DSC07853 DSC07858 DSC07859 DSC07863 DSC07866 DSC07867 DSC07873 DSC07881 DSC07882 DSC07885 DSC07886

Wieczorem docieram do malowniczego miasteczka San Vincente de la Barquera. Z daleka wygląda jak z krainy bajek – nad miasteczkiem góruje zamek i na tle nieba widać szczyty pasma górskiego Picos de Europa. Na przełęczach widać resztkę śniegu. Jest miejsce dla pielgrzymów. Miła Japonka jest menedżerem. Koszt noclegu to dziesięć euro ze śniadaniem. Grzecznie pytam czy mogę rozbić namiot obok za murem miasta. Uśmiechnęła się i wskazała miejsce. Widok mam fantastyczny, bo na most o tajemniczej nazwie Moza. Most przepiękny i liczący dwadzieścia osiem filarów. Suszenie, bo dwa dni padało. Gorąca kąpiel i ładowanie baterii, oczywiście za zgodą gospodarzy.

DSC07907 DSC07912 DSC07926 DSC07937 DSC07938 DSC07939 DSC07940 DSC07941 DSC07942 DSC07943

DSC07906 DSC07918 DSC07844

Rozbiłem namiot na zapleczu kościoła Santa Maria de Angeles. Wstęp płatny, więc rezygnuję, ale platforma z widokiem na góry rekompensuje niedogodności. Miasto szczyt rozkwitu miało w szesnastym wieku. Otacza je kilka bajecznych plaż i kolorowy port zachęcający do spaceru. Zapach kuchni i frykasów jakie tam podają wbija w ziemię, ale ceny dochodzą do pięćdziesięciu euro za kolację. Wdycham więc zapachy, a zajadam się małżami z puszki, za które znów zapłaciłem euro za trzy puszki. Turystów mnóstwo, więc trzeba przebijać się między stolikami restauracyjek, ale można też znaleźć miejsca zaciszne.

DSC07944 DSC07945 DSC07946 DSC07947 DSC07948 DSC07952 DSC07953 DSC07959 DSC07961 DSC07962 DSC07963 DSC07968 DSC07970 DSC07951 DSC07958 DSC07960 DSC07966

Trudno rozstać się z tak cudownym miejscem. Na liczniku mam 4070 km, a cel już nie tak daleko. Mylę drogę, więc nadrabiam ze czterdzieści kilometrów. Trochę się wściekam, ale cóż – tak to bywa. Rozpoczyna się etap górski.

DSC07983 DSC07984 DSC07986 DSC07987 DSC07989 DSC07990 DSC07991 DSC07992 DSC07993 DSC07994 DSC07995 DSC07997 DSC07998 DSC07999 DSC08000 DSC08001

Ciąg dalszy nastąpi…

To dwudziesta pierwsza część tekstu Hajerowe Santiago de Compostela. Jeśli pominąłeś poprzednie, znajdziesz je tutaj:

Cz.18 – San Sebastian
Cz.19 – Bilbao
Cz.20 – Muskiz

Dodaj komentarz przez Facebook

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *